Mocne przesłanie widzących z Medjugorie: rozmowa z Ewą Jurasz oraz historia cudownego nawrócenia protestantki

Kim są „widzący” z Medjugorie? Jak zaczęły się objawienia? Co mówiła do nich Matka Boża? Jak wyglądała?

Była to szóstka osób wybrana przez Matkę Bożą do tego wielkiego dzieła, które istnieje do dnia dzisiejszego – mówiła Ewa Jurasz, redaktor naczelna „Echa Medziugorja”
– Widzący mają objawienia do dnia dzisiejszego. Codziennie przychodzi do nich Matka Boża. Nie jest ważne miejsce, ale jest ważny czas – dodawała
– Niemożliwe, żeby człowiek przez tyle lat mógł udawać taką postawę – zaznaczyła
Jak podkreślała, „Matka Boża kończąc orędzia, zawsze dziękuje nam dziękuje, że odpowiadamy na Jej wyzwanie”.
– W jednym z orędzi Matka Boża powiedziała „dość już informacji, potrzebuję waszych modlitw” – podsumowała Ewa Jurasz

******
Teraz i ja rozpoznaję Go w Hostii (Cudowne nawrócenie protestantki)

Minęło już ponad dwadzieścia lat, odkąd po raz pierwszy stanęłam na czerwonej ziemi Medjugorie, leżącego obecnie w Bośni i Hercegowinie. Do miejsca, któremu przypisywano codzienne objawiania się Matki Bożej sześciorgu młodym ludziom, pojechałam nie jako pątniczka, lecz jako sceptycznie nastawiona dziennikarka protestancka.

Nie uwierzyłabym nikomu, kto opowiadałby mi o zjawisku, którego sama tam doświadczyłam. Nie miałam też pojęcia, jakich zmian dokona ono w moim życiu. Przyjechałam do Medjugorie 24 czerwca 1985 roku, to jest po ponad siedemnastu latach od swego wkroczenia w fascynujący – aczkolwiek często cyniczny – świat dziennikarstwa.

Przez te lata pracowałam dla ogólnokrajowych gazet i różnorodnych magazynów – w dziedzinach od tematyki kobiecej i ludzkich zainteresowań po serwisy informacyjne oraz reportaże dochodzeniowe.

Gdyby ktoś mnie zapytał, odpowiedziałabym, że byłam wszędzie i widziałam wszystko – począwszy od zuchwałego, nierzeczywistego świata gwiazd muzyki i filmu, przez spotkanie z matką Teresą z Kalkuty, po prywatną audiencję u papieża Pawła VI w Watykanie (ta ostatnia to prawdziwa sensacja); od historii o wielkiej odwadze człowieka i wspaniałych jego osiągnięciach po te o całkowitym jego upodleniu, wręcz nieludzkie. W większości z nich udało mi się zachować bezstronność i być obiektywną.

Kiedy poproszono mnie o zbadanie wydarzeń w tej nieznanej, rolniczej dolinie, która wchodziła wówczas w skład komunistycznej Jugosławii, nie spodziewałam się, że choć zachowam obiektywizm, to już utrzymaniu przeze mnie dystansu zostanie rzucone wyzwanie, jakiego jeszcze nigdy dotąd nie doświadczyłam.

Fakt, że nie byłam wyznania rzymskokatolickiego, miał dla redaktora serwisu informacyjnego Irish Times, dla którego pracowałam, duże znaczenie w odniesieniu do relacji o objawieniach w Medjugorie. On sam, wychowany w wierze mniejszościowego w Irlandii Kościoła protestanckiego, uważał, że wniosę do powierzonego mi zadania zarówno obiektywizm, jak i sporą dozę realizmu.

Był to pogląd, z którym się w zupełności zgadzałam. Ponadto niewątpliwie interesujący był fakt, że po raz pierwszy ogólnokrajowa gazeta irlandzka miała zamiar zamieścić reportaż o tak zwanych objawieniach, które podobno miały mieć miejsce w tej jugosłowiańskiej miejscowości.

Było niesamowicie gorąco, kiedy o czwartej po południu kierowca samochodu, którym podróżowałam, zatrzymał się przed dwuwieżowym kościołem św. Jakuba w Medjugorie. Wysadzając mnie, obiecał odwieźć mnie później do pobliskiej wioski, gdzie miałam spać.

Moją uwagę przyciągnął najpierw ogromny tłum zgromadzony wokół kościoła. Dowiedziałam się później, że ponad 100 000 ludzi zjechało do doliny, aby świętować czwartą rocznicę objawień „Królowej Pokoju”.

Przedstawiając się kobiecie ułatwiającej anglojęzycznym pielgrzymom pobyt w parafii, poprosiłam ją o zorganizowanie spotkania z „widzącymi” oraz opiekującymi się nimi kapłanami. Z delikatnym uśmiechem przewodniczka odpowiedziała mi, że skoro wieczorna ceremonia zaraz się zacznie, może mogłabym pospacerować sobie dookoła i doświadczyć nieco atmosfery wioski.

