Św. Jan Maria Vianney: o ofierze Mszy Świętej i o kapłaństwie

Wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza jest dziełem Bożym. Nawet męczeństwa nie da się porównać z Mszą świętą – jest ono bowiem ofiarą, jaką człowiek składa Bogu ze swojego życia, a Msza święta jest ofiarą, jaką Bóg złożył z samego siebie człowiekowi, przelewając za niego krew.

Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan!  A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znowu kapłan… Po Bogu kapłan jest wszystkim!… On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie.

Kapłan jest kimś bardzo wielkim, gdyby pojął swoje powołanie do końca umarłby… Sam Bóg jest mu posłuszny. Na słowa kapłana Chrystus zstępuje z nieba i daje się zamknąć w małej hostii. Ojciec nieustannie patrzy z nieba na ołtarz: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie (Mt 17,5a)Wobec zasług tak wielkiej ofiary, Ojciec nie może Synowi niczego odmówić. Gdybyśmy mieli wiarę, ujrzelibyśmy Boga w kapłanie, jak się widzi światło przez szybę, jak wino pomieszane z wodą.

Po konsekracji, kiedy trzymam w dłoniach Najświętsze Ciało Pana, jeśli przeżywam chwile zniechęcenia i myślę, że godny jestem tylko piekła, mówię w duszy:  „Gdybym tylko mógł zabrać Go ze sobą do piekła, w Jego obecności czułbym się tam jak w raju! Mógłbym cierpieć tam przez całą wieczność, gdybym mógł przebywać tam razem z Jezusem. Wtedy jednak nie byłoby to już piekło, bo płomienie Bożej miłości prędko ugasiłyby ogień sprawiedliwości”.

Po konsekracji Bóg jest między nami obecny tak samo, jak jest obecny w niebie. Gdybyśmy w pełni zdawali sobie z tego sprawę, umarlibyśmy z miłości. Bóg jednak oszczędza nas i zakrywa przed nami tę tajemnicę z powodu naszej słabości.

Pewien kapłan zaczynał wątpić, że jego słowa rzeczywiście sprowadzają Chrystusa na ołtarz; w tej samej chwili hostia, którą trzymał w dłoniach, zaczęła ociekać krwią wsiąkającą w korporał.

Gdyby nam ktoś powiedział, że o tej godzinie jakiś zmarły ma powstać z grobu, zaraz byśmy tam pobiegli, żeby zobaczyć cud. A czyż konsekracja, podczas której chleb i wino stają się Ciałem i Krwią samego Boga, nie jest o wiele większym cudem niż wskrzeszenie umarłego? Potrzeba przynajmniej kwadransa, żeby dobrze przygotować się do przeżycia Mszy świętej. W tym czasie trzeba głębokiego uniżenia, jakiego Chrystus dokonuje w sakramencie  Eucharystii; trzeba zrobić rachunek sumienia, gdyż aby dobrze przeżyć Mszę Świętą powinniśmy być w stanie łaski uświęcającej.

Gdybyśmy znali cenę ofiary Mszy świętej albo raczej gdybyśmy mieli głębszą wiarę, uczestniczylibyśmy w niej z o wiele większą gorliwością.

Św. Jan Vianney urodził się w Dardilly koło Lyonu w roku 1786. Musiał pokonać wiele trudności, zanim doszedł do kapłaństwa. Wkrótce został proboszczem w Ars w diecezji Belley. Zobojętniałą parafię odrodził przez swoją miłość do parafian, modlitwę i umartwione życie. Tłumy ludzi ściągały do Ars, by się u niego wyspowiadać lub zasięgnąć rady. Wyczerpany nadludzką pracą i umartwieniami, zmarł w Ars 4 sierpnia 1859 roku

Całe godziny przebywał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Sypiał zaledwie po parę godzin dziennie na gołych deskach. Kiedy w 1824 r. otwarto w wiosce szkółkę, uczył w niej prawd wiary. Jadł nędznie i mało, można mówić o wiecznym poście. Dla wszystkich był uprzejmy. Odwiedzał swoich parafian i rozmawiał z nimi przyjacielsko. Powoli wierni przyzwyczaili się do swojego pasterza. Kiedy biskup spostrzegł, że ks. Jan daje sobie jakoś radę, erygował w 1823 r. parafię w Ars. Dobroć pasterza i surowość jego życia, kazania proste i płynące z serca – powoli nawracały dotąd zaniedbane i zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął się z wolna zapełniać w niedziele i święta, a nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów

Modlitwa przed Mszą Świętą: „Moje codzienne ofiarowanie się”

„Przedwieczny Ojcze, przez najczystsze ręce Maryi wkładam do kielicha, który dziś każdy kapłan podnosi nad ołtarzem, moje myśli, moją pracę, moje trudy i cierpienia, moją teraźniejszość, moją przyszłość, moją przeszłość, wszystkie moje grzechy, moich drogich bliskich, wszystkie dusze na świecie, dusze zmarłych i samą śmierć. Ofiaruję Ci każde uderzenie mego serca, każdy oddech, każdy krok, każdy głód z tym pragnieniem, by wszystkie one zostały przez Ciebie przemienione w taką samą ilość aktów miłości jako zadośćuczynienie za grzechy świata. Spraw, by mój dzień, w zjednoczeniu z Synem Twoim Jezusem Chrystusem, był nieustanną mszą, stałą ofiarą, nieprzerwaną komunią, by dać zadośćuczynienie Twej Boskiej sprawiedliwości. Amen”.
(Imprimatur: Meksyk, 28 XII 1978 r.)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

75 odpowiedzi na „Św. Jan Maria Vianney: o ofierze Mszy Świętej i o kapłaństwie

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    • wobroniewiary pisze:

      Mzyki, nazywane polskim Ars, to mała miejscowość położona nieopodal Częstochowy. W tutejszym sanktuarium św. Jana Marii Vianney’a – każdego dnia trwa nieustająca modlitwa za kapłanów.

      4 sierpnia obchodzone jest liturgiczne wspomnienie Jana Marii Vianney’a – ten skromny i pokorny proboszcz z Ars potrafił przekształcać serce i życie wielu osób, bo w bardzo jasny sposób opowiadał o o miłosiernym Bogu.

      Mówiąc o miłosierdziu Boga Jan Maria Vianney wyprzedzał epokę. Mówił „wierzę w przyszłość grzesznika, tak jak Pan Bóg”. To myśl niesamowita, bo Bóg wie, że po spowiedzi zdarzy się nam kolejny upadek, ale tak bardzo wierzy w nasza przyszłość i w to, że nie będziemy więcej grzeszyć, że w swojej miłości do człowieka jest nawet trochę naiwny

      —mówi ks. Tomasz Nowak, kustosz Sanktuarium św. Jana Marii Vianney’a w Mzykach.

  2. Ania pisze:

    PCh24.pl
    „Europa musi odkryć na nowo własne korzenie, swoją chrześcijańską tożsamość. Tylko w ten sposób nie będzie musiała obawiać się islamskiego radykalizmu” – podkreśla kard. Vinko Puljić, prymas Kościoła katolickiego Bośni i Hercegowiny.

  3. wobroniewiary pisze:

    Pierwsze piątki miesiąca

    Eucharystia – Sakrament Miłości – zajmuje istotne miejsce w kulcie Serca Jezusowego. „Masz w każdy pierwszy piątek miesiąca przyjmować Mnie w Komunii św.”– powiedział siostrze Małgorzacie Marii Jezus podczas trzeciego objawienia.

