Anioł Stróż statku – świadectwo marynarza

    Z głębokiego snu wyrywa mnie uczucie dotkliwego ciężaru w klatce piersiowej. Przebłysk myśli: zawał! Jednak ten ciężar wyrywa mnie z koi i w mgnieniu oka przenosi w powietrzu do okna. Widzę to, co znajduje się przed nami: w prawo od dziobu bardzo nisko czerwone światło burtowe i bardzo wysoko białe topowe – dziwnie usytuowane światła nawigacyjne statku, któremu musimy ustąpić z drogi. Wybiegam z kabiny na mostek nawigacyjny. W klatce schodowej kątem oka dostrzegam kapitana w messie, grającego z marynarzami w karty. Na mostku nikogo nie ma, na radarze brak obrazu. Skok do kolumny sterowej, przełączam z automatu na sterowanie ręczne i błyskawicznie zmieniam kurs w prawo. Oba światła przelatują przed naszym dziobem!
    Dopiero teraz mam czas, aby pomyśleć. W przeciągu tych kilku minut wszystko działo się jakby samoistnie, bez chwili zastanowienia. Teraz reguluję obraz na radarze, na mapie oznaczam pozycję statku. Jesteśmy koło północno-zachodniego krańca Francji, właśnie zeszliśmy z Zatoki Biskajskiej. Ustawiam kurs na Kanał La Manche. Na mostku jest już marynarz, który wypadł z karcianej kolejki. Patrzę przez lornetkę. Z mroku nocy, pod nisko zawieszonymi chmurami, wyłania się fosforyzująca biel żaglowca. Trzymasztowa fregata pod pełnymi żaglami, prawdopodobnie nasz „Dar Młodzieży”…!
    Tak zleciało pół godziny. Wokół żadnych statków. Zostawiam na mostku marynarza i idę spać dalej. Padam w koi i natychmiast zasypiam na ostatnie pół godziny. Potem jak zwykle – prysznic, coś na ząb i na mostek. Jest północ, następnych 6 godzin to moja wachta. Wokół błoga cisza, kapitan drzemie w fotelu. Radzę mu, żeby przeniósł się do siebie. Teraz dopiero ożywiła się u mnie refleksja: przecież prosiłem Anioła Stróża statku, żeby trzymał rękę na pulsie i pilnował naszego bezpieczeństwa! Po zaokrętowaniu w Szkocji szybko zauważyłem, że mój kapitan jest cały czas lekko „zawiany”. Zastanawiałem się, jak z tego wybrnąć. Przecież armator statku musi o tym wiedzieć, bo to stan permanentny. Nie chciałem wszczynać awantury. Nieraz, opowiadając o tym zdarzeniu, nie mówiłem o uzależnieniu kapitana, bo było mi wstyd, tłumaczyłem to np. chorobą.
    O 6-tej rano przychodzi kapitan z termosem „uszlachetnionej” herbaty. Pokazuję mu pozycje ma mapie i pytam: zobacz, kto zmienił kurs na Kanał? Kręci głową i mówi: to chyba ty. A no tak, a wachta przed północą czyja? Uświadamiam mu: o mały włos byłbyś najsłynniejszym kapitanem, o którym pisałyby wszystkie gazety na całym świecie. Niewiele brakowało do kolizji z żaglowcem, na pokładzie którego jest pewnie ze 200 kadetów z kilku szkół morskich. To byłaby nieobliczalna katastrofa, z kryminału nie wyszedłbyś do końca swoich dni! Zaklął szpetnie.
    Po południu przychodzi na mostek bosman i marudzi: kapitan łazi i czepia się wszystkiego, a nigdy tak się nie zachowywał. Przecież pan nadzoruje naszą pracę, co się teraz zmieniło? Żartuję i śmieję się (bo to byli świetni marynarze): boss, kapitan pewnie zauważył, że jak ja śpię po wachcie, to gruchy obijacie. Trzeciego dnia marynarze wyczuli sedno sprawy, podlali piwkiem zły humor kapitana i wszystko wróciło do dawnej normy. Prawie 9 miesięcy pływaliśmy razem.
    Zdarzyła się jeszcze jedna sytuacja krytyczna. Płynęliśmy wzdłuż północnych brzegów Hiszpanii, w kierunku na zachód. Następnego dnia po wyjściu z portu niespodziewana zmiana aury. Płyniemy przeciw ogromnie rozhukanej fali i sztormowemu wiatrowi z Atlantyku. Obawiam się o ładunek, szarpany gwałtowną dynamiką. Wołam kapitana, pokazuję mu na mapie małą zatoczkę, w której możemy się schronić i przeczekać do czasu poprawy stanu morza. On jednak śmieje się i mówi: niestraszne nam takie sztormy! Dwie godziny później wytrzeźwiał błyskawicznie, wpada rozdygotany i woła: agregat główny staje, awaryjnego nie można uruchomić, pewnie woda zalała go przez komin. Zawracaj do tamtej zatoczki. Pokazuję mu ręką koło sterowe i mówię: proszę. On obraca się na pięcie i znika.
    Teraz też opanował mnie dziwny, irracjonalny spokój. Na szczęście jest dzień. Widnokręgu nie widać. Niskie, poszarpane chmury zlewają się z wodnym tumanem, z którego wyłaniają się kolejne góry, niepohamowana furia żywiołu zagłusza myśli. Moment zwątpienia, czy zdążymy zmienić kurs na przeciwny? Przed samym szczytem ster na burtę, łupinka obraca się, tracimy jednak prędkość. Potężna fala ucieka spod kadłuba, zsuwamy się rufą w dolinę. Następne fale załamują się nad nami, zalewają kaskadą nadbudówkę, co chwila ponura ciemność ogarnia mostek, ogłuszający łoskot nad głową, silnik rozpaczliwie wyje.
    Powoli nabieramy prędkości, wodospady milkną, wpływamy do zatoczki, rzucamy kotwicę. Po kilkunastu godzinach raptem błoga cisza… Znaleźliśmy się w oku niżu, wiatr popędził na skrzydło układu barycznego. Słychać tylko złowieszczy pomruk oceanu, zawsze wgryzającego się w ląd. Ruszamy. Rozkołys oceanu przepiękny, martwa fala już łagodna. Na lustrzano-gładkiej powierzchni głębokiego granatu wodnych czeluści wesoło błyska błękit nieba i złoto słońca. Tak pozdrawia nas Anioł Stróż, ciesząc się razem z nami… Dziękujemy ci, nasz Aniele, bądź pozdrowiony!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Świadectwa i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Anioł Stróż statku – świadectwo marynarza