Obiecała, że nazajutrz pomoże mi zorganizować wywiady, o które prosiłam. Umówiłam się więc z nią na kolejny dzień i posłuchałam jej rady, przez następną godzinę przechadzając się naokoło świątyni, obserwując wszystko bacznie i robiąc notatki z tego, co zauważyłam.

Tym, czego doznawałam od momentu, kiedy wysiadłam z samochodu i obeszłam teren wokół kościoła, było uczucie całkowitego pokoju, który zdawał się wszechogarniać to zacofane miejsce pomimo zgromadzonych tam tłumów.

Pod drzewami dostrzegłam grupki ludzi rozmawiających z księżmi lub z którymś z brązowohabitowych franciszkanów z kościoła św. Jakuba. Inni siedzieli lub klęczeli, samotnie bądź w małych grupach, modląc się, czytając lub rozmawiając ściszonym głosem w wielu różnych językach.

Cztery lata po pierwszych doniesieniach o objawieniach maryjnych ludzie z prawie każdego zakątka świata zebrali się tutaj, przyciągnięci czymś, co zdawało mi się zupełnie nielogiczne i niewiarygodne.

Krótko po godz. 18 udało mi się znaleźć miejsce stojące z oparciem o prawą, zewnętrzną ścianę kościoła, centralnego punktu dla małych wiosek rozrzuconych po dolinie. Był koniec czerwca, słońce świeciło jasno i mocno. Wieczorne nabożeństwo się rozpoczęło; kościół był wypełniony do granic możliwości, tak że tłum ludzi wylewał się z obu jego bocznych wyjść oraz przez wyjście frontowe i rozciągał się aż do pobliskich drzew.

Głośniki transmitowały nabożeństwo w lokalnym języku chorwackim dla zgromadzonych na zewnątrz wiernych. Dopiero następnego dnia odkryłam, że odmawiano różaniec. Nie zdawałam sobie też sprawy z tego, że to, czego doświadczyłam wkrótce potem, zbiegło się w czasie z chwilą codziennego objawienia.

Wszystko, co wiedziałam, to to, że atmosfera wokół jest pełna pokoju, że kierowca nie wróci wcześniej niż za kilka godzin – i że mogę nawet trochę się opalić, jeśli zwrócę twarz w stronę zachodzącego słońca, tak mocno jeszcze świecącego ponad drzewami posadzonymi naprzeciw kościoła.

Stałam zatopiona w cieple i we własnych myślach o tym, z kim mogłabym jutro przeprowadzić wywiad rozpoczynający moje dochodzenie w sprawie dziwacznych twierdzeń o objawieniach, gdy nagle moją uwagę zwróciły dziecięce głosy, głośno i natarczywie przywołujące swoich rodziców.

Rozglądając się wokół, aby zobaczyć, co przestraszyło dzieci, zdałam sobie sprawę, że wskazują one na niebo przede mną. Podniosłam rękę, aby osłonić oczy przed słońcem, i skierowałam się w stronę wskazywaną przez nie palcami – i na krótki moment nie uwierzyłam własnym oczom. Zamknęłam je i spojrzałam ponownie po chwili, widząc dokładnie tę samą rzecz: na wprost mnie, na niebie, słońce wirowało niczym ogromny bąk.

W miarę jak patrzyłam, spod słońca zaczęły wypływać strumieniami kolory – czerwony, zielony, żółty i niebieski – okrążając je pojedynczo, a ono samo przez cały czas wirowało. Następnie środek słońca poczerwieniał, a potem przybrał kolor czarny i powrócił do normalnej jasności. Nieco z prawej strony nad nim ujrzałam coś, co wydawało się powstającymi z białych obłoczków literami.

W miarę patrzenia na niebie, ponad tańczącym słońcem, pojawiło się słowo „Peace” (pokój) – po angielsku, ale napisane jakby celtyckimi literami, zupełnie takimi samymi jak w starej irlandzkiej Księdze z Kells, przepisywanej ręcznie przez mnichów wiele stuleci temu.

Wydaje się, że zjawisko to trwało 20 do 30 sekund – chociaż, jeśli mam być szczera, to nie sprawdzałam czasu – potem słowo zniknęło, a słońce nadal wirowało i tańczyło. Od czasu do czasu odrywałam wzrok od tego niesamowitego widoku, żeby popatrzeć na reakcje innych.

Zaledwie parę sekund po tym, jak rozpoczęło się widowisko, zdałam sobie sprawę z tego, że nie muszę przysłaniać oczu, ale mogę patrzeć prosto na słońce – co w innych okolicznościach byłoby fizycznie niemożliwe.

Większość ludzi zebranych wokół mnie również patrzyła szeroko otwartymi oczami na niebo i wydawało się, że wszyscy oni  doświadczają tego samego nadzwyczajnego zjawiska. W pewnym momencie, kiedy się tak wpatrywałam w niebo, obserwując zjawisko, które trwało około 35 minut, wydawało się, że kręcące się słońce wraz z wirującymi wokół niego kolorami odrywa się od nieba i pospiesznie kieruje się na nas.

