Ks. Grzegorz Bliźniak: „Nieskończone Boże Miłosierdzie na koniec czasów” – który Kościół jest prawdziwy?

Który Kościół jest prawdziwy?
Wyjątkowy wywiad z ks. Grzegorzem Bliźniakiem

Czy współczesny Kościół zachował jeszcze prawdziwą wiarę? Przed czym ostrzegała nas Matka Boża w trzeciej tajemnicy fatimskiej? Do czego doprowadzi odrzucenie katolickiej moralności i sakramentów?

O tym, co najważniejsze w czasach wielkiego zamętu rozmawiają ks. Grzegorz Bliźniak i Tomasz P. Terlikowski w najnowszej książce “Nieskończone Boże Miłosierdzie na koniec czasów”.

Fragment książki “ Nieskończone Boże Miłosierdzie i koniec czasów”
ks. Grzegorza Bliźniaka i Tomasza P. Terlikowskiego,
Wydawnictwo Esprit, Kraków 2020

Tomasz P. Terlikowski: Jak odróżnić Kościół prawdziwy od fałszywego?

ks. dr Grzegorz Bliźniak: Kto należy do Kościoła prawdziwego, a kto do fałszywego? Nie da się jednoznacznie wytyczyć granicy między jednym a drugim. To zależy od tego, jaką naukę wyznajemy, jak się modlimy, jak żyjemy. Kościół ma swój wymiar instytucjonalny, ale jest przede wszystkim rzeczywistością duchową. Nie da się zatem zapisać do Kościoła prawdziwego i oznajmić, że się do niego należy. Poprzez swoje czyny, poprzez wiarę trzeba dać świadectwo, którego Kościoła jest się częścią.

Spróbujmy opisać fundamenty Kościoła prawdziwego, jego znaki rozpoznawcze, tak by można było – choćby w sumieniu – szukać odpowiedzi, do jakiego Kościoła się należy.

W prawdziwym Kościele zbawienie dokonuje się dzięki sakramentom. Jeżeli przyjmuję wszystkie sakramenty, a nie wybieram sobie te, w które wierzę, mogę mieć nadzieję, że jestem w prawdziwym Kościele. Jednym ze znaków fałszywego Kościoła jest odrzucenie sakramentu pokuty czy próby majstrowania przy sakramencie Eucharystii. Inną cechą fałszywego Kościoła jest to, że zaczyna rozwadniać naukę moralną, tak że nie wiadomo już, co jest dobre, a co złe…

Idąc tym tropem, można zadać pytanie, jaki jest Kościół w Niemczech, gdzie od lat w wielu parafiach się nie spowiada, gdzie udziela się Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w ponownych związkach, gdzie wreszcie kwestionuje się niemałą część katolickiego nauczania moralnego.

Niestety, można powiedzieć, że Kościół w Niemczech w sporej części jest katolicki tylko z nazwy. Ani dogmatyka, ani duszpasterstwo nie są tam katolickie.

Tyle że zmiany, jakie zachodzą w Kościele niemieckim, w tym rozpoczęty w grudniu 2019 roku proces synodalny, są akceptowane przez Watykan.

Nie wiem, czy można powiedzieć, że są akceptowane. Ja bym raczej powiedział, że są tolerowane. Zanim rozpoczęły się obrady, pojawiło się kilka wyraźnie krytycznych głosów. Papież Franciszek prosił biskupów niemieckich, by dobrze przemyśleli, czy rzeczywiście jest to droga, którą chcą i powinni kroczyć. Nie zabrakło napomnienia nuncjusza apostolskiego. Zgodzę się jednak, że to za mało i za późno. Biskupów niemieckich trzeba było upomnieć trzydzieści lat temu. Dzisiaj to już jest musztarda po obiedzie. Odejście Kościoła niemieckiego dokonało się już dawno, a rozpoczęło się od encykliki papieża Pawła VI Humanae vitae. Proces synodalny jest tylko kropką nad i w procesie odchodzenia Kościoła niemieckiego od katolicyzmu.

Z innymi lokalnymi Kościołami jest trudniej. Weźmy jako przykład bliskie ci Włochy: tam niektóre diecezje dopuszczają Komunię Świętą dla rozwodników, katoliccy hierarchowie i teolodzy kwestionują nauczanie Kościoła w sprawie homoseksualizmu czy rozwodów, ale nie brakuje też biskupów i kapłanów tradycyjnych.

Musimy sobie jasno powiedzieć, że przyjdzie czas, gdy Kościół prawdziwy będzie w mniejszości. Czasem myślimy, że stanie się na odwrót, że mniejszością będzie Kościół fałszywy. Jednak Matka Boża w Fatimie powiedziała, że Portugalia zachowa dogmat wiary, a to oznacza, że większość Kościoła go nie zachowa. Po tych słowach Maryja wyjawiła trzecią tajemnicę fatimską, której nie znamy w całości. W dwóch poprzednich tajemnicach najpierw była wizja, a potem komentarz Maryi – w tym przypadku znamy tylko wizję, nie ma komentarza. Możemy się jedynie domyślać – a mamy wyraźne poszlaki zawarte w dokumentach, które zostały po siostrze Łucji – że ten komentarz był bardzo mocny.

Czego mógł dotyczyć?

Myślę, że wielkiej apostazji w Kościele. Już wiemy, że Niemcy nie zachowują dogmatu wiary, we Włoszech też nie jest dobrze. To samo dzieje się w wielu krajach europejskich. Znam liczne diecezje, w których biskupi głoszą wymyśloną przez ludzi naukę sprzeczną z prawdziwą nauką Kościoła katolickiego. To zliberalizowany, rozwodniony katolicyzm, który nie stawia ludziom żadnych wymagań.