    Trzeba tutaj przywołać też inne słowa Chrystusa wypowiedziane podczas tego samego objawienia. Były one gorzkie. Jezus, który bardzo umiłował ludzi, doznaje od nich tyle niewdzięczności i obojętności: „Sprawia mi to bardziej przykrą udrękę niż wszystko, co wycierpiałem w czasie mojej męki”. Zwracając się do Małgorzaty Marii, Pan mówił: „Ty przynajmniej spraw Mi tę radość i wynagradzaj mi ich niewdzięczność, o ile to uczynić zdołasz”. Właśnie takim wynagrodzeniem jest przyjmowanie Komunii św., która najściślej łączy człowieka z ofiarą Zbawiciela. Zgodnie z życzeniem Pana Jezusa, należy do niej przystępować często, a szczególnie w pierwsze piątki miesiąca.

    12 obietnic Pana Jezusa
    W trakcie objawień Pan Jezus przekazał siostrze Małgorzacie Marii przyrzeczenia skierowane do czcicieli Jego Serca. Zakonnica opisała je w listach. Już po jej śmierci rozproszone informacje zebrano w słynne 12 obietnic.

    1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.
    2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.
    3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.
    4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.
    5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.
    6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.
    7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.
    8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.
    9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.
    10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.
    11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.
    12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

    Serce Jezusa – znak miłości Boga do ludzi

    Do Serca Twojego uciekamy się, Jezu, Boski Zbawicielu!
    Naszymi grzechami racz się nie zrażać, o Panie Święty!
    Ale od wszelakich złych czynów racz nas zawsze wybawiać, Boże łaskawy i najlitościwszy.
    O dobry Jezu, Zbawicielu drogi, Pośredniku Boski, jedyna ucieczko nasza!
    W Sercu Twoim racz nas obmyć, do Serca Twojego racz nas przytulić, w Twym Sercu na wieki racz nas zachować

    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2016/09/02/dzis-i-piatek-miesiaca-wynagradzajmy-adorujmy-kochajmy-3/

  4. Ania pisze:

    A jutro I sobota i egzorcyzmowanie wody o godz. 10-00

    • Maggie pisze:

      Patrzę tutaj na wizerunek naszej Królowej, Częstochowskiej Pani i .. na głowie rąbek nie ma na środku, jako centrum gwiazdy. Dziś coś mnie ruszyło, bo w oknie pewnego sklepu zobaczyłam obrazek z 5-ramienną gwiazdą w „zaskakującej pozycji. Sprawdzam kopie na posiadanych obrazkach i na Internecie i .. tam są różne gwiazdki, z różną ilością ramion .. a mnie wydawało się, że powinno być tak, jak tutaj wyżej tj obok Kardynała Tysiąclecia, który zainicjował perygrynację tego obrazu.
      Nie wiem, kiedy, pojawiła się ta gwiazdka .. bo może przy jakiejś konserwacji „wskoczyła”. Dodam, że na Internecie jest mnóstwo profanacji w pokazanych tam niby to wersjach „Jasnogórskiego wizerunku” … m.in. Black Madonna z … papierosem 😳 ☹️ w ustach 😱. Nie kopiuję tego oczywiście.
      Jezu, Maryjo, Józefie św. kocham Was, ufam Wam, RATUJCIE dusze❣️

    • Renata Anna pisze:

      Proszę o modlitwę w następujacej intencji; Panie Boże w Trójcy Jedyny jeżeli jest taka wola Twoja proszę o cud uzdrowienia ks. Marka i Zofii za wstawiennictwem Czcigodnego Sługi Bożego Stafana Kardynała Wyszyńskiego- Prymasa Tysiąclecia.

  5. wobroniewiary pisze:

    Zgrywam całość ale na razie mały fragment konferencji o. Cipriano de Meo, który pod koniec tego roku zawita do Polski na specjalne szkolenie dla kapłanów i osób świeckich posługujących przy egzorcyzmach
    Pamiętajmy, że o. Cipriano był przez 5 lat uczniem samego św. O. Pio, a potem przez długie lata był Prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów ❤

    A tu fragment wywiadu z Michał Kondrat 🙂
    "Wrażenie na widzach z pewnością wywrze opowieść o. Cipriano o okularach o. Maksymiliana Kolbego.

    To rzeczywiście niesamowita historia. Bóg czasami daje różne znaki, aby pobudzić naszą wiarę. Tak było i w tym przypadku. O. Cipriano, modląc się nad osobą egzorcyzmowaną, doświadczył pomocy o. Maksymiliana, który na znak swojej obecności „dał” okulary, które zmaterializowały się w rękach osoby dręczonej. O. Cipriano używa ich dzisiaj jako relikwie. Podczas egzorcyzmu przykłada je do człowieka, nad którym się modli, przyzywając wstawiennictwa o. Maksymiliana. Zły duch nie może tego znieść."

    https://opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/echo201407-egzorcyzm.html

  6. wobroniewiary pisze:

    Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znowu kapłan… Po Bogu kapłan jest wszystkim!… On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie.
    św. Jan Maria Vianney

    • Monika pisze:

      Tylko Kapłan, mniej lub bardziej święty ale zawsze Kapłan – a nie żaden szafarz świecki!!!
      Może za krótko żyję ale jeszcze nie słyszałam byśmy się modlili w Kościele o powołania na szafarzy świeckich ale modlimy się przecież o Kapłańskie powołania.
      Módlmy się zatem za Kapłanów i o Kapłanów, w pierwszym rzędzie i przede wszystkim, przy każdej okazji i nie zapominajmy o Nich, bo atak na Nich jest przeogromny i z każdej strony, o to by byli świętymi i dawali wszystkim jedynie dobry przykład, i to całym swoim życiem, a niekoniecznie tylko samym dobrym słowem.

      Właśnie wczoraj rozmawiałam przez telefon z pewnym człowiekiem, z ponad 70-letnim emerytem, byłym milicjantem a później policjantem, którego znam od kilku lat. Stracił zupełnie wszystko, właściwie teraz nie ma już nic: żadnego swojego domu, choćby najskromniejszego, żadnego wyposażenia, mebli czy rzeczy, które mógłby spieniężyć, ani rodziny, przyjaciół, pieniędzy – z całej emerytury, która pozostała, czyli skromne 800 zł, spłacał dotąd komornika i kolejne długi byłej żony – nawet wiary i nadziei mu brak, znikąd pomocy, także w sytuacjach gdy wielokrotnie chorował nie kupował leków, bo nie miał za co, widziałam go niedawno w mieście jak wychudł, zmizerniał i wyglądał na bardzo chorego i opuszczonego, cień człowieka. Zwierzał się wtedy, że nie pali i nie pije już nawet piwa, bo nie ma za co, jak twierdził nie miał nawet pieniędzy na dawne uzależnienia.

      Choć tym razem rozmawialiśmy przez telefon o czym innym: o kłopotach jakie teraz ma w życiu, to nagle w tej rozmowie zaczął mocno atakować wszystkich księży, mówiąc, że on jeszcze w życiu nie poznał żadnego dobrego księdza a twierdził, że poznał ich już bardzo dużo w swym długim życiu, dotąd jednak takiego nie spotkał, za to był pewien, że spotkał samych takich księży, którzy… itd. i dalej chciał najeżdżać jakich to on księży już poznał i nic dobrego na ich temat nie miał do powiedzenia, wręcz twierdził, że zdarzało się jak interweniował w różnych sytuacjach z ich udziałem i wyraźnie przekonywał mnie do tego jacy to oni są źli i co złego uczynili, więc wg niego i jego życiowego doświadczenia, czyli tego co już widział, to nie ma nawet co ich słuchać. Taka była jego opinia.
      Powiedziałam mu, że ja nawet nie chcę tego słuchać, więc nie wdawał się w szczegóły i przestał o tym mówić, choć zapewniał, że bardzo dużo mógłby tu szczegółów przytoczyć.
      Najwyraźniej, niestety, jest to kolejna osoba, która nie jest w stanie cokolwiek dobrego o księżach powiedzieć, choć ma już swoje lata i sporo widział. A jeśli uważa, że tylko takich a nie innych spotykał na swej drodze i doświadczył aż nadto samych złych sytuacji z ich udziałem, to teraz myśli na ich temat same negatywne rzeczy i nie widzi potrzeby chodzenia do Kościoła ani w ogóle słuchania jakiegokolwiek Kapłana.

