Piekło istnieje i nie jest puste!

Niektórzy teologowie, księża i zakonnicy twierdzą, że Miłosierdzie Boże jest tak wielkie, że piekło jest puste, bowiem Bóg w swym miłosierdziu jest tak nieskończony, że nie dopuszcza, aby ktokolwiek został potępiony. 
Wielu twierdzi, że nie ma żadnego miejsca czy stanu, które można by nazwać piekłem. Co najwyżej, cierpienie w piekle, ma charakter czasowy i ostatecznie rzecz biorąc i tak ludzie się w nim znajdujący, jak i nawet demony, zostaną zeń uwolnieni. ALE TO JEST HEREZJA!

1. Wieczne potępienie zatwardziałych grzeszników dokonuje się z prawdziwego, doskonale sprawiedliwego wyroku Pana Jezusa, będącego wyrazem świętego gniewu Bożego wymierzonego w niepoprawnych złoczyńców.
Pismo święte i Tradycja Kościoła jasno bowiem nauczają, iż niepoprawnie źli i bezbożni nie tylko sami siebie potępiają, ale też ściągają na siebie karę wiecznego potępienia ze sprawiedliwego wyroku samego Chrystusa Pana.
W Biblii czytamy wszak, iż Pan Bóg przyjdzie: „aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie bezbożne uczynki, przez które okazywała się ich bezbożność, i za wszystkie twarde słowa, które wypowiadali przeciwko Niemu grzesznicy bezbożni»” (List św. Judy 1, 15); „Znamy przecież Tego, który powiedział: Do Mnie [należy] pomsta i Ja odpłacę.I znowu: Sam Pan będzie sądził lud swój. Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego.” (Hebr. 10, 30 – 31) 

2. Piekło nie jest ani puste, ani nie trafiają tam tylko najwięksi zbrodniarze w historii ludzkości
Innym ze sposobów na „osładzanie piekła” jest sprowadzanie go tylko do czysto hipotetycznej możliwości, z jednoczesnym sugerowaniem, iż świeci ono całkowitymi pustkami albo też jest „prawie puste„. Do piekła, jeśli trafia ktokolwiek, to są to osoby w rodzaju Hitlera, Stalina czy Polpota. A więc ludzie pokroju największych morderców w historii świata, a nie ktoś taki jak statystyczny Kowalski współżyjący ze swą dziewczyną przed ślubem czy też Nowak oszukujący swych klientów na towarach.

Bardzo wątpliwym okazuje się popularne twierdzenie: „O nikim z ludzi Kościół nie wypowiedział się, że jest w piekle”. Otóż, takie jasne deklaracje pojawiają się w nauce Magisterium przynajmniej odnośnie dwóch ludzi: Heroda Agryppy (uczy o tym w jednej z homilii papież św. Grzegorz Wielki) oraz Judasza Iskarioty (wyczytać można o tym w Katechizmie Soboru Trydenckiego).

3. Kary w piekle nie polegają tylko „na oddzieleniu od Boga”, ale są nimi też „męki zmysłowe”: ogień, siarka, etc.
Wielu wyśmiewa obraz piekła, jako wypełnionego miejsca, „w którym grzesznicy smażą się w ogniu„. Twierdzą oni, że jasne słowa Pisma świętego o „nieugaszonym ogniu”, „wiecznych katuszach” i tym podobnych karach dla złoczyńców nie mogą być odczytywane dosłownie i są tylko symbolami oraz metaforami innej, też przykrej, bolesnej i smutnej, ale nie odczuwalnej na płaszczyźnie zmysłowo-cielesnej rzeczywistości. Ludzie ci, podkreślają, że piekło będzie polegało na odłączeniu od Boga, a nie mękach, które będą odczuwane przez nasze zmysły i ciało (wówczas, gdy ono zmartwychwstanie).
Więcej: kliknij

Wizja piekła z 13 lipca 1917 roku – Fatima

Promień światła zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia, a w tym ogniu zanurzeni byli diabli i dusze w ludzkich postaciach podobne do przezroczystych, rozżarzonych węgli, które pływały w tym ogniu. Postacie te były wyrzucane z wielką siłą wysoko wewnątrz płomieni i spadały ze wszystkich stron jak iskry podczas wielkiego pożaru, lekkie jak puch, bez ciężaru i równowagi wśród przeraźliwych krzyków, wycia i bólu rozpaczy wywołujących dreszcz zgrozy. (Na ten widok musiałam krzyczeć «aj», bo ludzie to podobno słyszeli.) Diabli odróżniali się od ludzi swą okropną i wstrętną postacią, podobną do wzbudzających strach nieznanych jakichś zwierząt, jednocześnie przezroczystych jak rozżarzone węgle.
Przerażeni, podnieśliśmy oczy do Naszej Pani szukając u Niej pomocy, a Ona pełna dobroci i smutku rzekła do nas:
– „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, (ma na myśli nadzwyczajne światło północne, które widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce. Łucja uważała je wciąż za znak obiecany z nieba) wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.
Więcej: kliknij

Ks. Jacek Grabowski: Czy piekło jest puste? 