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 23 Komentarze

Ks. Piotr Glas: W diabelskiej matni

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 53 Komentarze

Benedykt XVI: „za wszystkich” czy „za wielu”

Przypominamy bardzo ważny list Benedykta XVI w tej sprawie

(…) W związku z tym Stolica Apostolska zadecydowała, że w nowych przekładach Mszału słowo „pro multis” należy oddać dosłownie i nie ma być ono jednocześnie interpretowane. W miejsce wykładni interpretacyjnej „dla wszystkich” trzeba stawiać prosty przekład „za wielu”

Jego Ekscelencja
Przewielebny Ks. Abp Robert Zollitsch
Arcybiskup Fryburga Bryzgowijskiego
Przewodniczący Niemieckiej Konferencji Biskupów
Herrenstrasse 9
D-79098 FREIBURG

                                                                                                          Watykan, 14 kwietnia 2012

Ekscelencjo!
Bardzo szanowny, drogi Księże Arcybiskupie!

Podczas wizyty w dniu 15 marca 2012 r. Ksiądz Arcybiskup poinformował mnie, że nadal nie ma zgody wśród biskupów niemieckiego obszaru językowego odnośnie do  tłumaczenia słów „pro multis” w modlitwach kanonu Mszy św.  Jak się wydaje istnieje niebezpieczeństwo, że w niebawem mającej się ukazać nowej edycji „Gotteslobs” – książki zawierającej modlitwy i śpiewy, jedna część świata niemieckiego obszaru językowego pragnie pozostać przy tłumaczeniu „za wszystkich”, mimo że Konferencja Episkopatu Niemiec, zgodnie z życzeniem Stolicy Apostolskiej, jednoznacznie opowiedziała się za formułą „za wielu”. Obiecałem Księdzu Arcybiskupowi, że wypowiem się w tej poważnej kwestii w formie pisemnej, aby zapobiec takiemu rozłamowi w obrębie przestrzeni naszej modlitwy. List, jaki kieruję za pośrednictwem Waszej Ekscelencji do członków Konferencji Episkopatu Niemiec, jest adresowany także do pozostałych biskupów krajów języka niemieckiego.

Chciałbym najpierw powiedzieć kilka słów na temat źródła tego problemu. W latach sześćdziesiątych, kiedy biskupom krajów języka niemieckiego powierzono odpowiedzialność za tłumaczenie Mszału Rzymskiego istniała zgoda egzegetów, że słowo „wiele”, „wielu” w Iz 53,11 f jest formą wyrażenia hebrajskiego na oznaczenie ogółu. Słowo „wielu” w pierwotnych relacjach Mateusza i Marka byłyby więc semityzmem i należałoby je przetłumaczyć jako „wszyscy”. Rozciągano to także bezpośrednio na tłumaczony tekst łaciński, który „pro multis” z przekazu  ewangelicznego odsyłał do Izajasza 53, a zatem powinien być przetłumaczony jako „za wszystkich”. Jednak w międzyczasie ten egzegetyczny konsens rozpadł się, już go nie ma. W niemieckim tłumaczeniu ekumenicznym Pisma Świętego w opisie Ostatniej Wieczerzy czytamy: „To jest Krew moja, Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14, 24; por. Mt 26, 28). W ten sposób można dostrzec coś bardzo ważnego: oddanie „pro multis” jako „za wszystkich” nie było czystym tłumaczeniem, ale interpretacją, która była całkiem zasadna i nadal pozostaje zasadna, ale jednak interpretacją i czymś więcej niż tylko tłumaczeniem.

To zlanie się tłumaczenia i interpretacji należy w pewnych aspektach do zasad, które kierowały bezpośrednio po Soborze tłumaczeniami ksiąg liturgicznych na języki nowożytne. Zdawano sobie sprawę, jak daleko teksty biblijne i liturgiczne oddalone są od języka i mentalności współczesnego człowieka, tak, że nawet po przełożeniu nadal muszą być niezrozumiałe dla uczestników liturgii. Było to nowe przedsięwzięcie, aby święte teksty w tłumaczeniach były dostępne dla uczestników liturgii, pozostając jednocześnie bardzo oddalonymi od ich świata; w ten sposób właśnie teksty święte jawiły się w ich wielkim oddaleniu. Tak więc odczuwano nie tylko jako uzasadnione, ale wręcz konieczne zawarcie w tłumaczeniu już interpretacji, aby w ten sposób skrócić drogę do ludzi, do których serc i umysłów słowa te powinny dotrzeć.