      Jak wielka zatem odpowiedzialność ciąży na Kapłanach?
      – skoro istnieją nawet tacy ludzie, którzy są przekonani, że do tej pory nie spotkali żadnego dobrego czy choćby jednego takiego, którego warto słuchać?

      • Monika pisze:

        To samo mówił ksiądz abp Stanisław Wielgus kilka lat temu, gdy był w chełmskim Sanktuarium Świętego Antoniego na corocznym odpuście – mówił o tym jak wielka w tym rola, każdego z nas wierzących, by swym postępowaniem nie gorszyć ludzi, by świadczyć o Bogu w każdym środowisku, aby ludzie wiedząc, że jesteśmy wierzącymi – Katolikami, nie oddalali się od Kościoła, nie gorszyli się tym co widzą u nas wierzących na co dzień ale by widząc nasze życie, które świadczy o nas i o naszej wierze, sami do tego Kościoła przylgnęli i czuli się jak w domu – w tym zwracał się też i do księży, by każdy widząc ich postępowanie i świadectwo życia nie porzucał Matki – Kościoła ale by zapragnął do niego przychodzić i czuć się tu dobrze. Uczulał nas wszystkich jakimi faktycznie jesteśmy Katolikami poza Mszą Świętą. Czy wychodząc z kościoła po Mszy Świętej zapominamy o Bogu? Jakie jest świadectwo naszego życia? Bo to jest prawdziwe świadectwo – a nie tylko słowa.

        • Kaśka pisze:

          Moja koleżanka z roku na rok jest coraz dalej od wiary katolickiej, w której została wychowana. Ostatnio, gdy z nią rozmawiałam, powiedziała mi, że przyczyną tego stanu rzeczy jest postawa kapłanów, którzy na kazaniach poruszają kwestie polityczne. Zaskoczyło mnie to ogromnie, bo mieszkamy w jednym mieście, zdarza mi się uczęszczać na niedzielną Mszę Św. do różnych kościołów i dawna nie słyszałam nawet cienia polityki w kościele. Natomiast ona, gdy ją po kilku miesiącach nieuczęszczania natchnęło pójść na Mszę Św., trafiła właśnie na kazanie z nutą polityki. Pomyślałam sobie wtedy, że to diabeł właśnie takie kazanie jej ,,załatwił”. Od tego momentu nie była już wogóle.
          Ja też kiedyś, gdy tkwiłam w grzechach ciężkich miałam pewną wizję świata – jakoś częściej słyszałam przykłady negatywne niż pozytywne. Tak działa diabeł – chce nam pokazywać tylko zło w świecie, kościele, u męża, siostry, koleżanki… a nawet o zło człowiek zaczyna podejrzewać dobrego Boga… Smutne…

        • Maggie pisze:

          @ Kaśka: to są tylko wykręty i nieprawdziwy powód – przypuszczam, że sedno niechęci tkwi w jej zapatrywaniach (również politycznych).

          Czasem nie można pominąć polityki, bo życie się zeń też składa i kiedy np ksiądz powie by nie głosować na pro-aborcjonistę to też polityka, która ważnych dla duszy i kraju spraw tyka.
          Teraz bardziej otwarcie się mówi o niektórych sprawach, bo kiedyś tylko między wierszami i w tzw listach duszpasterskich.
          Potrzeba oceanu modlitwy
          Jezus jest Panem❣️

      • Maggie pisze:

        Najłatwiej strzępić język i pociągać bliźnich do złego. Ktoś dużo „widział” ale była „woda w ustach” by w 4 oczy wyjaśnić/upomnieć, czy zawiadomić przełożonego ? .. i NIC nie zrobił by zaradzić, a ile czasu spędził na modlitwie ? ..
        Ciekawym jest nadal,że tu za oceanem, świadectwo osoby duchownej jest honorowane, a podpis jest uwierzytelnieniem .. Wygląda, że komuna swoje zrobiła, kiedy autorytet księdza „rozmyła” i podkopywała z rozmachem, myśląc o przyszłości. Przypomnę: Ks.Kard.Wyszyński czy ks.kard Hlond i wielu innych byli traktowani jako przestępcy .. ale Naród jeszcze nie był wówczas aż tak ogłupiony, choć szczuty i zastraszony…

        Moniko, myślę, że się ze mną zgodzisz:
        , że o księżach nie powinno się źle mówić , ALE w miejsce takiej mowy: modlić. Im więcej chcemy dyskutować, tym więcej modlitwy potrzeba. Koło pewnych spraw nie można jednak przejść , bez pokazania ich istoty czy nazwania po imieniu, dlatego, że trzeba znać intencję, na której ma się koncentrować modlitwa. Była propozycja na WOWIT, aby przez 81 dni, od 1-szego sierpnia codziennie, ofiarować (lub dołączyć intencję) Koronkę do Miłosierdzia Bożego w intencji kapłanów (u mnie, jeszcze, 4-ty dzień sierpnia).

        Takich mamy kapłanów jakich, generalnie mówiąc, niestety, sobie wymodliliśmy tzn że zbieramy skutki, za zaniedbania z przeszłości, a rogaty tylko podjudza, aby młoda generacja ten sam błąd/zniedbania powielała.
        Pamiętajmy, że nad rozbiciem kościoła pracował i pracuje cały sztab piekielny i dołączył doń ludzki „potencjał” tj emisariuszo-naganiaczy „dziwnego” autoramentu. Pan Bóg będzie sądzić. Módlmy się i sprzeciwiajmy rugowaniu Bożych Przykazań np oponując aborcji, genderowym przywilejon etc.

        Jezus jest Panem❣️

        • Monika pisze:

          Oj, tak Maggie, Ty to masz oko i życiowe doświadczenie przez Ciebie przemawia. Komuna swoje zrobiła a niektórzy przerobieni do szpiku kości, do dziś nadal w niej żyją, jakby czas się dla nich zatrzymał.
          Jeszcze długo komuna będzie odbijać się czkawką u niejednego a homosowietikus, jak mówiła już dawno temu, na swoim wykładzie, pewna niegłupia pani dr filozofii z lubelskiego UMCS, jeszcze prawdopodobnie w niejednym pokoleniu będzie dawał o sobie znać.
          Młodzi mogą sobie poczytać i w ogóle zapoznać się z historią, a starsi przypomnieć co to w ogóle za człowiek ten „homosowietikus” ( https://wzzw.wordpress.com/2011/06/12/homosowietikus-wciaz-paraduje/ )

          I chyba tu jest sedno: ile człowiek czasu spędził na modlitwie? A nie przykładowo z kumplami na libacjach alkoholowych?
          Dodam, że człowiek, będący byłym milicjantem, w dodatku przyznał mi się do tego otwarcie, że był w ZOMO i właśnie to dlatego ma teraz tak małą emeryturę, uważa jednak, że zupełnie niesłusznie obcięto mu ją (z kwoty 1200 zł) i mimo wszystko on jeszcze czeka, że może inni, w tym byli milicjanci, skutecznie wyprotestują cofnięcie rządowych decyzji o zabraniu ich części emerytur. Ten akurat najwyraźniej nie wybił się wysoko, bo ta emerytura nie powala. Nie muszę dodawać, że obecnej władzy to on nie kocha za takie posunięcie.