Żeby odpowiedzieć prowokacyjnie – tak! Jest jedną wielką pustką, totalnym zaprzeczeniem Boga, który jest Wspólnotą miłości. W piekle panuje przeraźliwa samotność, anty-Wspólnota, nieznośna, niepokonana odległość od Boga i od każdego innego stworzenia. Żadne kotły, lawa i diabły z widłami. Po prostu ciągły, przeszywający do szpiku kości mróz. Oczywiście nie twierdzę na pewno, że ktoś tam jest, ani że nikogo tam nie ma. Po prostu możliwy jest – przy upartej ludzkiej wolnej woli – taki właśnie stan duszy. 
Warto zauważyć, że o ile Kościół wypowiada się na temat niektórych mieszkańców nieba, o tyle nie odważył się w ciągu całej swojej historii sformułować żadnej, nawet najkrótszej listy lokatorów piekła. 
Po co się starać? Teoria nadziei na zbawienie wszystkich głosi, że Bóg jest zdecydowany znaleźć drogę, by odbudować swój obraz w ludziach, pociągając ich ku sobie. To człowiek więc będzie tym, który wybierze Pana Boga – w pełnej swojej wolności, chociaż Bóg go do niczego nie zmusi. Jeśli na tym łez padole nie będziemy się starać i nie nauczymy się wybierać Boga, to później będzie – że tak powiem – piekielnie trudno. Jakie życie – taka śmierć. Nie dziwi nic.
Więcej: niedziela.pl

Piekielna herezja o. Adama Szustaka

[Ojciec Szustak] chwalił już bluźniercze filmiki youtubowego kanału G.F. Darwin czy też sugerował, iż tragicznie zmarły prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jest już na pewno w Niebie (mimo, że ów popierał sodomię oraz legalność aborcji). Powyższe wypowiedzi ojca Szustaka można by jednak zaliczyć do głupich i skandalicznych, ale jeszcze nie samych w sobie heretyckich. Ów zakonnik ma jednak na swym koncie również stwierdzenia o charakterze jawnie heretyckim.Chodzi mianowicie o wyrażaną przez niego bardzo mocną nadzieję powszechnego zbawienia, czyli przekonanie o tym, iż absolutnie wszyscy ludzie dostąpią wiecznego szczęścia z Bogiem i że nikt nie trafi do piekła. Myśl ta została przez o. Szustaka niezwykle jasno wyartykułowana w umieszczonym na kanale „YouTube” filmiku pt. „Czy wszyscy będą ZBAWIENI?”. Ksiądz ów mówi w tym filmowym materiale między innymi następujące rzeczy:

„Głęboko wierzę i mam taką nadzieję, że absolutnie wszyscy będą zbawieni. Wszyscy. Absolutnie wszyscy. W momencie śmierci będzie sąd i zobaczymy całą prawdę o Bogu, dobru i złu. Nie będzie oszustw i zakłamań. Zobaczymy jaki jest Bóg. I Bóg nas zapyta:

– Teraz kiedy widzisz całą prawdę – czy chcesz być ze mną na wieki czy trafić do piekła?
Jeśli człowiek zapragnie być w niebie, to Bóg wpuści go. Może przez czyściec. Ale kiedy człowiek zobaczy Boga, to Mu się nie oprze. To nie będzie branie siłą. Nikt nie wpadnie na pomysł, by Mu się oprzeć i Go wybierze”.

(…) Po pierwsze bowiem: choć – z pewnymi wyjątkami – owszem nie wiemy, które konkretne osoby spędzą wieczność w piekle, to jednak możemy być pewni, iż część ludzi tam trafi. Innymi słowy, nie znamy „z imienia i nazwiska” osób, które są lub będą w piekle, ale wiemy, że niektórzy ludzi będą wiecznie potępieni. Mówi nam o tym Pan nasz Jezus Chrystus, gdy naucza o Sądzie Ostatecznym w czasie którego ludzkość zostanie podzielona na dwie kategorie osób. Do tych znajdujących się po lewej stronie Chrystus powie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! (…) I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25: 41, 46)
W
ięcej: kliknij  

Ks. Piotr Glas: piekło istnieje i jest przerażające

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „Piekło istnieje i nie jest puste!

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania

    Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny wszystkie modlitwy, sprawy, prace i krzyże dnia dzisiejszego jako wynagrodzenie za grzechy moje i całego świata. Łączę je z tymi intencjami w jakich Ty ofiarowałeś się za nas na krzyżu i ofiarujesz się codziennie na ołtarzach całego świata. Ofiaruję Ci je za Kościół katolicki, za Ojca Świętego, a zwłaszcza na intencje miesięczną, oraz na intencję misyjną, jako też na intencje dziś potrzebne. Pragnę też zyskać wszystkie odpusty jakich dostąpić mogę i ofiaruję Ci je za dusze w czyśćcu. Amen

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    Módlmy się o ochronę dla siebie i swoich bliskich

    „Zanurzam się w Najdroższej Krwi naszego Pana Jezusa Chrystusa. Krwią Jezusa pieczętuję wszystkie miejsca w moim ciele, poprzez które duchy nieczyste weszły, lub starają się to uczynić. Niech spłynie na mnie, Panie, Twoja Najdroższa Krew, niech oczyści mnie z całego zła i z każdego śladu grzechu. Amen!”