Do pewnego stopnia nadal uprawniona jest zasada treściowego, a nie koniecznie także dosłownego tłumaczenie tekstów podstawowych. Ponieważ nieustannie muszę odmawiać modlitwy liturgiczne w różnych językach, zdarza się, że pomiędzy różnymi tłumaczeniami trudno czasem znaleźć podobieństwo, i że służący za podstawę wspólny tekst często można rozpoznać tylko z daleka. Zdarzają się przy tym banalizacje, oznaczające rzeczywiste straty. Z biegiem lat stało się dla mnie osobiście coraz bardziej jasne, że zasada niedosłownej, ale strukturalnej zgodności jako wytycznej tłumaczenia ma swoje ograniczenia. Idąc za takim poglądem opublikowana 28 marca 2001 r. przez Kongregację do spraw Kultu Bożego instrukcja dotycząca tłumaczeń „Liturgiam  authenticam” przywróciła ponownie na pierwszy plan zasadę dosłownej zgodności, nie narzucając oczywiście jednostronnej dosłowności. Ważnym spostrzeżeniem tkwiącym u podstaw tej instrukcji jest, wyrażona już wcześniej, powyższa różnica pomiędzy tłumaczeniem a interpretacją. Jest to niezbędne zarówno w stosunku do słowa Pisma Świętego jak i tekstów liturgicznych. Z jednej strony, święte słowo, na ile to możliwe musi się jawić takim jakim jest, także z jego obcością oraz zawartymi w nim pytaniami, z drugiej zaś Kościołowi powierzono misję interpretacji, w której  – w granicach naszego aktualnego zrozumienia – dociera do nas orędzie jakie Pan dla nas przeznaczył. Także najbardziej wierne tłumaczenie nie może zastąpić interpretacji: jest częścią struktury objawienia, mianowicie, że Słowo Boże jest odczytywane w interpretującej wspólnocie Kościoła, łączącej się w wierności w chwili obecnej. Słowo musi być takim jakim jest, w swojej własnej, być może dla nas obcej postaci. Interpretacja musi być wierna wobec samego słowa, ale jednocześnie czynić je dostępnym dla współczesnych odbiorców.

W związku z tym Stolica Apostolska zadecydowała, że w nowych przekładach Mszału słowo „pro multis” należy oddać dosłownie i nie ma być ono jednocześnie interpretowane. W miejsce wykładni interpretacyjnej „dla wszystkich” trzeba stawiać prosty przekład „za wielu”. Muszę tu podkreślić, że zarówno u Mateusza jak i Marka nie ma rodzajnika, tak więc nie „za rzesze” ale „za wielu”. Jeśli to rozstrzygnięcie jak mam nadzieję, jest zrozumiałe w świetle  zasadniczej korelacji tłumaczenia i interpretacji, to mam też świadomość, że jest ona ogromnym wyzwaniem dla wszystkich, którym jest powierzona w Kościele interpretacja Słowa Bożego. Ponadto dla osób regularnie uczestniczących we Mszy św. jawi się
to nieuchronnie jako przełom w samym centrum sacrum. Będą oni pytać: czyżby teraz nie za wszystkich umarł Chrystus? Czy Kościół zmienił swoje nauczanie? Czy może On i wolno Mu to czynić? Czy mamy tu do czynienia z reakcją, która chce zniszczyć dziedzictwo Soboru? Wszyscy wiemy z doświadczenia ostatnich 50 lat, jak głęboko przeprowadzenie zmiany tekstów i form liturgicznych dotyka ludzkiej duszy; jak bardzo musi ludzi niepokoić zmiana tekstu w tak bardzo istotnym punkcie. Z tego względu, kiedy na podstawie różnicy między tłumaczeniem a interpretacją wybrano tłumaczenie „wielu”, zadecydowano równocześnie, że tłumaczenie to powinno zostać poprzedzone, w poszczególnych obszarach językowych gruntowną katechezą, poprzez którą biskupi powinni swoim kapłanom, a poprzez nich wszystkim wiernym dać konkretnie do zrozumienia, o co chodzi. Poprzedzenie katechezą jest warunkiem podstawowym wejścia w życie nowego tłumaczenia. O ile mi wiadomo w krajach niemieckojęzycznych takiej katechezy do tej pory nie było. Intencją mojego listu jest jak najbardziej usilna prośba skierowana do was wszystkich, drodzy bracia, aby obecnie wypracować taką katechezę, aby następnie rozmawiać o niej z kapłanami, a równocześnie udostępnić ją wiernym.

W takiej katechizacji trzeba być może najpierw pokrótce wyjaśnić dlaczego w posoborowych tłumaczeniach Mszału słowo „za wielu” zostało oddane jako „za wszystkich”, aby wyrazić w sposób niedwuznaczny, w takim sensie w jakim chciał to Jezus powszechność zbawienia jakie od Niego pochodzi. Wtedy oczywiście natychmiast pojawia się pytanie: Jeśli Jezus umarł za wszystkich, to dlaczego w słowach Ostatniej Wieczerzy powiedział On „za wielu” ? I dlaczego trwamy przy tych Jezusowych słowach ustanowienia Eucharystii? Trzeba tu najpierw jeszcze dodać,  że według Mateusza i Marka Jezus powiedział „za wielu”, ale według Łukasza i Pawła, „za was”. Tak więc pozornie krąg się zacieśnia. Natomiast właśnie wychodząc stąd można wyjść ku rozwiązaniu. Uczniowie wiedzą, że misja Jezusa sięga poza nich i ich krąg; przyszedł On zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boże z całego świata   (por. J 11, 52). Sformułowanie „za was” czyni misję Jezusa dla obecnych absolutnie konkretną. Nie są oni jakimiś anonimowymi członkami ogromnej całości, ale każdy wie, że Pan umarł właśnie „za mnie”, „za nas”. „Za was” sięga w przeszłość i w przyszłość, odnosi się do mnie całkowicie osobiście; my, którzyśmy się tutaj zgromadzili jesteśmy jako tacy znani i umiłowani przez Jezusa. Tak więc to „za was” nie jest jakimś zawężeniem, ale konkretyzacją,  odnosi się do każdej wspólnoty sprawującej Eucharystię, która konkretnie łączy się z miłością Jezusa. Kanon Rzymski połączył ze sobą w słowach konsekracji, dwa czytania biblijne i zgodnie z tym mówi: „Za was i za wielu”. Ta formuła została następnie przyjęta w reformie liturgicznej we wszystkich modlitwach eucharystycznych.