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania

    Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu. Amen

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Módlmy się o ochronę dla siebie i swoich bliskich

    „Zanurzam się w Najdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Krwią Jezusa pieczętuję wszystkie miejsca w moim ciele, poprzez które duchy nieczyste weszły, lub starają się to uczynić. Niech spłynie na mnie, Panie, Twoja Najdroższa Krew, niech oczyści mnie z całego zła i z każdego śladu grzechu. Amen!”

    „Panie, niech Twoja Krew spłynie na moją duszę, aby ją wzmocnić i wyzwolić, – na tych wszystkich, którzy dopuszczają się zła, aby udaremnić ich wysiłki i ich nawrócić – a na demona, aby go powalić.”

    Modlitwa na cały rok

    Jezu, Maryjo, Józefie – kocham Was, ratujcie dusze! Święta Rodzino opiekuj się moją rodziną i uproś nam wszystkim pokój na świecie. Amen!

    Matko Boża Niepokalanie poczęta – broń mnie od zemsty złego ducha!

    MODLITWA DO NASZEJ PANI OD ARKI

    Wszechmogący i Miłosierny Boże, który przez Arkę Noego ocaliłeś rodzaj ludzki przed karzącymi wodami potopu, spraw litościwie, aby Maryja Nasza Matka była dla nas Arką Ocalenia w nadchodzących dniach oczyszczenia świata, uchroniła od zagłady i przeprowadziła do życia w Nowej Erze Panowania Dwóch Najświętszych Serc, przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.

    Pani od Arki, Maryjo Matko nasza, Wspomożenie wiernych, módl się za nami!

    • szpilka pisze:

      Ksiądz wiedział,ze ma mało czasu i spodziewał się takiego potraktowania.Obawiam się więc,że inne jego rozpoznania się spełnią o zgrozo.Jak tu wysmazyc cos na obronealbo chociaż wyrażenie sprzeciwu ,nie wiem.