    „Panie, niech Twoja Krew spłynie na moją duszę, aby ją wzmocnić i wyzwolić, – na tych wszystkich, którzy dopuszczają się zła, aby udaremnić ich wysiłki i ich nawrócić – a na demona, aby go powalić.”

    Modlitwa na cały 2019 rok

    Jezu, Maryjo, Józefie – kocham Was, ratujcie dusze! Święta Rodzino opiekuj się moją rodziną i uproś nam wszystkim pokój na świecie. Amen!

  2. kropka pisze:

    Zapewne pomysłodawca nie musiał mieć intencji prezentowania w Polsce w niemieckiej sieci handlowej Lidl koszul do złudzenia przypominających obozowe pasiaki z Oświęcimia, ale…

    … ale jak mawiał poeta Zbigniew Herbert w „Potędze smaku”, wystarczy czasami jego odrobina, by zachować nas od żenującej toporności w działaniu.

    Tego należy życzyć Lidlowi, a Polakom, olbrzymich sieci supermarketów, najlepiej POLSKICH!

  3. aga pisze:

    Witam! Chciałabym poznać Wasze opinie na temat „Przebudzenia” Antonego de Mello, czy ktoś z Was czytał to? Mówił o tym pewien polski benedyktyn- opat, że pomimo kontrowersji na temat bublikacji tegoż ś.p. hinduskiego jezuity, kiedy czytane było „Przebudzenie” wśród nawet osób duchownych, pojawił się płacz…. w domyśle, że może i oni uświadomili sobie, iż nie żyją w pełni w prawdzie. Taka problematyka pojawiła się kiedyś na rekolekcjach w moim Kościele, dlaczego u niektórych (wielu, niewielu…?) katolików, pomimo uczęszczania do Kościoła na Mszę Świętą, nie ma, nie widać przemiany życia, tylko jakby byli w jakimś letargu życiowym, uśpieni???
    Czy może jednak sięganie po pisma de Mello, to rodzaj subtelnej pokusy? Proszę o Wasze przemyślenia…..

    • kropka pisze:

      Przecież sam termin „przebudzenie” to czyste new age połączone z religiami i wierzeniami wschodnimi.
      A w linku podanym przez Rafała jest napisane wyraźnie: „O. de Mello wyraża szacunek dla Jezusa i podaje się za Jego „ucznia”, ale stawia Go na równi z innymi nauczycielami.”

      Ostrzeżenie przed tym podpisał kard. J. Ratzinger

    • Paulina G pisze:

      Witaj. „Przebudzenie” Antonego de Mello przeczytałam jeszcze na studiach, gdy miałam może ze dwadzieścia lat. Byłam zagubiona życiowo i szukałam pomocy duchowej. Nie miałam żadnego pojęcia o tym, że Chrystus jest Panem naprawdę i sięgałam po różne publikacje, które uleczyłyby moją chorą duszę. Nie przypominam sobie teraz, aby tam była mowa o Jezusie. Obecnie wydaje mi się to dziwne i chyba przeczytam tę książkę ponownie, aby skonfrontować mnie z „teraz” z mną „x lat temu :)”. Ale wydaje mi się z perspektywy czasu, że akurat ta książka jest warta przeczytania, choć teraz prawdziwą głębię i prawdę uzyskuję jedynie w Jezusie Chrystusie. Jeszcze chciałabym Tobie napisać o tym problemie, który zauważyłaś u katolików. Niestety muszę Ci przyznać rację. Dopiero, gdy świadomie w wierze w Boga w Trójcy Jedynego podjęłam próby oczyszczenia siebie, doszłam do ciekawego wniosku. Kręcę się w kółko. Jestem sama tak słaba, że nie mam siły się wyrwać z „samej siebie” i w kółko popełniam te same grzechy, przewinienia i słabości. Chcę, ale nie potrafię. I właśnie to wydaje mi się jest sednem sprawy. Poprawa jest możliwa, ale spowalniamy ją i przeszkadzamy w niej my sami. Bóg może działać w nas tyle, ile my sami pozwolimy. To jest właśnie to Jego niewzruszone prawo, które zapisał powołując nas do życia. Podarował nam wolną wolę. Pozbywając się siebie, dajemy coraz więcej miejsca naszemu Bogu w Trójcy Jedynemu i wówczas On, nie my, może w nas działać, wzbudzać pragnienie stopniowego oczyszczania się i uwalniania się „z siebie”, poprawiać się, aż do posługi innym ludziom. Tak po ludzku – nikt z nas tego nie potrafi. Nie umiemy tak, jak Maryja, oddać własną wolę Bogu. Dlatego Bóg zawsze był przygaszony w ludzkich sercach i czynimy tak wiele zła. Ale Bóg działa 🙂 Wiem, bo inaczej bym Ci nie odpisała 🙂 On jest cudnie nieprzewidywalny, silny jak lew i wrogowie nie mają żadnych szans. Jest naszym Zbawcą!