Zapytajmy raz jeszcze dlaczego „za wielu”? Czyż Pan, nie umarł za wszystkich? Fakt, że Jezus Chrystus jako Wcielony Syn Boży jest człowiekiem dla wszystkich ludzi, nowym Adamem, to jeden z podstawowych pewników naszej wiary. Chciałbym w tej sprawie przytoczyć tylko trzy teksty Pisma Świętego: Bóg wydał swego Syna „za wszystkich” stwierdza św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 8,32). „Jeden umarł za wszystkich”, mówi on w drugim Liście do Koryntian o śmierci Jezusa (2 Kor 5, 14). Jezus „wydał siebie samego na okup za wszystkich”, mówi Apostoł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 2, 6). Ale w takim razie tym bardziej trzeba raz jeszcze się zapytać: jeśli jest to tak jasne, to dlaczego w Modlitwie eucharystycznej napisano „za wielu”? Otóż Kościół przejął to sformułowanie z nowotestamentalnych relacji o ustanowieniu Eucharystii. Mówi tak ona z szacunku dla słowa Jezusa, aby być Jemu dosłownie wierną. Głęboki szacunek dla słowa samego Jezusa jest postawą sformułowania Modlitwy Eucharystycznej. Pytamy się jednak wówczas: dlaczego sam Jezus tak właśnie powiedział? Prawdziwym powodem jest to, że Jezus w ten sposób chciał być rozpoznany jako sługa Boży z 53 rozdziału proroka Izajasza, ukazał, że jest tą postacią, którą oczekiwało słowo proroka. Głęboki szacunek Kościoła wobec Słowa Jezusa oraz wierność Jezusa wobec słowa „Pisma” – ta podwójna wierność jest konkretnym powodem sformułowania „za wielu”. Poprzez dosłowne tłumaczenie słów Pisma Świętego włączamy się w ten łańcuch wierności naznaczonej szacunkiem.

Tak jak już wcześniej widzieliśmy, określenie „za was” tradycji łukaszowo-pawłowej nie  zwęża, lecz konkretyzuje, tak że możemy teraz zobaczyć, że dialektyka „za wielu” – „za wszystkich” ma swoje własne znaczenie. „Za wszystkich” porusza się na poziomie ontologicznym – istnienie i działanie Jezusa obejmuje całą ludzkość, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ale w rzeczywistości, historycznie w konkretnej wspólnocie tych, którzy celebrują Eucharystię, przychodzi On do „wielu”. Można więc rozpoznać potrójne znacznie korelacji między „za wielu” i „za wszystkich”. Przed wszystkim dla nas, którzy możemy zasiąść do Jego stołu  powinna ona oznaczać zaskoczenie, radość i wdzięczność, że On mnie powołał, że ja mogę z Nim przebywać i mogę Go poznać. „Bogu niech będą dzięki, który mnie z łaski powołał do swego Kościoła” (pień kościelna „Dank sei dem Herrn, der mich aus Gnad’ in seine Kirch’ berufen hat …“, pierwsza zwrotka).  Po drugie – jest to także odpowiedzialność. To, jak Pan na swój sposób dociera do innych – „wszystkich” – pozostaje ostatecznie tajemnicą. Ale bez wątpienia powołanie bezpośrednio przez Niego do Swojego stołu stanowi pewną odpowiedzialność, abym mógł usłyszeć: że cierpiał On „za was”, „za mnie”. Wielu niesie odpowiedzialność za wszystkich. Wspólnota „wielu” musi być światłem na świeczniku, miastem na górze, zaczynem dla wszystkich. Jest to powołanie, które dotyczy każdego w sposób całkowicie osobisty. Wielu, którymi jesteśmy, musi ponosić odpowiedzialność za za całość, będąc świadomymi swej misji. Wreszcie, można dodać  trzeci aspekt. We współczesnym społeczeństwie, mamy poczucie, że faktycznie nie jest nas „wielu”, ale niewielu – mała gromadka, stale malejąca. Jednakże nie – jesteśmy „wielu”: Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” mówi Apokalipsa św. Jana (Ap 7, 9). Jest nas wielu i reprezentujemy wszystkich. W ten sposób obydwa słowa „wielu” i „wszyscy” są ze sobą ściśle powiązane i odnoszą się jedno do drugiego w odpowiedzialności i obietnicy.

Ekscelencjo, Drogi współbracie w biskupstwie! Pisząc te słowa pragnąłem wskazać zasadnicze linie treści katechezy, poprzez którą kapłani i świeccy powinni być jak naszybciej  przygotowani do nowego tłumaczenia. Mam nadzieję, że wszystko to może również służyć głębszemu uczestnictwu we Mszy św. wpisując się w wielkie zadanie jakie nas oczekuje wraz z „Rokiem wiary”. Mam nadzieję, że katecheza zostanie przedstawiona szybko i stanie się częścią odnowy liturgicznej, w którą od swej pierwszej sesji zaangażował się Sobór.

Z błogosławieństwem i pozdrowieniami paschalnymi

Wasz w Panu,
Benedictus PP XVI

Tekst podajemy za stroną Stolicy Apostolskiej oraz za stroną kliknij

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 14 Komentarzy

List otwarty do Prezydenta Andrzeja Dudy: link do wpisu i do petycji

Ważą się losy naszej Ojczyzny i całego świata! Od tej petycji zależy wiele!