          A ile jest takich osób? ZOMOwców? Czy byłych milicjantów? Może czasem i katów bez serca? Przypomnę, że w końcu lat 80. oddziały ZOMO – ten znienawidzony symbol władzy PRL – liczyły blisko 13 tys. funkcjonariuszy i wielu z nich nadal żyje, nie ulotnili się, są wokół nas. A są i tacy, niektórzy, jak się okazuje, co może nie jest za częste, w skrajnej nędzy, wręcz może w upodleniu, odtrąceni na margines społeczeństwa, ponosząc skutki swego życia, wprost staczając się. Wiem, że wiele z tych osób już wtedy, w tych nieludzkich czasach, piło na umór i było uzależnionych.

          Czy nie jest tak, że prawdziwy Kościół nikogo nie skreśla do końca?
          Kościół nikogo nie pozostawia, nie odtrąca i dobrze gdyby zdarzył się cud i tacy się nawrócili, ale skoro do tej pory nie widzieli żadnego dobra w Kościele, to jak mają teraz je zobaczyć? Czy teraz nagle może uwierzą Kapłanom skoro nawet do Kościoła nie chodzą?
          Mimo wszystko Jezus zawsze zachęca nas do tego, byśmy to my, każdy z nas wierzących w Niego, sami byli Jego obliczem dla innych, zwłaszcza tych, którzy są daleko, na marginesie, bez nadziei.

      • bartekloaf pisze:

        Warto mówić o zaletach innych ludzi, nigdy o wadach. Nawet gdy kogoś upominamy powinniśmy to robić z życzliwością. Krótko żyję bo mam 25 lat, ale przyznam szczerze jeszcze w swoim życiu nie spotkałem kapłana który by mnie zgorszył. Są tacy którzy zdradzili Pana Jezusa na przykład odchodząć z kapłaństwa,ale to ich nie dyskredytuje w moich oczach .Póki zyją mają jeszcze okazję do nawrócenia. Tak jak piszecie Pan Bóg będzie sądził. Wiem że ciężko to wytłumaczyć byłemu milicjantowi który pewnie z Kościołem nie ma nic wspólnego , ale czasami warto takiej osobie powiedziec z miłoscią co się na ten temat myśli Moniko. Z Bogiem 🙂

        • Monika pisze:

          „czasami warto takiej osobie powiedziec z miłoscią co się na ten temat myśli”
          Rozmowa z tym biedakiem była na zupełnie inny temat, akurat nie na tematy Kościoła czy księży – a ten biedny człowiek, znając mnie, wiedząc, że chodzę do Kościoła i znając moje poglądy, których się nie wstydzę, właśnie akurat zaatakował księży i Kościół – pomimo, iż wie, że nadal na moją pomoc może liczyć i jak na razie się nie zawiódł.
          Oczywiście także i za Niego modliłam się a także dzisiaj będę się modlić, będę prosić za wstawiennictwem Świętego Alberta Chmielowskiego i Bernardyny Jabłońskiej, bo akurat mam w domu Ich Relikwie w dwóch Relikwiariach.
          O całej Rodzinie WOWITOWEJ też oczywiście będę pamiętać.
          Niech Bóg Błogosławi nam wszystkim.
          Niech Błogosławią nam Trzy Serca Połączone: Jezus, Maryja i Józef ❤ ❤ ❤

        • Maggie pisze:

          @bartekloaf:
          a skąd wiesz, że Monika z Miłością bliźniego nie odnosi się do tej osoby?. Skoro ma kontakt, z tą osobą i ta osoba się zwierza (psiącząc co prawda, ale się zwierza), no a ona sama frasuje się taką postawą .. a więc widzi bliźniego.
          Wszyscy chyba rozumiemy, jak trudno jest się utrzymać by przeżyć … a starość często a raczej najczęściej tonie w niedostatku.

          Nie każdy, kto był w milicji czy w wojsku to drań czy szpicel dybający, na polskość i wiarę katolicką .. ale wszyscy jednakowo na starość, po pensji dostali i wielu z nich czuje się pokrzywdzonych i zepchniętych do gorszej kategorii obywateli … a to budzi nienawiść i taką drapieżność, że by zaprotestować, złączą się choćby/nawet z KOD finansowanym przez Sorosa (polakożercę, nienawidzącego Chrystusa).

          Nawet nie wszyscy „na wierchowce” byli zdrajcami lub aż takimi zdrajcami, w minionym zamordyźmie – płk.Kukliński przecieź nie kłamał kiedy dostarczył tajne materiały o tym, że byliśmy osaczeni „ukladem warszawskim”.

          Zawsze znajdzie się chłopiec do bicia,
          którego wina jest żadna, albo tycia, tycia.

          Trzeba też pamiętać, że pieniądz rządzi światem i wielu dla złamanego szeląga potrafi zabić. Chrystus za 30 srebrników był zdradzony..
          Ktoś, kto stracił „wszystko” jest większym nędzarzem jeśli: stracil/zatracił miłość do Boga, bliźniego, Ojczyzny i raczej potrzebuje pomocy niż kompletnego odrzucenia. Módlmy się za takich „połamanców” , bo rogaty wprowadził do ich krwi bakcyl nienawiści.

          🙂💕Zgadzam się z Tobą, że trzeba patrzeć oczami dziecka Bożego, nawet na tych, którzy zieją nienawiścią.
          Każdy człowiek powinien mieć kąt do zamieszkania (mieć na opłaty i utrzymanie) więc i przynajmniej (!) to minimum, aby mieć co włożyć do garnka i na potrzebne leki i coś by na grzbiet włożyć i żyć bez troski, że może wylądować pod mostem.
          Łatwo jest przyzwyczaić się do luksusów, ale bardzo trudno do ubytku/straty.

          Zło tylko DOBREM zwyciężymy. Trzeba oceanu modlitwy.
          Jezus jest Panem❣️
          💕🙏🏻❣️

        • Monika pisze:

          On właściwie już jest pod mostem. Nie ma się gdzie podziać i dla kogo żyć.
          Chodził po tzw. chałupkach i jadł tu gdzie mu dali, gdzie się zlitowali,
          tak byle przetrwać do jutra i nie być głodnym, w zimnym pomieszczeniu siedział w zimie, nie raz nie miał gdzie się ogrzać, chwilowo to tu to tam, u ludzi na chwilkę, nawet do piecyka gazowego na butlę nie miał pieniędzy na ten gaz do butli, by się ogrzać. Sam mówił, że nie może przecież u kogoś siedzieć „na garnuszku”, jeśli zdarzy się, że dobrzy ludzie go nakarmią, gdy dadzą coś zjeść, poczęstują i tak się błąkał.
          Nieraz mówił, że chyba z sobą skończy, bo nie ma się gdzie podziać.
          Bida z nędzą. A ponad 70-ka na karku.

        • Maggie pisze:

          Moniko, to okropne. Co z niego zostało? Stary, zniedołężniały, bezradny w sferze materialnej i duchowej. Podanej strawy nie zauważa, jako z miłości bliźniego (czasem dzielonej z nim, mimo, że komuś się nie przelewa) .. i nie ma w jego życiu niczego … co by ogrzało jego serce. Złość i zgryzota pożera go jak ..rdza metal, choć on nie jest z żelaza, jak się mu to za młodu wydawało …
          Na dodatek swym wyładowywaniem się na niewinnym jego sytuacji Kościele, sam jakby pali mosty i zatrzaskuje sam sobie przed nosem bramę, prowadzącą do schronienia/oazy spokoju.
          Przerwałam i z RM odmówiłam 10-tek w jego intencji.

          Czy opieka społeczna w Polsce nie istnieje?
          W każdym człowieku jednak jest choćby krzta dobra … tylko niekiedy trzeba wielkiej precyzji .. aby je wydobyć i aby przy takiej „operacji” samemu się nie zranić …

          Lata komuny okaleczyły Polaków na parę pokoleń i to okrutnie – ale wlaśnie o to tam chodziło: by zabić patriotyzm, etykę i moralność, zwłaszcza katolicką…etc.