      • wobroniewiary pisze:

        Na tej stronie nie będzie komentarzy typu „akurat ta książka jest warta przeczytania”
        Chce pani swoje ja przeciwstawiać zdaniu kar. Ratzingera=papieża Benedykta XVI?
        Nie u nas!

        Na tym właśnie polega podstępne działanie – niby pochwała Maryi, Jezusa a w środku zdanie, że warto tę książkę czytać.

        • Paulina G pisze:

          Pełna racja. Nie wiedziałam tego, że Antony de Mello został generalnie oceniony negatywnie i to przez samego Papieża Benedykta XVI. Powinnam też konsekwentnie podejść do tego, co sama napisałam. Jeśli zapamiętaną cechą książki było to, ze nie było w niej mowy o Jezusie, to już powinna mi się zapalić czerwona lampka. Najciemniej jest pod latarnią – to zaskoczenie dla mnie samej i naprawdę bardzo cenna nauka na przyszłość. Dziękuję za zwrócenie uwagi!

  4. aga pisze:

    Jak dobrze, że jest ta strona 😉 wewnętrznie czułam pismo nosem, tylko jakoś benedyktyn o. Sz. Hiżycki, który tak pięknie mówi o nauce Ojców Kośćioła, monastycyźmie w starożytności, konkretny w mowie, nieco zbił mnie z tropu pozytywną wypowiedzią w odbiorze słuchacza n.t. „Przebudzenia” O. de Mello… taki nagle chwast 😉 ale to też człowiek, w dodatku jeszcze młody kapłan, więc trzeba mu czasu, doświadczenia…. a co do kard. Ratzingera- jest dla mnie autorytetem w sprawach wiary KK. Dziękuje za odpowiedzi…..

      • aga pisze:

        …będąc na wykładach teologicznych wykształconych kapłanów na raz od jednego z nich słysze o tzw. Biblii ekumenicznej. „Unikalne w Biblii Ekumenicznej jest to, że odpowiadają za nią w zasadzie wszystkie liczące się kościoły chrześcijańskie w Polsce.
        Biblia Ekumeniczna jest wspólnym dziełem jedenastu polskich Kościołów chrześcijańskich: Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, Kościoła Chrystusowego, Kościoła Chrześcijan Baptystów, Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego, Kościoła Ewangelicko-Reformowanego, Kościoła Polskokatolickiego, Kościoła Rzymskokatolickiego, Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, Kościoła Zielonoświątkowego i Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego”.
        Na raz przeszył mnie lęk i pomyślałam sobie, o to za twór ? Nie mam takiego wykształcenia i wiedzy, jak prof., doktorowie duchowni, ale Biblia ekumeniczna, zabrzmiała dla mnie na równi jak Apokalipsa! Pomyślałam sobie, że albo ja jestem jakaś zacofana, albo świat zwariował…. nie wspomnę. że sięgłam z ciekawości po pewne katechizmy i po przejżeniu ich włos mi się zjeżył, gdy zobaczyłam subtelnie przemycane elementy „tęczowców” itp. i co gorsza widnieją na nich podpisy duchownych…
        Można więc zaobserwować pewną tendencję w działaniu złego szczególnie w Kościele, który jest rozwalany od środka przez takie właśnie subtelnie ukryte bomy minowe, które dla niektórych są niezauważalne, albo podejście jest obojetne, letnie, ignoranckie….

  5. wobroniewiary pisze:

    „Bardzo wątpliwym okazuje się popularne twierdzenie: „O nikim z ludzi Kościół nie wypowiedział się, że jest w piekle”. Otóż, takie jasne deklaracje pojawiają się w nauce Magisterium przynajmniej odnośnie dwóch ludzi: Heroda Agryppy (uczy o tym w jednej z homilii papież św. Grzegorz Wielki) oraz Judasza Iskarioty (wyczytać można o tym w Katechizmie Soboru Trydenckiego)”.

    JEST I TRZECI PRZYKŁAD: O Judaszu w piekle mówi św. Jan Maria Vianney:
    Proboszcz z Ars: Gdybym był w stanie wyciągnąć z płomieni piekła zdrajcę Judasza i pokazać wam, jak on tam okropnie jęczy i cierpi przez to, że niegodnie przyjął Ciało i Krew Pańską, to może choć trochę byście się przestraszyli!

    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/10/30/sw-jan-maria-vianney-o-niegodnym-swietokradczym-przyjmowaniu-komunii-sw/

  6. AnnnaSawa pisze:

    Wspomnienia o Świętej Faustynie – tej, która widziała, mówiła i przestrzegała przed piekłem !

    Wspomnienie m. Ireny Krzyżanowskiej
    przełożonej Siostry Faustyny w Wilnie i w Krakowie.

    Byłam przełożoną Siostry Faustyny w Wilnie. Siostra Faustyna przyjechała do Wilna w 1929 roku. Przedstawiła mi się jako poważna siostra, wyszkolona już w życiu duchowym. Była dyskretna w uzewnętrznianiu się, więc nie mąciłam ciszy jej duszy. Później, gdy sprawa malowania obrazu wymagała pomocy z zewnątrz i sama nie mogła sobie poradzić, sprawa jej objawień stała się dla mnie jaśniejsza, lecz mimo to nie chciałam się wiele dopytywać. Uważałam, że te sprawy są poważniejsze, wymagające więcej doświadczenia, dlatego najczęściej odsyłałam ją w różnych wątpliwościach do naszej matki generalnej Michaeli.