List można podpisać na stronie petycji:
https://citizengo.org/pl/signit/183385/view

(…) Mamy tylko jedno życie Panie Prezydencie i bolałoby nas ogromnie, gdyby nasz Prezydent wybrał śmierć nad życie i naraził siebie, własną Rodzinę i całą Polskę na wielki Boży gniew. Dzisiaj są czasy kiedy to niestety musimy dokonać wyboru: albo stoimy po stronie Boga, albo po stronie szatana!
Link do wpisu:
kliknij

Opublikowano Aktualności

Ks. Dominik Chmielewski: modlitwa uwolnienia od lęku

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 37 Komentarzy

Ks. Dominik Chmielewski: Wchodzimy w trudny czas!

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 45 Komentarzy

Pomóżmy malej Tosi, która zbiera na najdroższy lek świata!

Nie mogę przejść obojętnie obok tego Apelu, dziś zamieściły go moje obydwie córki, gdyż Tosia jest córeczką koleżanki starszej córki. Moja młodsza 14-latka sama z siebie napisała:

UWAGA!!!
Koleżanka mojej siostry wraz z rodziną zbiera pieniądze na najdroższy lek świata (który kosztuje 9 mln), potrzebny jest on dla małej Tosi, która choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Antosia ma kilka miesięcy i konieczne jest, aby dostała terapię genową do 2. roku życia. Poniżej podaję link do zbiórki, na którą można wpłacić choćby 2zł oraz link do licytacji, w której można coś wystawić bądź kupić, są to nie tylko przedmioty, ale też usługi. (pieniądze z licytacji, także trafiają do Tosi).
LICZY SIĘ KAŻDA ZŁOTÓWKA!!!

Link do zbiórki:
https://www.siepomaga.pl/antosia

Link do licytacji:
kliknij i licytuj

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 16 Komentarzy

Nieznane proroctwo – 16 maja 1921 r. Maryja mówi do ks. Dolindo: „huragan przejdzie nad Kościołem i światem”

„Nie lękajcie się, nie bójcie się, ale potrzeba, by potężny huragan przeszedł najpierw nad Kościołem, a potem nad światem! Kościół będzie się wydawał całkowicie opuszczony, w każdym z miejsc świata wyludniony… opuszczony przez kapłanów… wiele z kościołów będzie trzeba zamknąć! Pan utrąci swoją mocą wszystko, co przywiązuje do ziemi i paraliżuje Kościół!
[…] Kiedy zobaczycie […] Kapłanów pozbawionych wszelkich dóbr, kiedy zostaną zredukowane zewnętrzne okazałości uroczystości, to znak, że bliskie jest Królestwo Boże”

Czy Matka Boża przepowiedziała ks. Dolindo Ruotolo czas burz, jakich doświadcza dzisiaj świat? Wiele wskazuje na to, że tak. Słowa niezwykłego proroctwa, jakie otrzymał blisko sto lat temu kapłan z Neapolu opisuje w swojej nowej książce jego biografka, Joanna Bątkiewicz-Brożek. 

Autorka książki „Jezu, Ty się tym zajmij!” w swojej nowej opowieści o ojcu Dolindo „Jezu, ratuj!” przytacza niezwykłe proroctwo, podarowane neapolitańskiemu kapłanowi przez Maryję.  Przenieśmy się zatem na moment do Rzymu. Jest 16 maja 1921 roku. „Jestem Maryja Niepokalana, Matka Miłosierdzia” – słyszy mistyk z Neapolu w czasie jednej z przeżywanych lokucji wewnętrznych . Ksiądz Dolindo notuje wtedy, jak twierdzi, słowa samej Matki Bożej:  

„Nie lękajcie się, nie bójcie się, ale potrzeba, by potężny huragan przeszedł najpierw nad Kościołem, a potem nad światem! Kościół będzie się wydawał całkowicie opuszczony, w każdym z miejsc świata wyludniony… opuszczony przez kapłanów… wiele z kościołów będzie trzeba zamknąć! Pan utrąci swoją mocą wszystko, co przywiązuje do ziemi i paraliżuje Kościół! […] Kiedy zobaczycie […] Kapłanów pozbawionych wszelkich dóbr, kiedy zostaną zredukowane zewnętrzne okazałości uroczystości, to znak, że bliskie jest Królestwo Boże”. 

Koniec jest blisko?

Czytając powyższe słowa trudno zachować spokój, zwłaszcza gdy widzimy, jak dzisiejszy świat chwieje się w posadach. Słowa Matki Bożej, przekazane ojcu Dolindo, stanowią jednak swoiste wezwanie do gotowości na najtrudniejsze nawet cielesne doświadczenia. Niewątpliwie niektórzy odczytują te słowa raczej jako zapowiedź drugiej wojny światowej, która okazała się dla świata jednym z najbardziej brutalnych konfliktów w dziejach i wielkim doświadczeniem dla Kościoła. Czy to prawidłowe spojrzenie?