          Jezu, Ty się tym zajmij❣️

        • Monika pisze:

          Maggie, opieka w naszym państwie?
          Nie powiem, ona jest, tyle, że według mego osobistego doświadczenia głównie to na papierze. Komornik dobrze wie, że nie może zabrać całości emerytury a jednak to robi – a przecież reprezentuje prawo, którego nie przestrzega – ale co go powstrzyma? Przepisy są, tylko w tym problem, że nie egzekwowane, a przynajmniej nie tam gdzie naprawdę potrzeba.

          Jak chodzi o opiekę w przypadku nędzy totalnej, to biurokracja do entej potęgi i potrzeba siły i ogromnej determinacji, by udowodnić urzędnikom całą rozbudowaną papierologią, że przymiera się głodem – a wtedy to akurat siły i determinacji brakuje. Wiem co mówię, bo sama osobiście tego doświadczyłam i mnie przynajmniej w pewnym czasie determinacji tej zabrakło – najzwyczajniej poddałam się. Wydawało mi się, że czekam już tylko na śmierć i to śmierć głodową – okropnie się wtedy czułam z tą myślą. Wydeptane ścieżki do urzędników niczego nie dały, mimo, że nałogów nie było – a nie było już nawet i z głodu siły fizycznej, by chodzić. Urzędniczka odpowiadała, że jako człowiek to ona mnie rozumie, ale przepisy, to przepisy i ona musi ich przestrzegać a nie omijać – na tym polega praca urzędnika – znajomość i przestrzeganie przepisów – a tu cała góra papierów nie do pokonania, nie dla zwykłego śmiertelnika. Do tego też potrzeba było i czasu a nawet i pieniędzy, by przez to wszystko przebrnąć.

          Jeśli ten konkretny człowiek, o którym była mowa, ma emeryturę, to o opiece może zapomnieć. A nawet gdyby Państwo cudem zechciało jemu pomóc, to jak mówił mi dobry jego znajomy, on jest zbyt dumny (swoją dumą) i raczej nie przyjmie żadnej opieki od Państwa, przy tym jest honorowy, bo długi oddaje, które nadal ma. A z tej emerytury, to długo nawet złotówki nie brał, bo faktem jest, że przez wiele miesięcy wszystko, do ostatniej złotóweczki zabierał mu komornik – dopóki Sąd nie zajął się komornikiem. A żeby było ciekawiej to takich spraw i z tym właśnie komornikiem było aż nadto. Ludzie na bochenek chleba nie mieli, a nawet na pół bochenka. W takiej skrajnej sytuacji to nałogi jak ktoś miał, to siłą rzeczy przestawał mieć.
          Ten kto ma i niczego mu nie brakuje, raczej nie zrozumie tego, który nie ma – bo zwykle tak jest niestety, że tego samemu trzeba doświadczyć.
          Dzięki Bogu istnieją tacy ludzie, dobrzy jak chleb, jak właśnie Św. Brat Albert Chmielowski, którego mam zaszczyt i łaskę gościć w swoim domu w Jego Relikwiach.
          Za takimi osobami, którzy nawet chleba ani domu nie mają, a jest ich naprawdę dużo, by właśnie za nimi się wstawiał u Dobrego Boga.

        • wobroniewiary pisze:

          A ja dorzucę swoje „3 grosze”
          Monika wynajmuje mieszkanie temu byłemu zomowcowi, alkoholikowi, on ma gdzie mieszkać, za nic nie płaci, za mieszkanie też, a ja uważam, że lepiej pomagać ale ofiarom komunizmu a nie zomowcom i komunistom.
          Ów pan może przestać pić i otrzyma wówczas pomoc od Caritasu i może mieszkać w schronisku św. brata Alberta.
          A taka pomoc to pozwalanie na rozpasanie. Ma gdzie spać, bo Monika o kasę się nie upomni, i ma …gdzie pić!
          Sorry, ale musiałam to napisać!!!

          Pan Jezus mówił do Alicji Lenczewskiej, że nie każda pomoc jest pomocą. Są grzechy cudze jak „pozwalać na grzech innych”
          Właśnie na dniach straciłam znajomą, bo…śmiałam jej powiedzieć, że nie powinna pić. Ona, wielka „ewangelizatorka religijna” na fb, chwali się jak „się upiła buhahaha a tatuś zamiast podać wodę z octem jabłkowym podał jej na kaca wino” Upomniana, że mamy sierpień i jeśli się upiła to nie jest to powód do chwalenia, odpowiedziała, że Bóg ją kocha taką jaka jest i zrywa ze mną znajomość, bo jestem pyszna i wymagająca!

        • Monika pisze:

          W ostatnim zdaniu nie dopisałam słowa, że będę się modlić za takimi osobami odtrąconymi, zostawionymi samymi sobie – że za wstawiennictwem Św. Brata Alberta Chmielowskiego i Bł. Bernardyny Jabłońskiej będę się modlić za takimi osobami, które już nadziei ani chleba nie mają, ani nikogo a jest ich dużo, tylko nie wszyscy ich zauważają a są tacy, którzy zauważają ale nie chcą widzieć – którzy nie widzą.

        • Monika pisze:

          Ewa, jak ja Cię kocham, Ty wiesz o tym! ❤ Zupełnie jak siostrę.
          Jesteś wymagająca i nie owijasz w bawełnę, i dobrze, że tak jest, bo ktoś musi, bo byśmy się całkiem zatracili.
          Jednak znasz tutaj część prawdy, a nie całą prawdę. Sporo wiesz o nim i w tym temacie ale i dużo jeszcze nie wiesz, nie znasz szczegółów. Nie rozmawiałaś z nim, nie słuchałaś jego wersji. Dużo z tego co piszesz jest prawdą, jest byłym zomowcem itd. nałogowcem, ale akurat teraz to on nie pije, nawet odrzucił towarzystwo, które z nim piło i na powrót skutecznie próbowało wciągnąć do palenia i picia, teraz zresztą on już nie ma za co – dużą część życia pił, to fakt. O szczegółach powrotu i odchodzenia od nałogów mi opowiadał, nawet ostatnio. A w momencie jak opuści to "mieszkanie" to znajdzie się właśnie nie gdzie indziej jak pod mostem on o tym wie i ja też – piszę mieszkanie w cudzysłowie, bo tam nie ma dostatecznych warunków by mieszkać, tam nie ma normalnego ogrzewania – ale jest kąt gdzie może przetrwać. Powiedział nawet, że jest mała nadzieja na przyszłość, bo od tego miesiąca czyli od września komornik wreszcie go zostawi i nie zabierze mu emerytury. Więc ma szansę wyjść na prostą. Jak będzie nikt nie wie, tylko Pan Bóg.
          Nie płacił mi więc trudno to nazwać wynajmowaniem. Umowy na piśmie z nim nie miałam. Wierzę, że wyjdzie na prostą i może choć nikła ale zawsze nadzieja jest na nawrócenie, dopóki żyje.
          On sam musi zobaczyć swoje błędy jakie popełnił w przeszłości, w swym całym życiu, nikt mu tego nie wypomina co złego zrobił, wrogów jak mówi nie ma i nigdy nie miał. Przeszłość musi sam z Bożą pomocą zamknąć za sobą, by zacząć żyć od nowa, tym razem z Bogiem a do tego nikt go siłą nie przymusi. Pytanie jak daleko człowiek musi upaść, by zobaczyć, że to dla jego dobra, wszystko to co go spotkało.