  2. Anna pisze:

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi odnośnie grzechom przeciwko Duchowi Św. Bardzo mi pomogły. pozdrawiam

  3. Paweł pisze:

    Wydaje mi się, że Aniołowie Stróżowie stale mają mnóstwo „roboty”, a wynika to – moim zdaniem – z grzeszności LUDZI „skorelowanej” na dodatek (i powiedziałbym nawet: nam na złość! – bo to wynika z zemsty szatana po grzechu pierworodnym, przyzwolonej dopustem Bożym…) z samymi matematyczno-fizycznymi prawami rządzącymi PRZYRODĄ. Mam tu na myśli zwłaszcza tzw. sławetny „efekt motyla”: https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_motyla , związany z faktem, że przyroda zawiera OGROMNE mnóstwo „luźnych”, lecz „obijających się o siebie nawzajem” (czyli mówiąc naukowo: wzajemnie oddziałujących) korpuskularnych składników, czyli małych „ciał fizycznych” [takich jak np. cząsteczki powietrza albo pył kosmiczny], których zachowanie [np. tor, po jakim się poruszają] – z powodu tych nieustannych wzajemnych interakcji – WYMAGA matematycznego opisu w postaci równań BARDZO MOCNO nieliniowych, „(…) co oznacza, że MAŁE zakłócenia mogą przynieść DUŻE zmiany w wyniku końcowym (efekt motyla)”. – https://pl.wikipedia.org/wiki/System_z%C5%82o%C5%BCony
    „(…) W anegdocie [ujmującej zaś obrazowo ten «efekt motyla» mówi się wręcz, że] trzepot skrzydeł MOTYLA, np. w Ohio, może po trzech dniach spowodować w Teksasie BURZĘ piaskową” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_motyla
    A ja – dokładając do tego wszystkiego interpretację teologiczną – uważam, że GŁÓWNĄ przyczyną pojawiania się [np. w meteorologii, ale moim zdaniem nawet i w odniesieniu do tzw. «potencjalnie niebezpiecznych obiektów» KOSMICZNYCH: https://pl.wikipedia.org/wiki/Potencjalnie_niebezpieczne_obiekty ] realnych zagrożeń KATAKLIZMAMI na Ziemi jest nie tyle „ruch skrzydeł” jakichś tam przysłowiowych „motyli” (można by rzec: «Bogu ducha winnych»…), lecz – o wiele bardziej – „zaburzający ruch” [powietrza, wody, a choćby nawet „uruchamiający «lawinę»” ruch jakiegoś JEDNEGO pojedynczego ATOMU/cząsteczki!] wywołany naszymi GRZECHAMI, zwłaszcza tymi śmiertelnymi! Wynika to – moim zdaniem – z CELOWEGO (czyli „teleologicznego”) jakby «zaprogramowania» naszego materialnego świata, istniejącego po grzechu pierworodnym, co wynikło wprawdzie niejako „z zemsty” szatana, lecz jednocześnie i z dopustu Bożego (dla naszej „nauczki” oraz pokuty….).
    CZYLI: to nasze grzechy powodują – WCIĄŻ – potencjalne „lawiny” katastrof naturalnych, w skali nawet światowej albo i WSZECHŚWIATOWEJ (na zasadzie właśnie tego wspomnianego «efektu motyla», obowiązującego – o ile wiadomo – w całej przyrodzie, czyli w całym wszechświecie), które są powstrzymywane [na ile Bóg łaskawie pozwala] JEDYNIE przez ANIOŁÓW STRÓŻÓW i działania Bożej łaski!
    Można by więc powiedzieć, że z powodu grzechu pierworodnego oraz naszej nie ustającej wciąż grzeszności osobistej – WSZECHŚWIAT jest „systemem niezdolnym do «samodzielnej egzystencji»” i WYMAGA dlatego stałej opieki Aniołów, a nieraz też interwencji ŁASKI Bożej (wpływającej na wolną wolę ludzi oraz czasem nawet na „zasoby naturalne”…).

    • szpilka pisze:

      No bardzo ciekawe i przekonujące.