Jest bowiem w słowach Matki Bożej coś zastanawiającego. II wojna światowa niewątpliwie była bowiem czasem trudnym dla Kościoła. W samym jądrze ciemności tamtego konfliktu, czyli w Niemczech, to właśnie katoliccy kapłani, wobec kolaboracji wielu duchownych protestanckich, stawiali opór nazistowskiemu reżimowi. Podobnie było w innych krajach okupowanych przez Niemcy, gdzie odważni duchowni stawali się także celem agresorów. A zatem faktycznie można powiedzieć, że „potężny huragan” przeszedł wtedy nad Kościołem. Zwróćmy jednak uwagę, iż Matka Boża przedstawiła księdzu Dolindo obraz znacznie bardziej niepokojący niż na pozór mogłoby się wydawać. Maryja przepowiedziała Kościół „wyludniony” i „opuszczony przez kapłanów”. Duchowni zaś, jeśli wczytać się w tę wizję, mają utracić wszelkie dobra. Czy faktycznie zatem taka wizja mogła dotyczyć II wojny światowej? Pamiętajmy bowiem, że stanowiący jedno z centrów oporu Kościół katolicki wyszedł z tamtego konfliktu wzmocniony, mówiono nawet wówczas o swoistym odrodzeniu wiary. Co zatem oznaczają słowa Matki Bożej wypowiedziane przed blisko stu laty do ojca Dolindo? Czy nie należy ich odczytywać w nieco innym kontekście?

Puste świątynie i wizja poważnych problemów Kościoła w głoszeniu Ewangelii, widoczne są przecież właśnie teraz. Być może ten stan jest chwilowy, ale nie wiemy czym będzie on skutkował za kilka, kilkanaście a może kilkadziesiąt lat. Skutki trwającej pandemii COVID19 będziemy pewnie jeszcze obserwować przez długi czas i to zarówno w wymierza społecznym jak i ekonomicznym. Czy zatem możliwe jest, by puste świątynie nie okazały się prostą przyczyną tego, że i sam Kościół utraci znaczną część środków materialnych? Czy nie stanie się to początkiem nowego, jeszcze głębszego Jego kryzysu?

Jeśli w tym kontekście czytać to objawienia, być może faktycznie koniec jest już blisko. 

Tryumf Kościoła 

Nie możemy jednak zapominać, że czas kryzysu – nazywany czasem oczyszczenia – to jedynie preludium do tego, co czeka nas jeszcze tutaj, na ziemi. Nim nastanie tak często przepowiadany koniec świata, Matka Boża obiecała nam Tryumf Niepokalanego Serca Maryi. A zatem będzie to także dzień tryumfu wszystkich wierzących, całego Kościoła. 

Trudno ocenić, czy czas epidemii połączony z licznymi wstrząsami społecznymi, stanowi jakiś przełom. Przez świat przetaczały się bowiem znacznie bardziej niebezpieczne zarazy. Obecna wydaje się o tyle dotykać nas wszystkich, że uderza w to, co od dekad stało się obsesją współczesnego człowieka: poczucie bezpieczeństwa. Nie tyle bowiem grozi nam śmierć ogromnej części populacji, ile odczuwamy wszyscy dotkliwie, że świat przestał być przewidywalną układanką, wypełnioną prostymi rytuałami. Na ten kryzys nakładają się w dodatku także inne wstrząsy, związane z obsesyjnym poszukiwaniem przez ludzi nowych, grupowych tożsamości, utraconych na skutek kryzysu religii. 

Kryzys, w jakim pogrążony jest dzisiaj Kościół, nie powinien przepełniać nas trwogą. Powinniśmy raczej wyczekiwać zapowiadanego tryumfu naszego Kościoła. I choć słowa Matki Bożej, przekazane ks. Dolindo, mogą opisywać tragizm współczesnych czasów, warto odczytywać je jako część pewnej całości. Nasze dzisiaj i jutro jest w rękach Boga. Czy można mieć wątpliwości, że On zatryumfuje? 

Więcej w książce Joanny Bątkiewicz-Brożek „Jezu ratuj!”kliknij

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 69 Komentarzy

List otwarty do Prezydenta Andrzeja Dudy: „Musimy dokonać wyboru: albo stoimy po stronie Boga, albo po stronie szatana!”

List można podpisać na stronie petycji:
https://citizengo.org/pl/signit/183385/view

(…) Jako wierzący katolicy pragniemy również przypomnieć Panu Prezydentowi o konsekwencjach Pana działania na rzecz poszerzenia prawa do aborcji, jest ono równoznaczne z ekskomuniką, jasno o tym mówi Kodeks Prawa Kanonicznego
(…) Mamy tylko jedno życie Panie Prezydencie i bolałoby nas ogromnie, gdyby nasz Prezydent wybrał śmierć nad życie i naraził siebie, własną Rodzinę i całą Polskę na wielki Boży gniew. Dzisiaj są czasy kiedy to niestety musimy dokonać wyboru: albo stoimy po stronie Boga, albo po stronie szatana!


Szanowny Panie Prezydencie,
Wszelka władza pochodzi od Boga, wybraliśmy Pana Prezydenta, choć ostatnie wybory prezydenckie wyraźnie zobrazowały ogromny podział w narodzie. Zaufaliśmy Panu, wierząc, że bezpiecznym jest i chlubnym, że nasz Prezydent jest osobą wierzącą. Popłynęło i płynie wiele modlitw i podejmujemy post w Pana intencji oraz wszystkich rządzących. Chcemy stać przy Panu Prezydencie murem. Lecz jeśli podniesie Pan rękę na życie dzieci nienarodzonych, straci Pan całkowicie nasze zaufanie, a Bóg i Maryja będą jeszcze bardziej obrażani i ranieni. Z jakim czołem pojedzie Pan wówczas na Jasną Górę i jak popatrzy Pan Królowej Polski w oczy? Jak wtedy pojedzie Pan do Strachociny do św. Andrzeja Boboli, by prosić o wstawiennictwo, tego potężnego męczennika?