    Miło mi było patrzeć na jej spokój przy pracy, umiała przechodzić od pracy do ćwiczeń duchownych, przerywając prace dla odprawienia tychże. W początkach zauważyłam, że była pochłonięta częstym przebywaniem w kaplicy, siostry były przepracowane i niejedna mówiła: dobrze iść do Pana Jezusa, a nas zostawić bez pomocy. Gdy zwróciłam na to uwagę, by starała się siostrom dopomóc i ułatwić, by też mogły iść na ćwiczenia, odtąd więcej o tym nie potrzebowałam mówić.

    Do obowiązku każdego szła chętnie, mimo braku wyszkolenia uważała, że posłuszeństwo dokona reszty i tak było istotnie. Gdy poszła do ogrodu, nie umiała nic, powoli nauczyła się wiele, pracowała z zamiłowaniem, szczególnie w małej cieplarni, chętnie zbierając wszelkie wiadomości z tej dziedziny od osób fachowych. Dzieci lubiły z nią pracować. Jej delikatne obejście się z nimi – oceniały. Miała wiele cierpliwości, nigdy nie usłyszało się od Siostry Faustyny o dzieciach naszych, że są do niczego, że nie mogła ich niczego nauczyć itd. Zawsze z cierpliwością wielką podchodziła do nich, jej uśmiech był miły i pociągający dla nich. Dzieci podkreślały jej cnotę posłuszeństwa, jako też i inne cnoty.

    Przyszła sprawa malowania obrazu. Gdy było wszystko załatwione i profesor Kazimirowski zamówiony, rozpoczęłyśmy spacer na Rossę do Sióstr Wizytek, u których mieszkał, dla udzielenia wskazówek do malowania. Gdy obraz był na wykończeniu, weszłam z Siostrą Faustyną do pokoju i razem miałyśmy wydać opinię, czy obraz jest dobry. Siostra Faustyna nie była zadowolona całkowicie, czym prof. Kazimirowski był zmartwiony. Pomimo naszych pewnych zastrzeżeń, obraz robił wrażenie czegoś innego od zwykłych obrazów.

    Gdy Siostra Faustyna powróciła do „Józefowa” i ja również tam byłam, często widziałam u niej zdenerwowanie, że sprawa święta Miłosierdzia Bożego powoli się posuwa, jak i cały kult Miłosierdzia Bożego. Dało się przez to spostrzec wiele nierówności w jej usposobieniu: raz bardzo wesoła, to znów smutniejsza, czego przedtem nie było. W rozmowie naszej, gdy wspomniała o innym zgromadzeniu, mówiłam jej, że od nas nie odejdzie Miłosierdzie Boże – nie przeczyła.

    Do Krakowa był przywieziony obraz – kopia pierwszego, dla odbicia, na wydanie obrazków zamówionych przez ks. Sopoćkę. Ksiądz prosił, bym poszła z Siostrą Faustyną do Cebulskiego, gdzie miały być wydane obrazki i nowenny. Wzięłam Siostrę Faustynę do Krakowa, na razie nie mówiąc jej, po co idziemy do miasta, a Siostra Faustyna w drodze mówi mi z uśmiechem: Ja wiem po co mnie Mateczka dziś bierze ze sobą.

    Zauważyłam w Siostrze Faustynie następujące cechy: cieszyła się radością Kościoła, a smuciła, gdy cierpiał; nienawidziła grzechu i dokładała starań, by ustrzec się nawet najmniejszego, a przez częste przyjmowanie sakramentów świętych starała się oczyszczać ze swych niedoskonałości. Miała zawsze myśli skierowane ku Bogu, wyrażając [je] często słowami: O, jaki Bóg dobry!. Miłość jej ku Bogu ujawniała się w płomiennych rozmowach o Nim. Wykorzystywała każdą okazję, by wlać w serce ufność.

    Odznaczała się prawością, wyczuwało się, że kocha samotność, milczenie i modlitwę. Widzę ją jeszcze klęczącą w swoim klęczniku w kaplicy, wpatrzoną w tabernakulum, nigdy jej nie widziałam w leżącej pozie na klęczniku. Oczy jej nabierały blasku, gdy patrzyła na Najświętszy Sakrament, były promienne, jakby widziała samego Pana Jezusa. Nie była wylewną na zewnątrz, przez co ukrywała swą świętość. Pochwał i uznania ludzkiego unikała, lecz otoczenie jej uważało ją za wybitnie cnotliwą, zdawało sobie sprawę z łask, którymi ją Pan Bóg obdarzył i często proszono ją o modlitwę, wierząc w skuteczność takowej.

    Widziałam ją zawsze pogodną, również odznaczała się cierpliwością i męstwem, szczególnie w ostatniej chorobie, którą znosiła cierpliwie, wzbudzając często akty miłości Bożej. Przepowiedziała dzień swojej śmierci, mówiąc, że umrze 5 października.