      • Paweł pisze:

        Dzięki. Przez to przynajmniej mój zdany egzamin – zapewne ten już ostatni w życiu – z filozofii w ogóle chociaż po coś się przydał [bo był to egzamin związany z moim nie ukończonym doktoratem (podobnie jak drugi egzamin – z angielskiego), więc „profitów materialnych” – choćby w postaci jakowegoś dyplomu – z nich nie mam żadnych; a choć one oba były dla mnie łatwe, bo np. na egzamin z filozofii miałem z góry podane dwa-trzy zagadnienia, to jednak aby się przygotować, musiałem poczytać sobie podane przez (nieżyjącego już zresztą) egzaminatora dwie książki (a po egzaminie, już na spokojnie, przeczytałem je nawet w całości; i jedna z nich, napisana przez noblistę, jest w moim odczuciu bez zarzutu, ale druga, utrzymana w stylu raczej popularyzatorskim, „wciska” wszem i wobec – nie udowodnioną przecież w 100% – teorię ewolucji, tak jakby ona była faktem naukowym) i właśnie pierwsze z pytań na tym egzaminie dotyczyło zagadnienia „złożoności” w naukach przyrodniczych, tak jak tu zalinkowałem w drugim linku (a ja przekornie wprawiłem wtedy to „egzaminujące” – choć jedynie dwuosobowe – „towarzystwo” w konsternację, bo zamiast grzecznie cytować te powyższe podane mi książki, zacząłem cytować przemówienie św. Jana Pawła II wygłoszone z okazji rehabilitacji Galileusza w 1992 r., które akurat w paru zdaniach odnosiło się też do wyżej wspomnianego zagadnienia „złożoności” w naukach ścisłych; uznałem, że tak jest bezpieczniej, bo wydaje mi się, że naukowcy i dzisiejsi filozofowie za pomocą tego wciąż nieostrego pojęcia „złożoności” chcą w sposób nieuprawniony WYRUGOWAĆ ostatecznie WSZELKIE pojęcie «DUSZY», choć to na razie nie jest wcale tak wprost, «expressis verbis», zadeklarowane, przynajmniej w tych dwóch książkach; oczywiście wywiązała się dyskusja, ale – moim zdaniem – Niebo czuwało, bo ja specjalnie jako datę tego egzaminu wybrałem 10 grudnia, święto Matki Bożej Loretańskiej, i na 9 dni przedtem odmawiałem codziennie Litanię loretańską oraz modlitwy do mojego najskuteczniejszego Patrona, św. Ekspedyta; i efekt był taki, że gdy moi egzaminatorzy-adwersarze zapędzili mnie w „kozi róg”, bo ja nie mam żadnego wykształcenia w dziedzinie filozofii, to nagle wtedy wpadła mi do głowy zręczna i cięta odpowiedź, nad którą oni już nie chcieli „rozwijać dyskusji”, tylko mi podziękowali i egzamin był bardzo pomyślnie zdany; bezpośrednio po mnie zdawała wtedy jeszcze jedna osoba i po paru latach, gdy wpadł mi akurat w ręce – też opatrznościowym „przypadkiem” – egzemplarz jej obronionego już doktoratu, to zobaczyłem na jego okładce/stronie tytułowej… wizerunek i cytat z GALILEUSZA!)]. Ten nieżyjący już mój egzaminator – sądząc z nekrologu – miał kościelny pogrzeb (a – szczerze mówiąc – nie wyglądał mi na takiego…).

  4. Regina Wojtan pisze:

    Amen.

    On Sat., Oct. 3, 2020, 6:10 a.m. W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej, wrote:

    > wobroniewiary posted: ” Z głębokiego snu wyrywa mnie uczucie dotkliwego > ciężaru w klatce piersiowej. Przebłysk myśli: zawał! Jednak ten ciężar > wyrywa mnie z koi i w mgnieniu oka przenosi w powietrzu do okna. Widzę to, > co znajduje się przed nami: w prawo od dziobu bardzo nisk” >

  5. Ewa pisze:

    Piękne świadectwo. Mnie wczoraj też pomógł mój Anioł Stróż. Obudziłam się w nocy i czuje zapach spalenizny…..zaczynam myśleć, wstaję idę do kuchni a tak smród jeszcze gorszy okazało się że zostawiłam włączone na kuchni grzyby. Woda się wygotowała i zaczęły przypiekac się grzyby razem z garnkiem. Jeszcze nigdy to mi się nie zdarzylo ale gdybym się nie obudziła w porę- różnie mogłoby to się skończyć. Wyjątkowo w tym dniu wczesniej dziękowalam Bogu za obecnosc Anioła Stroza i w ciągu kilku godzin diswiadczylam Jego pomocy.

  6. Magdalena pisze:

    Dla mnie to straszne,brak słów…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s