Jako wierzący katolicy nie możemy milczeć w obliczu postawy, jaką przyjmuje Pan wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego ochrony życia dzieci nienarodzonych. Jasno mówi on, iż Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej daje prawo do życia każdemu obywatelowi naszej Ojczyzny. To nie jest tylko ludzkie prawo, tak stanowi prawo Boże i Kościół Katolicki – my jego wierni stajemy w obronie tego prawa. Jeśli będzie Pan Prezydent ulegał naciskom i wpływom ludzi, którzy domagają się praw tylko dla siebie, a nie respektują prawa do życia innych, poczętych dzieci – to ściąga Pan na siebie, na swoją własną Rodzinę i na cały nasz naród odpowiedzialność za śmierć tysięcy niewinnych dzieci. Konsekwencje takiego prawa do zabijania będą bardzo bolesne dla całej Polski i dla każdego Polaka w wymiarze duchowym, psychicznym, fizycznym i materialnym. Czy jest Pan świadomy Panie Prezydencie takich konsekwencji, przekleństwa, które już na nas za to ciąży i dalej będzie ciążyć – jeśli nie stanie Pan zdecydowanie po stronie życia, a będzie Pan, jako Głowa Państwa Polskiego, próbował manipulować i poprawiać Boże prawo? „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości” – wołał św. Jan Paweł II. Pan Bóg jedynie jest Panem życia i śmierci. Jeśli Bóg daje życie to tylko On może je odebrać i niech nigdy żaden człowiek nie stawia się w miejscu Boga i nie uzurpuje sobie prawa do decydowania o życiu i śmierci drugiego człowieka.

Mamy tylko jedno życie Panie Prezydencie i bolałoby nas ogromnie, gdyby nasz Prezydent wybrał śmierć nad życie i naraził siebie, własną Rodzinę i całą Polskę na wielki Boży gniew.  Dzisiaj są czasy kiedy to niestety musimy dokonać wyboru: albo stoimy po stronie Boga, albo po stronie szatana! Nie ma innej trzeciej możliwości. Panie Prezydencie po której stronie Pan stanie? Dzisiaj potrzeba z Pana strony odwagi i heroizmu, twardego trwania po stronie Boga i Bożego prawa. A w konsekwencji taka postawa zapewni Panu ochronę, błogosławieństwo i wielki rozkwit naszej Ojczyzny.

Życzymy Panie Prezydencie wiele odwagi, samozaparcia i światła Ducha Świętego, opieki Królowej Polski na tę trudną służbę Ojczyźnie naszej. Jesteśmy z Panem nieustannie w modlitwie i ofiarach za Pana. Prosimy by nie zawiódł Pan Boga, Maryi i św. Andrzeja Boboli oraz całego narodu, w którym już wiele krwi męczeńskiej zostało wylanej, oszczędźmy tej krwi niewinnej przelewanej na dzieciach nienarodzonych. Jako wierzący katolicy pragniemy również przypomnieć Panu Prezydentowi o konsekwencjach Pana działania na rzecz poszerzenia prawa do aborcji, jest ono równoznaczne z ekskomuniką, jasno o tym mówi Kodeks Prawa Kanonicznego.

Wierzymy, że opowie się Pan za życiem, tak, jak obiecał Pan w kampanii wyborczej, pokładamy w Panu nadzieję.

Niech Bóg Panu błogosławi i strzeże oraz chroni od wszelkiego zła.
Z modlitwą i uszanowaniem
(….) dane osoby podpisującej

Link do petycji:
https://citizengo.org/pl/signit/183385/view

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 167 Komentarzy

Polecamy „Ostrzeżenie” Christine Watkins – książkę dotyczącą oświecenia sumień oraz proroctw dotyczących „małego sądu”

Ja ostrzeżenie przeżyłam w 1978 roku, więc wiem, że to jest prawda i że nastąpi moment, gdy wszyscy ludzie nagle padną na kolana i przeżyją „mały sąd”, dlatego też z całego serca polecam lekturę książki, o której ks. Dominik Chmielewski mówi tak:

Czym jest oświecenie sumień? Czy już niedługo doświadczymy małego sądu zapowiadanego przez wielu Świętych? Jak będzie wyglądało ostrzeżenie?

Ludzie żyją dziś tak, jakby Bóg nie istniał. W pogoni za karierą, zyskiem i przyjemnościami zapominają o tym, że każdy z nas będzie sądzony za swoje postępowanie. Kiedy to nastąpi? Czy jesteśmy w stanie się na to przygotować?

W swojej bestsellerowej książce Christine Watkins opisuje przełomowy moment, w którym wszyscy poznamy przenikającą prawdę o stanie swojej duszy czyli oświecenie sumień. Jak będzie wyglądała ta chwila? Co się stanie z ludźmi pogrążonymi w grzechu?

Autorka zebrała proroctwa dotyczące ostrzeżenia, jakie otrzymało wielu świętych, między innymi święta siostra Faustyna. W książce znalazły się też wstrząsające świadectwa osób, które doświadczyły małego sądu i oświecenia sumienia.