        • Monika pisze:

          Może i on był zomowcem, ale czy w sumie także on ostatecznie nie jest ofiarą komunizmu? Czy jest (lub) czy był ofiarą czy raczej katem? – to był ale jest człowiekiem.
          Alkoholików raczej widuje się pijanych a ja go nie widzę pijanego.
          A czy nawet alkoholik nie jest człowiekiem? Nawet ten najgorszy w oczach całego społeczeństwa czy może tylko w oczach bliskich osób?
          A może były zomowiec czy były milicjant jest bardziej tą ofiarą niż ja czy niejeden z nas, chociaż stan wojenny sama dobrze pamiętam, bo miałam wtedy 11 do 13 lat.
          Wiem także jak wygląda teraz jego „życie” i rozmawiam z nim, nie obrzucam winą za przeszłość bo w końcu co ja mogę o tym wiedzieć o jego akurat przeszłości i nie ja jestem od osądzania ale wiem mniej więcej jak jego życie właśnie teraz wygląda. Dokładnie nikt się nim nie interesuje i nikt nie wspiera. On chodzi, szuka pomocy ale jej nie dostaje – przez co jest całkowicie przekonany, że nikt nim się nie przejmuje, bo jak sam mówi do mnie: Monika a kogo to obchodzi?
          Choćby to czy on pali czy on pije i czy ma co zjeść i gdzie przenocować. Nikogo to nie obchodzi jak sam mówi, bo zdążył to zauważyć.

        • wobroniewiary pisze:

          Alkoholik to nie pijak, alkoholik to pan sędzia, pani prokurator czy lekarz, którzy MUSZĄ codziennie choć kieliszek!

          Monika nie usprawiedliwiaj zomowców! Pijaków i milicjantów!

          Ofiary systemu…. hahaha! Dobre! Znam ich aż nadto, wreszcie wolna od ich przemocy!!!

          Litości dla twej idei powszechnego fałszywego miłosierdzia!

        • Monika pisze:

          Jak wiele modlitwy jeszcze potrzeba?
          Nie trzeba bardzo się rozglądać, by dostrzec co się wokół dzieje, nawet w najbliższym sąsiedztwie – wydaje się, że tych intencji to aż nadto. A nałogowców to więcej chyba niż trzeźwych, przynajmniej wokół mnie to widziałam. Ciekawe, że nawet teraz, gdy mieszkam już zupełnie gdzie indziej, to mam za sąsiadów: jeden to czynny, prawie nie trzeźwiejący i już wyniszczony alkoholik lub pijak (jak kto woli), choć samotny, to z leżącym obłożnie i bez ruchu od kilkunastu lat ojcem, który z łóżka nigdy nie wstaje; drugi sąsiad naprzeciwko, to były milicjant (później policjant) na emeryturze – gdy go zapytałam, to nie chciał nawet Relikwi przyjąć, tylko prosił o modlitwę za niego, a oboje z żoną piją i to dużo, z drugiej zaś strony pod jednym dachem sąsiadka – żona SB-ka i sąsiad – syn, którego ojciec był albo w SB albo w ZOMO, już nie pamiętam a w przeszłości pił dużo z milicjantami, czego straszne i tragiczne owoce widać i słychać aż nadto do dziś.
          Wyrwałam się z wszechobecnej otaczającej mnie dookoła miejskiej patologii na wieś a tam: „wsi spokojna, wsi wesoła”.
          Wszędzie można powiedzieć jesteśmy otoczeni przez byłych wrogów a nawet i teraz można rzec, że zachowanie ich pozostawia dużo do życzenia, delikatnie to określając, tak jakby oni nadal byli katami a my nadal ofiarami tej machiny, która wydaje się nie mieć końca, niczym perpetuum mobile, które samo się napędza. Trudno to wszystko nawet opisać i ogarnąć co dzieje się tuż obok – wprost jedno wielkie niedowierzanie, co wróg człowieka może z nim zrobić i do jakiego poziomu sprowadzić. Serce boli gdy na to wszystko się patrzy.
          Sami kaci – ofiar brak? Więc czyż to nie kaci są już sami dla siebie ofiarami i dla swoich rodzin, w tym także i małych dzieci? Trzeba być chyba bez serca, mieć nerwy ze stali i żelazną psychikę by na to spokojnie patrzeć.
          Naprawdę to co nas otacza zawsze ma na nas bardzo duży wpływ, nawet jak próbujemy odcinać się od tego. W Bogu tylko cała nadzieja.

          Jak mówią, alkoholik to pijak, który się leczy.
          Dla mnie nazewnictwo nie jest aż tak bardzo istotne, bo w sumie i ten pije i ten, więc końca nie widać. Bo alkoholik z danych prawie zawsze wraca do nałogu a tylko nieduży procent uzyskuje wolność od alkoholu.
          A i pijak nie musi pic cały czas. Mój sąsiad pijak ma całkiem długie przerwy, gdy nic nie pije i wtedy całe tygodnie jest normalnym człowiekiem, opiekuje się leżącym ojcem, jest tutaj powszechnie lubiany, rozmawia z wszystkimi i normalnie funkcjonuje a jak tylko pójdzie w trans picia, to trawa zdąży zarosnąć po pas, albo i po szyję, bo wtedy jej nie kosi. Ile razy sama nabrałam się już na to, że skończył wreszcie z piciem?
          Choć się nie leczy potrafi bardzo długi okres czasu nie wziąć kieliszka do ręki.

        • Monika pisze:

          „pod jednym dachem sąsiadka” – ale nie pod jednym dachem ze mną tylko z synem i synową a wszyscy, każdy z nich, niczym kaci wobec swych dzieci i wnuków.

        • Monika pisze:

          „idea powszechnego fałszywego miłosierdzia” – być może jest taka idea, ale ja chyba jednak nie wiem i nie rozumiem do końca czym jest ta idea, więc jak mam być jej zwolennikiem?
          Przytoczę tu tylko pewien artykuł i zdjęcia dobrze mi znajomego księdza, dla mnie wielkiego Świętego choć na pewno skromnego, który umiał pochylić się nad każdym, nieważne jaką ten ktoś miał przeszłość i co złego zrobił, w jakim był stanie i w ogóle nie brzydził się nawet takich uzależnionych, z nałogami, co leżeli w rynsztoku, byli na dnie (zwykle jak to bywa najczęściej na skutek grzechów), pochylał się zwłaszcza nad tymi, którzy byli na marginesie społeczeństwa, nad odrzuconymi, leżącymi w rynsztoku, gdy nikt już nawet nie chciał podać im reki, czy spojrzeć na nich, gdzie wszyscy już zawiedli i wszyscy się od nich odwrócili, zarówno bliscy, czyli ci, którzy znali owych nędzarzy i rozbitków życiowych a także i wszyscy obcy, potykający się tylko o nich, odwracający się już na sam ich widok oraz ich nędzy, upodlenia, odrzucenia.

          Obraz z Jego podobizną wisi dziś w jadłodajni – stołówce dla ubogich na Zielonej w Lublinie, obok obrazu właśnie Świętego Brata Alberta, za przyczyną którego i przy Jego Relikwiach miałam dziś możliwość modlić się za tych najbiedniejszych, bez nadziei, którzy nie mają już nawet chleba ani domu ani litości od innych, choć może i z własnej winy.
          Oto Jego archiwalne zdjęcia:
          https://lublin.gosc.pl/gal/pokaz/3736208.Ks-Jan-Mazur-na-archiwalnych-fotografiach/9#gt

          To najwspanialszy kapłan, jakiego znałam a uczył mnie religii przez całe liceum, w parafii Świętego Mikołaja w Lublinie. Można powiedzieć, że był największym, najcenniejszym darem, prezentem od Świętego Mikołaja dla nas wówczas licealistów, jeszcze w czasach komuny. Ksiądz Jan zawsze był kochany, był dla wszystkich. Serdecznie współczuł nam nawet tego, że musimy iść na pochód pierwszomajowy i niektórzy wyznaczeni musieli nieść czerwone flagi, że chodzimy do takiego liceum i mamy takich a nie innych nauczycieli, liceum, zwanego potocznie „klasztorem”, z racji zaostrzonego rygoru – słuchy chodziły, że najcięższego w całym Lublinie.
          Jeden spośród jedynie 3 chłopców w mojej klasie licealnej został kapłanem – pamiętam jak dziś te żywe dyskusje podczas lekcji religii, które odbywały się na plebanii i Jego mądre pouczenia, jak i wsparcie i zrozumienie dla każdego z nas. Wyobrażam sobie ileż to ludzi dzięki Niemu i Jego postawie się nawróciło, ile zbliżyło do Boga. Aż szkoda, że nie mogę osobiście Mu podziękować.