    Gdy chodziło o sprawy Miłosierdzia Bożego, wiele ją kosztowało wyrzekać się woli własnej; z czasem zmieniła się bardzo i wszystko podporządkowywała woli Bożej, cokolwiek by się jej powiedziało, mówiąc: Jeśli to wola Boża, to dobrze.

    Rażących wad nie spostrzegałam; małe niedoskonałości, które nie odstręczały, powoli znikały, a w ostatnich tygodniach wyczuwało się, że jej dusza jest mocno złączona z Panem Jezusem, duchowość jej promieniowała na zewnątrz, tak, że żal było odchodzić z separatki.

    Gdy była chora i leżała na Prądniku przyjeżdżałam do niej; raz zawezwano mnie telefonicznie, że z Siostrą Faustyną już jest źle; pojechałam natychmiast, zastałam ją jednak spokojną. Zaproponowałam jej przyjęcie świętych sakramentów, zgodziła się chętnie, mówiąc: Jeśli sobie Mateczka życzy – dobrze. Przyjęła je pobożnie. Do którejś z sióstr powiedziała: Ja wiedziałam, że i tak nie umrę. W czasie mojej wizyty opowiadała mi, jak ją chorzy odwiedzają, o dyrektorze sanatorium, który zwierzał się z wielu trosk na terenie szpitala. Raz w czasie mojej bytności przyszedł on do Siostry Faustyny, usiadł na krzesełku i powiedział: Do dobrego dziecka przychodzi się na ostatku.

    Dla wszystkich miała uśmiech i dobre słowo, dlatego zyskała w sanatorium wiele sympatii i uznania. Gdy wróciła z Prądnika, lubiłam odwiedzać ją w separatce, tyle spokoju i dziwnego uroku miała nasza chora. Jakże się zmieniła, wszelkie zdenerwowanie o całą sprawę Miłosierdzia Bożego brała spokojnie, zgadzając się z wolą Bożą: Będzie święto Miłosierdzia Bożego, widzę to, chcę tylko woli Bożej. (…) W ostatniej chorobie mówiła: Dobrze mi z tą chorobą… Będzie Mateczka widziała, że Zgromadzenie będzie miało wiele pociechy przeze mnie…. Na moje zapytanie, czy Siostra cieszy się, że umiera w naszym zgromadzeniu? Odpowiedziała: Tak.

    Krótko przed śmiercią, gdy przyszłam do Siostry Faustyny, uniosła się na łóżku prosząc, bym zbliżyła się do niej i powiedziała do mnie kilka słów tej treści: Pan Jezus chce mnie wywyższyć i uczynić świętą. Odczułam w niej wiele powagi, dziwnego uczucia, że Siostra Faustyna przyjmuje to zapewnienie jako dar miłosierdzia Bożego bez cienia pychy. Wyszłam od Siostry Faustyny przejęta tym, nie zdając sobie jednak dobrze sprawy z ważności tych słów.

    M. Irena Krzyżanowska

    Przyszłość kiedyś okaże, a wieczność – odsłoni,
    Kim był, czego dokonał, jak pojmował życie!…
    Jakie kruszce zaskarbił za prawdą w pogoni,
    Do jakich heroizmów powołan w ukryciu!
    (M. Różycka, Przyjaciel Boży)

    https://www.facebook.com/groups/294140741425994/permalink/360070538166347/

  7. Elżbieta pisze:

    Różne czytałam opisy piekła, ale najbardziej wstrząsnął mną przekaz Św. Siostry Faustyny. W mojej ocenie taki zwyczajny (na pozór), ale jaki wymowny.
    „Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła.Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczne ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka – jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to nie koniec mąk, są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza czym zgrzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy,takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest.
    Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. O tym teraz mówić nie mogę, mam rozkaz od Boga, abym to zostawiła ma piśmie. Szatani mieli do mnie wielką nienawiść, ale z rozkazu Bożego musieli mi być posłuszni.To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło.”

  8. AnnaSawa pisze:

    Tylu świętych mówiło o piekle i przed nim przestrzegało z samego rozkazu Boga …ale coooooo tam o. Szustak wie lepiej.

  9. aga pisze:

    „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15-16). Prezentacja z jednych wykładów ks. Glasa: https://www.youtube.com/watch?v=J47EyUcPkmM

  10. Damian pisze:

    O piekle można przeczytać też w „Dialogu o Bożej Opatrzności” autorstwa św. Katarzyny ze Sieny doktora Kościoła

    „Córko, język nie jest zdolny wypowiedzieć mąk tych nieszczęsnych dusz. Jak wiesz, są trzy główne występki: pierwszym jest miłość własna, z której wynika; drugim wysokie mniemanie o sobie, a z niego rodzi się trzeci, to jest pycha z niesprawiedliwością, okrucieństwem i wszystkimi innymi niegodziwymi i nieczystymi grzechami, które z nich wypływają. Istnieją też w piekle cztery główne kary, z których wynikają wszystkie inne męki.