Ostrzeżenie to książka dla wszystkich, wierzących i niewierzących, chrześcijan i przedstawicieli wszystkich innych religii i wierzeń, ponieważ to wydarzenie mistyczne zapowiadane od pięciu stuleci przez świętych i mistyków Kościoła dotknie każdego człowieka na ziemi. Po nim nic już nie będzie takie samo. To będzie ostatni wstrząsający krzyk Boga wołającego o nasze nawrócenie. Bądź gotowy, bo nie znasz dnia ani godziny, w której Pan przyjdzie, aby ostatni raz ostrzec ludzkość przed sądem nad światem i Kościołem. Czuwaj, módl się i pokutuj. Bądź gotowy.
ks. Dominik Chmielewski SDB

Fragment książki:
1) z przedmowy

Christine Watkins przedstawia najbardziej wnikliwe rozumienie ostrzeżenia, z jakim się spotkałem. Mimo że znam wiele przepowiedni do‑ tyczących ostrzeżenia, lektura książki Watkins pozwoliła mi głębiej je pojąć dzięki bezpośrednim relacjom ludzi, którzy doświadczyli już oświecenia swoich sumień. Autorka włącza każdą opisywaną osobę w kontekst swojej osobistej podróży i duchowej walki w taki sposób, że gdy czytałem ich świadectwa, czułem, jakbym pośrednio dzielił z nimi ich doświadczenia. Kilka osób opisanych w tej książce znam osobiście. Wszystkie historie mogą zmienić życie czytelników.

Wielu z nas wierzy, że możemy w swoim życiu doświadczyć ostrzeżenia czy oświecenia sumienia. Ta książka, zawierająca mnóstwo informacji i niezwykle inspirująca, może nam bardzo pomóc w przygotowaniu się do tego. Trudno ją odłożyć. Gorąco polecam tę lekturę.
Ojciec dr John Struzzo CSC Kongregacja Świętego Krzyża

Nadchodzi czas „syna marnotrawnego” dla naszego świata. Jest to chwila przebudzenia, oświecenia, ostrzeżenia, gdy każdy żywy człowiek zobaczy swoją duszę w świetle Boskiej prawdy i zrozumie, jak bardzo jest pogrążony w bagnie grzechu. Nadchodzi kulminacja Bożego miłosierdzia: dzień miłosierdzia, zanim Bóg oczyści świat w dniu sądu. Christine Watkins wykonała ogromną pracę, zbierając głosy Kościoła, które współtworzą ten strumień światła, i ostrzeżenia, które możemy otrzymać szybciej, niż myślimy. Ostrzeżenie jest nieocenionym i napisanym w samą porę poradnikiem dotyczącym zrozumienia tego, co nadchodzi i jak się na to przygotować.

Mark Mallet, katolicki ewangelizator i autor książki Te Final Confrontation [Ostateczna konfrontacja]

2) fragment książki:

Od początku XX wieku aż do dzisiaj niebo ujawnia nam ko‑ lejne zarysy i szczegóły tego niezrównanego wydarzenia. 2 sierpnia 1934 roku Jezus mówił św. Faustynie Kowalskiej o kosmicznej na‑ turze oświecenia, które nadejdzie przed dniem sądu: „Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię”11.

W Ewangelii Mateusza również znajduje się opis tej chwili, której wielu nie rozumie:
„Zaraz też po ucisku owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną spadać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Pośle On swoich aniołów z trąbą o głosie potężnym, i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, od krańca do krańca nieba” [Mt 24, 29–31].

Ten fragment Ewangelii mówi nam, że „będą narzekać wszystkie narody ziemi”. W jednym z objawień w niemieckim Heede (1945) Jezus powiedział, że gdy nadejdzie mały sąd, „Ziemia się zatrzęsie i jęknie”. Ale dlaczego? Dlaczego rozlegnie się narzekanie? Odpowiedź przychodzi poprzez wiele głosów, jak na przykład poprzez wizjonerkę i stygmatyczkę Luz de Maríę de Bonillę, która mieszka obecnie w Argentynie i której przesłania otrzymały imprimatur Kościoła. W przesłaniu z 22 listopada 2014 roku Jezus powiedział:
Ukochani moi, wkrótce nastąpi sprawdzian waszych sumień. [… ] To, co się porusza, stanie, bo na ziemi zapanuje cisza. Usły­szycie tylko lament tych, którzy będą żałować swoich złych uczynków, a Ja przyjdę ze swoją miłością, by ponownie powitać moje zagubione owce

Bóg Ojciec objawił mały sąd w drobnych szczegółach Mathew Kelly’emu, znanemu katolickiemu mówcy i autorowi z Australii, który obecnie mieszka w Ohio, oraz o. Michelowi Rodrigue’owi, egzorcyście, założycielowi i religijnemu przełożonemu Te Apostolic Fraternity of Saint Benedict Joseph Labre [Apostolskiego Bractwa im. św. Benedykta Józefa Labre] w Quebecu w Kanadzie. Bóg Ojciec powiedział poprzez Mathew: „To będzie bolesne, bardzo bolesne, ale nie potrwa długo. Zobaczycie swoje grzechy; zobaczycie, jak bardzo każdego dnia Mnie obrażacie. […] Najlepszym słowem, jakim wy, ludzie, możecie to opisać, jest sąd, ale będzie to wyglądać raczej tak: zobaczycie własną, osobistą ciemność przeciwstawioną czystemu światłu mojej miłości”. Poprzez o. Michela i Luz de Maríę Pan objawił, że nawet grzechy wyznane w sakramencie pojednania zostaną ujawnione, mimo że każdy doświadczy tego inaczej. Jedną rzeczą jest wyznać grzechy słowami, zupełnie inną zobaczyć te grzechy w świetle prawdy i instynktownie poczuć, jak zraniły one Jezusa i innych, rozszerzając swój destrukcyjny efekt niczym zmarszczka na powierzchni wody, która z czasem zatacza coraz większe kręgi

 

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 52 Komentarze