          Wiem jak bardzo Świętym był człowiekiem, wspominam Go często i wciąż pamiętam Jego lekcje katechezy, trudno byłoby o nich zapomnieć – pamiętam czego nas uczył i mogę powiedzieć, że z pewnością był najlepszym nauczycielem jakiego w ogóle pamiętam z życia – uczył nas miłości do drugiego człowieka a przez tę miłość, miłości samego Boga. Miał szacunek i miłość do każdego bez wyjątku, aż chciało się z Nim przebywać i żałowało się, że lekcje religii takie krótkie. Miało się wrażenie, że to sam Jezus przez Niego przemawia.
          Ten wspaniały kapłan, który życiem swoim (a nie tylko słowem) świadczył o Chrystusie, był kapłanem ubogich i bezdomnych, założycielem Bractwa Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta. Dla mnie był naprawdę wyjątkowym kapłanem. Czy są gdzieś jeszcze tacy?

          https://lublin.gosc.pl/doc/3736201.Ten-ksiadz-prawdziwie-wierzyl-w-sens-nasladowania-Chrystusa

          Cytat z tego artykułu o Nim:
          Warto również przypomnieć znane powiedzenie ks. Jana Mazura: „Droga do Boga prowadzi przez ludzi i to tych, którym najbardziej potrzeba miłości”.

        • Monika pisze:

          Dla mnie ksiądz Jan był doskonałym narzędziem w rękach Niepokalanej.
          On z pewnością troszczy się nawet teraz o tych najbiedniejszych.
          Jakąż trzeba mieć miłość, siłę i odwagę, by iść do takich właśnie poranionych ludzi, by w ogóle nie brzydzić się ich ale mieć dla nich serce na dłoni, tak jakby było się dla nich najlepszym przyjacielem? I by faktycznie ich nie skrzywdzić, choćby swoim osądzaniem, ale być najlepszym przyjacielem, któremu mogą zaufać i zawsze liczyć na niego. Ile potrzeba miłości, by zbliżać innych do Boga, nawet tych którzy po ludzku są straceni i zasłużyli na swój los?
          Pan Jezus gdy przyszedł do Wieczernika, to nie zaczął od wymówek (choć miał prawo i powód by wypominać) ale zwrócił się do Apostołów: Pokój wam.

  7. Ania pisze:

    Dlaczego ma to być „pięć sobót” wynagradzających, a nie dziewięć lub siedem na cześć Matki Bożej Bolesnej?
    Siostra Łucja odpowiada: „Pozostając przez część nocy z 29 na 30 maja 1930 roku w kaplicy z naszym Panem i rozmawiając z Nim o czwartym i piątym pytaniu, poczułam się nagle mocniej owładnięta Bożą obecnością. Jeśli się nie mylę, zostało mi objawione, co następuje: Córko, motyw jest prosty: Jest pięć rodzajów obelg i bluźnierstw wypowiadanych przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
    Pierwsze: Bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu.
    Drugie: Przeciwko Jej Dziewictwu.
    Trzecie: Przeciwko Bożemu Macierzyństwu, kiedy jednocześnie uznaje się Ją wyłącznie jako Matkę człowieka.
    Czwarte: Bluźnierstwa tych, którzy starają się otwarcie zaszczepić w sercach dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść do tej Niepokalanej Matki.
    Piąte: Bluźnierstwa tych, którzy urągają Jej bezpośrednio w Jej świętych wizerunkach. Oto, droga córko, motyw, który kazał Niepokalanemu Sercu Maryi prosić mnie o ten mały akt wynagrodzenia. A poza względem dla Niej chciałem poruszyć moje miłosierdzie, aby przebaczyło tym duszom, które miały nieszczęście Ją obrazić. Co do ciebie, zabiegaj nieustannie swymi modlitwami i ofiarami, aby poruszyć Mnie do okazania tym biednym duszom miłosierdzia”.
    Jezus powiedział do siostry Łucji: „To prawda, moja córko, że wiele dusz zaczyna, lecz mało kto kończy i ci, którzy kończą, mają za cel otrzymanie przyrzeczonych łask. Ja jednak wolę tych, którzy odprawią pięć pierwszych sobót w celu wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu twojej Matki Niebieskiej, niż tych, którzy odprawią piętnaście, bezdusznie i z obojętnością”.

    http://www.sekretariatfatimski.pl/pierwsze-soboty-miesica/49-abc-pierwszych-sobot-miesica

  8. Betula pisze:

    2 sierpnia było Święto Matki Bożej Anielskiej i można było uzyskać Odpust Porcjunkuli ale kto nie uzyskał tego wyjątkowego „odpustu św.Franciszka z Asyżu” w ubiegły czwartek to jeśli tylko może niech przyjedzie w tą niedzielę do Kalwarii Zebrzydowskiej najpóźniej na Mszę św. o godz.17.00, jest Odpust Porcjunkuli – do nieszporów o godz.18.15.

    Z ogłoszeń duszpasterskich z Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego oo.Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej:

    http://www.kalwaria.eu/aktualnosc/xvii-niedziela-zwykla-29072018

    „W czwartek (02.08.) przypada liturgiczna uroczystość NMP Anielskiej, która jest Patronką naszej Bazyliki. W tym dniu porządek Mszy św. będzie niedzielny. Sumie z udziałem Pielgrzymów z archidiecezji częstochowskiej przewodniczył będzie Ks. abp Stanisław Nowak (bp senior archidiecezji częstochowskiej). Jest to też pierwszy czwartek miesiąca – wieczorna Msza św. sprawowana będzie w intencji powołanych oraz o nowe powołania kapłańskie, zakonne i misyjne.
    Doroczną uroczystość odpustową ku czci Matki Bożej Anielskiej, Patronki naszej bazyliki, rozpoczniemy Nieszporami w sobotę (04.08.) o godz. 18.15. W niedzielę (05.08.) podczas Drogi Krzyżowej na Dróżkach polecać będziemy Bożemu Miłosierdziu dusze naszych Zmarłych – początek o godz. 15.00 przy kaplicy „U Piłata”; po nabożeństwie, około godz. 17.00 w kościele Ukrzyżowania zostanie odprawiona Msza św. Odpust Porcjunkuli zakończymy Nieszporami oraz procesją eucharystyczną w bazylice o godz. 18.15.”

  9. Martyna pisze:

    Drodzy, jutro będę w połowie Nowenny Pompejanskiej, modlę się za męża. Chciałabym Was poprosić o modlitwę za Niego. Zrobiło się ciężko, bardzo nerwowo …

    Z Panem Bogiem

  10. Danka pisze:

    Nie na temat tej strony, ale dobra rada na upał: gdy mimo przyjmowania płynów nie możemy się ochłodzić / i nie każdy może brać prysznic co kilka minut /, za to prawie każdy ma dostęp do umywalki –to chłodźmy wewnętrzną stronę nadgarstków pod bieżącą zimną wodą, to naprawdę pomaga, gdyż tam przebiegają naczynia krwionośne najbliżej skóry i jeżeli je schłodzimy to cały organizm poczuje ulgę, no i możemy to powtarzać co jakiś czas.

    Mało się odzywam, ale pamiętam w modlitwie o czytelnikach tej strony i naszej Ojczyźnie / może zabrzmiało to zbyt górnolotnie – przepraszam/.