    Pierwszą jest, że potępieni są pozbawieni mojego widoku, co jest tak wielką męką, że, gdyby to było dla nich możliwe, woleliby cierpieć ogień i srogie udręki, ciesząc się mym widokiem, niż nie czuć mąk, a nie widzieć Mnie.

    Tę mękę wzmaga druga, robak sumienia, który ciągle toczy, gdy widzą, że z powodu swej winy są pozbawieni Mnie i obcowania z aniołami, i zasłużyli na towarzystwo diabłów, by paść się ich widokiem.

    Ten widok diabła, który jest trzecią męką, podwaja wszystkie cierpienia. Oglądając Mnie, święci ciągle się radują, odnawiając ustawicznie przez swe wesele owoc swych trudów, które ponieśli dla Mnie z takim bogactwem miłości i wzgardą dla siebie samych. Przeciwnie ci nieszczęśliwi odnawiają swe męki na widok diabła, bo widząc go, poznają lepiej siebie, i lepiej rozumieją, że przez swój grzech zasłużyli na te kary. Wtedy robak sumienia bardziej ich toczy, i pali jak ogień, który nie ustaje nigdy (por. Iz 66,24).

    Jeszcze większą męką jest im to, że widzą go we własnej postaci jego, która jest tak straszliwa, że żadne serce ludzkie nie może sobie jej wyobrazić. Pamiętasz, gdy na krótką chwilę, był to dosłownie moment, ukazałem ci go w jego własnej postaci, i gdy wróciłaś do siebie, oświadczyłaś, że wolałabyś raczej iść drogą ognistą aż do ostatniego dnia sądu, niż patrzeć nań dłużej. Mimo wszystko, co widziałaś, nie wiesz jeszcze dobrze, jak jest straszliwy; bo przez boską sprawiedliwość ukazuje się straszniejszym duszy, która jest Mnie pozbawiona, i to więcej lub mniej, zależnie od wielkości grzechu człowieka.

    Czwartą męką jest ogień. Ogień ten pali a nie trawi. Istnienie duszy nie może się strawić, bo nie jest ona rzeczą materialną, którą by ogień mógł zniszczyć. Jest bezcielesna. Lecz Ja, przez boską sprawiedliwość, dopuszczam, aby ogień palił dusze boleśnie, aby dręczył je nie niszcząc, aby gnębił je, zadając im największe cierpienia, w rozmaity sposób, wedle rozmaitości grzechów, bardziej lub mniej, zależnie od wielkości winy.

    Do tych czterech mąk dochodzą wszystkie inne, a wśród nich zimno, gorąco i zgrzytanie zębów. Otóż tak nędznie karani są ci, którzy zganieni po raz pierwszy w ciągu życia za sąd i niesprawiedliwość, nie poprawiwszy się usłyszeli drugą naganę w godzinie śmierci, a nie chcieli pokładać nadziei we Mnie, żałować wyrządzonej Mnie obrazy, bolejąc tylko z powodu grożącej im kary. Ci otrzymali śmierć wieczną.”

  11. Betula pisze:

    15 lutego – bł.ks.Michała Sopoćko spowiednika i przewodnika duchowego św.Faustyny.

    AKT ODDANIA POLSKI BOŻEMU MIŁOSIERDZIU
    Błogosławionego Księdza Michała Sopoćko.

    Boże Miłosierny – Stwórco Wszechświata – Boże Ojców naszych – Ojcze Przedwieczny! Spójrz okiem Miłosiernej Opatrzności Twej na wyciągnięte błagalnym gestem ręce Twojego ludu polskiego. W poczuciu naszej nędzy – z nieograniczona, ufnością uciekamy się do Twego Miłosierdzia i prosimy o łaskę przebaczenia za grzechy naszego Narodu.
    W tej chwili wpatrzeni oczyma dusz naszych w Twój Święty Majestat padamy na kolana, wyznając w pokorze, żeśmy prochem i nicością, a grzechy nasze bez liczby.
    Za wszystkie łaski i dary Twoje, Boże Miłosierny, myśmy Ci zapłacili zdradą Twych świętych przykazań, zdeptaniem Przenajświętszej Krwi Jezusa Chrystusa.
    Tak, Ojcze nasz, zgrzeszyliśmy i zawiniliśmy! Ale ponieważ objawiłeś nam, o Boże, że Miłosierdzie Twoje nie zna granic, przeto wołamy z ufnością:
    Jezu Miłosierny, Zbawicielu nasz – Miłosierdzia… Miłosierdzia… Miłosierdzia… Miłosierdzia nad Narodem naszym! W pokorze serca naszego -Twemu Sercu oddajemy na zawsze wszystkie polskie rodziny – młodzież polską – naszą ukochaną Ojczyznę. O Dobry Panie Boże, Ojcze nasz, Jezu Chryste Odkupicielu i Bracie nasz, miej Miłosierdzie nad naszą Ojczyzną, naszą nędzą. Twego Miłosierdzia wzywamy, bo ono jest jedyną nadzieją naszą. Twemu Miłosierdziu polecamy i poświęcamy nasz biedny Naród, skłócony nienawiścią Kaina i pychą szatana. Daj nam proszącym łaskę, byśmy zrozumieli swe posłannictwo w dziejach, byśmy poprawili się z grzechów, byśmy z całym przekonaniem i w duchu szczerości praktykowali Twoje i Kościoła Twego przykazania!
    Daj Moc Ducha polskim rodzicom w misji rodzicielskiej i wychowawczej. Daj młodzieży polskiej całą głębię wiary naszych praojców. Dokonując tego aktu poświęcenia i oddania Twemu Miłosierdziu, wołamy: Boże, daj Ojczyźnie naszej i światu całemu tak upragniony Pokój – pokój w duszy i sercach – pokój między wszystkimi narodami.
    O Jezu, w dzień przyjścia Twego nie bądź nam sędzią, ale Ojcem Miłosierdzia.
    (Wszyscy powtarzają).
    Miłosierdzie Boże, ufamy Tobie! (trzy razy)
    Jezu, ufam Tobie! (trzy razy).
    Amen