    • Maggie pisze:

      Dansiu, masz rację, podałam kiedyś podobny sposób: zamrozić wodę (w plastikowej butelce) i takim lodem w butece dotykać tętnic na szyji, skroniach, zgięciu przy łokciach i nadgarstkach ALE uważać aby nie przedobrzyć (przeziębić, odmrozić skórę). Wodę kiedy lód się roztopi można wypić (podobno taka „glacjalna” ma lepiej przyswajalną strukturę). Z taką butelką chodziłam do pracy i przemierzałam upalne ulice – podręczno-praktyczna i skuteczna.🙂💕

      • Maggie pisze:

        Danusiu – nie wybiło mi literki, Sorry.

      • Maggie pisze:

        Butelkę wielokrotnie używałam, bo woda butelkowa droga, więc butelkę myłam i wlewałam przegotowaną „kranówkę”. Naprawdę wypróbowany przepis.

        Zimny kompres z wody i ręcznika też pomocny – tak kiedyś pomogłam przeżyć seniorce, bliskiej omdlenia z gorąca. Bolące stawy (artretyzm) były powodem, że unikała klimatyzacji, a wentylator w jej domu .. to było zbyt mało.
        Uwaga! z przegrzania można umrzeć.

        Dygresja
        Niektóre SIERPNIOWE PRZYSŁOWIA:

        Jaki pierwszy, drugi, trzeci, taki cały sierpień leci.

        Jeżeli w sierpniu gorąco będzie, to zima w śniegi długo zasiędzie.

        Na święty Gustaw kopy w polu ustaw.

        Na święty Roch w stodole groch.

  11. Ania pisze:

    Abp Wojda: ciemne siły chcą w miejsce małżeństwa ustanawiać inne związki

    Niektóre ciemne siły chcą doprowadzić, aby w miejsce małżeństwa ustanawiać wszelkie inne związki tylko cywilne lub nieformalne. Te ostatnie na siłę chce się nazywać małżeństwem, pomimo że są wynikiem niezdrowych tendencji moralnych i są zaprzeczeniem sakramentalnego związku małżeńskiego – stwierdził abp Tadeusz Wojda. Metropolita białostocki przewodniczył w czwartek w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu comiesięcznym modlitwom w intencji rodzin i obrony życia poczętego.
    Temat sierpniowego spotkania brzmiał: „Życie każdego człowieka, nawet najkrótsze, nawet najbardziej chorego człowieka – dziecka ma sens! Św. Józefie pomóż nam to odkryć”

    https://ekai.pl/abp-wojda-ciemne-sily-chca-w-miejsce-malzenstwa-ustanawiac-inne-zwiazki/

    • Bernadeta pisze:

      Pamiętajmy dzisiaj w modlitwie o księżach proboszczach z naszych parafii.
      Tych wspaniałych, których znaliśmy przez lata, ale także tych, do których odczuwamy żal. Dzisiaj Kościół wspomina świętego Jana Marię Vianney, patrona proboszczów.
      +++

  12. Helena pisze:

    Ja również jestem w połowie Nowenny Pompejańskiej za mojego nienarodzonego wnuka, u którego stwierdzono choroby, o których pisałam wcześniej, ale mocno wierzę, że dzieciątko urodzi się zdrowe. A Was nadal gorąco proszę – wspomóżcie modlitwą.

  13. Ehmm pisze:

    Hołd dla aborcjonistki w kościele? Świątynia należy do Boga!

    Liturgia i świątynia nie jest prywatną sferą żadnego księdza. Należy to do Boga i Kościoła – przypomina ksiądz Daniel Wachowiak, komentując bulwersującą kwestię odtworzenia w warszawskim kościele rockowego utworu w hołdzie dla zmarłej piosenkarki, znanej z antykościelnych i proaborcyjnych poglądów.

    Przed niedzielną Mszą świętą w kościele pw. błogosławionego Edwarda Detkensa w Lesie Bielańskim ksiądz Wojciech Drozdowicz wraz ze świeckim mężczyzną wykonali muzyczny akompaniament do odtworzonego przez głośniki utworu „Krakowski spleen” grupy Maanam. Miał był to wyraz hołdu dla zmarłej niedawno Olgi Sipowicz (Kory Jackowskiej).

    Wydarzenie poruszyło część wiernych. Profesor Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego wystąpił z upublicznionym listem do warszawskiej kurii archidiecezjalnej. W mocnych słowach spytał o stanowisko wobec incydentu, który określił jako hucpę.

    „(…) Chcę zaznaczyć, że moje pytanie nie dotyczy faktu modlitwy za zmarłą, ale faktu, że osobie, która przez dziesiątki lat publicznie podważała podstawy prawa naturalnego i Doktryny Kościoła oddany został w kościele hołd” – podkreślił w korespondencji adresowanej do kardynała Kazimierza Nycza.

    Naukowiec przypomniał między innymi, iż zmarła celebrytka nie tylko nie kryła się z wieloletnim korzystaniem z narkotyków, lecz także była zadeklarowaną zwolenniczką swobody zabijania dzieci nienarodzonych.

    Do sprawy odniósł się też katolicki duchowny, indagowany o wspomnianą kwestię przez portal DoRzeczy.pl. – Zarówno prezbiterium, jak i czas przygotowania do Eucharystii nie są przestrzeniami oddawania chwały komukolwiek poza Bogiem i świętym w Bogu (…). Liturgia i świątynia nie są prywatną sferą żadnego księdza. Należy to do Boga i Kościoła – podkreślił ksiądz Daniel Wachowiak.

    W rozmowie nie zabrakło wątku poglądów deklarowanych za życia przez Olgę Sipowicz (Jackowską). Jeśli prawdą jest to, co napisał na profilu społecznościowym jej życiowy partner, jeszcze tragiczniejszą od śmierci Kory wiadomością jest ta o odrzuceniu przez umierającą wokalistkę szansy pojednania z Panem Bogiem.

    Read more: http://www.pch24.pl/hold-dla-aborcjonistki-w-kosciele–swiatynia-nalezy-do-boga-,61995,i.html#ixzz5NEeNISk4

    • wobroniewiary pisze:

      Nie podejmuję się oceny jej dorobku artystycznego, nie byłem jej fanem… Pozostawiam to innym.

      Jednak nie sposób nie ocenić jej wypowiedzi i zachowań. Wydaje się, że Kora, tak jak i inni celebryci, była przekonana, że jej wolno więcej.

      Przypomnijmy, że często wypowiadała się i domagała się:
      · prawa dla kobiet w kwestii aborcji i to na każde życzenie;
      · opowiadała się za legalizacją związków jednopłciowych;
      · domagała się legalizacji narkotyków (sama z mini eksperymentowała).

      http://www.fronda.pl/blogi/poznacie-prawde-a-prawda-was-wyzwoli-j-832/swieta-kora,47407.html

      • Maggie pisze:

        i ❗️… odżegnała się od Ostatniego Namaszczenia, jak z dumą podał małżonek. Jest tylko cicha nadzieja (jak pobożne życzenie), że oddając ostatnie tchnienie, jej ciche (w sercu) myśli jednak „powirowały” do Jezusa Miłosiernego … a nie do … Słońca
        Nie lubię, gdy ktoś zamiast talentem stara się: wyróżniać jako czupiradło etc. czy jakimiś „ekscesami”..

        Tuba i dziwne bębnienie … to nie muzyka sakralna ☹️😢 … a jeszcze kiedy przyjrzeć się „tekstom/podtekstom” z bliska… to czar twórczości pryska z takiego „widowiska”

        Jezu,Ty się tym zajmij❣️

  14. Maggie pisze:

    Mam chłodzenie w domu nastawione na +26C (klimatyzacja odciąga wigotność powietrza) i kiedy z dworu wchodzę do domu to w cudowny (!) chłód, tak, że nie chce się nosa wysadzić na zewnątrz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s