    • Betula pisze:

      Przeżywając liturgiczne wspomnienie bł. ks. Michała Sopoćki, wielkiego Apostoła Miłosierdzia Bożego, przepełnieni jesteśmy najpierw wielką wdzięcznością Bogu, Ojcu Miłosierdzia, za dar jego osoby i za dzieło, którego dokonał.(…)
      Zawsze kierowała nim wielka troska o człowieka, jego wiarę, zbawienie, która wypływała z głębokiego zaangażowania we własne życie duchowe, z wierności ideałom kapłańskiego życia. (…)

      I oto Bóg, w to pięknie rozkwitające ideałami Ewangelii oraz znaczone gorliwą i ofiarną posługą kapłańską życie wiernego sługi swego, wpisuje w 1933 r. nowe wielkie wyzwanie, łaskę, zadanie. Przysyła do niego św. Faustynę:

      „(…) Spełnisz Wolę Moją i Życzenia Moje, a dopomoże ci ją spełnić jeden wierny sługa mój” (Dz, 36) – powie Jezus do św. Faustyny.

      A później objawi jej: „Jest to kapłan według Serca Mojego, miłe mi są wysiłki jego. (…) Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało mi się rozgłosić Cześć do Miłosierdzia Mojego”. (Dz, 1256)

      Można byłoby rozpisać długi ciąg apostolskich dzieł Błogosławionego, poprzez które odpowiedział na Jezusowe wezwanie kierowane do Niego przez św. Faustynę. Od namalowania obrazu, przez nauczanie, naukowe zgłębianie prawdy Miłosierdzia Bożego, drukowanie obrazków Jezusa Miłosiernego i modlitw, po starania o ustanowienie Święta Miłosierdzia Bożego, założenie Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, liczne publikacje o Miłosierdziu Bożym, o kulcie.

      A wszystko to okupione było ogromnym trudem, pracą, ofiarą, często niezrozumieniem i znoszonymi przykrościami. Na dodatek nie dane też mu było doczekać owoców swoich wysiłków: czyli zatwierdzenia kultu w Kościele, ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego.

      Siostra Faustyna może najbardziej widziała jego oddanie sprawie apostolskiej, choć za jej życia były to dopiero początki, w swych proroczych wizjach ogarniała wielkość i błogosławione owoce dzieła swego spowiednika, które miało się dokonać w Kościele. Pisała w Dzienniczku: „Widząc poświęcenie i trud ks. Sopoćki w tej sprawie, podziwiam w nim cierpliwość i pokorę; wiele to wszystko kosztowało, nie tylko różnych trudów i przykrości, ale i wiele pieniędzy, a jednak na wszystko łożył ks. Sopoćko”. (Dz, 422) „Zrozumiałam, że Bóg da mu moc do spełnienia dzieła tego, pomimo trudności i przeciwności. Dusza ta, miła Bogu, jest ukrzyżowana wielorakimi cierpieniami, ale nie dziwię się wcale temu, bo tak Bóg postępuje z tymi, których szczególnie miłuje”. (Dz, 1253)

      Sam Jezus zaś zapewniał o swej trosce o niego i nagrodzie, którą mu przygotował. Przekazał siostrze Faustynie:
      „Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok Mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez Dzieło to. Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam”. (Dz, 90)

      Całość:
      http://www.wsm.archibial.pl/wsm66/art.php?id_artykul=826

    • kropka pisze:

      << Chce się podzielić świadectwem . Zawierzyłam sprawy mojego syna, bał się spać w nocy i czuł, że coś wchodzi w niego i się chowa w nim. Powyrzucałam wszystko co miało znaki okultystyczne, piżamy, zabawki, dezodoranty, maty pod myszki do komputera, mój mąż ma płyty Prince, jest też na liście z muzyka okultystyczną, zawierzyłam Maryi żeby pomogła mężowi się tego pozbyć, jeszcze nie spalił, ale zabrał z domu, ograniczyłam czas grania na komputerze.
      Zawierzyłam we wtorek 11 lutego 2019, a syn już dwie noce przespał sam i się nie boi. Syn ma 11 lat i do tej pory spał ze mną bo się bał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s