Wokoło słyszałam okrzyki strachu pomieszane z wypełnionymi przerażeniem modlitwami, a jasność słoneczna zbliżała się coraz bardziej – aż w końcu widziałam jedynie złote światło. Co dziwne, zdałam sobie sprawę z tego, że nie odczuwałam strachu, gdy światło się zatrzymało i później wycofało się z powrotem na niebo, gdzie słońce kontynuowało wirowanie.

Wkrótce potem nastąpiła ta część tego osobliwego zjawiska, która wywarła faktyczny i długotrwały efekt na moje życie. Otóż gdy się tak wpatrywałam w słońce, zobaczyłam coś, co wydawało się tryskającą z niego fontanną światła. Podobnie jak w przypadku wodnej fontanny tam, gdzie fontanna światła osiągała swój najwyższy punkt, rozdzielało się ono i ku memu najwyższemu zdumieniu ukazała się w tym miejscu postać z rozwartymi ramionami.

Była ona tak jasna i świecąca, że nigdy nie będę w stanie opisać jej ubioru, ale rozpoznałam ją natychmiast, pomimo swego wieloletniego braku zainteresowania sprawami religijnymi: był to zmartwychwstały Chrystus. Świetlista postać była tak wyraźna, że mogłam dostrzec nawet rękawy, które zwisały jej z nadgarstków, spadając w dół aż po skraj szaty, gdzie dotykały jej stóp. Starałam się, jak mogłam, lecz nie udawało mi się dostrzec rysów jasno promieniejącej twarzy Chrystusa, chociaż wiedziałam, że była tam, otoczona włosami spadającymi do ramion. Ludzie stojący w pobliżu trącali mnie w ramię, pytając:

„Widzi pani hostię wyłaniającą się ze słońca?”.

Nie wiedząc, co to jest hostia, odpowiadałam niezmiennie:

„Nie, ale czy widzi pan/pani postać wychodzącą ze słońca?”.

Dziewięciokrotnie postać owa znikała, aby niemal natychmiast powrócić, zawsze poprzedzona fontanną światła. Przypominam sobie, że w pewnym momencie trzymałam swoją rękę przed twarzą – a mimo to cały czas widziałam ową sylwetkę, jakby mojej ręki tam w ogóle nie było!

Stojąc tak w miejscu i wpatrując się w niebo, zdałam sobie sprawę, że łzy płyną mi z oczu i że jedyną myślą wypełniającą mój umysł jest to, iż stoję w obecności Boga.

Później, gdy słońce powróciło już do swej naturalnej i nieruchomej pozycji na niebie, rozmawiałam z około trzydziestoma osobami, stojącymi koło mnie, pytając o ich doświadczenia, ale nie wspominając o swoim własnym.

Doświadczenia wielu z nich były podobne do mojego – ludzie ci widzieli wirujące słońce, kolory owijające się wokół niego i większość z nich była również świadkami tego niewytłumaczalnego pędu słońca w kierunku ziemi. Niektórzy twierdzili ponadto, że w samym centrum jasności widzieli postać kobiety z dzieckiem na ręku, inni – że widzieli krzyż. Nikt nie widział słowa „Pokój”.

Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że nikt nie wspomniał o świetlistej postaci, której pojawiania się byłam wielokrotnym świadkiem. Dopiero po powrocie do domu mój mąż, człowiek głębokiej wiary wyznania rzymskokatolickiego, który jednak nie był nigdy w stanie zachwiać moją wiarą protestancką, powiedział mi spokojnie, lecz z całkowitą pewnością:

„Nie rozumiesz, co się stało? Inni widzieli zbliżającą się hostię i rozpoznali w niej Jezusa. Ty widziałaś ciało, bo nie znałaś pojęcia hostii”.

Było to spostrzeżenie, które w przyszłym czasie miało całkowicie odmienić moje życie.

Jednakże w ciągu następnych dni odłożyłam na bok to swoje doświadczenie i zabrałam się do ustalania tego, z kim z widzących, kapłanów oraz innych ludzi mogłabym się tu spotkać.

Spodziewałam się, planując swoją podróż, zastać tutaj jakąś maryjną propagandę, jednak zamiast tego odkryłam ewangeliczne wezwanie. Sześć młodych osób relacjonowało, że Dziewica mówi:

„Powróćcie do mojego Syna, nawróćcie się, spowiadajcie się, módlcie się, pośćcie, zmieńcie swoje życie!”.

Było to wezwanie Matki, które wydawało się znajdować płynący z głębi serca oddźwięk w niemal każdej osobie, która odwiedzała tę dolinę.

Kilka dni po przybyciu do Medjugorie zostałam przedstawiona kapłanowi, którego widziałam wcześniej, gdy modlił się nad ludźmi. Byłam zdecydowana omijać go z daleka, gdyż jego zachowanie wydawało mi się nienormalne – nigdy nie widziałam podobnych rzeczy. Jednakże moja anglojęzyczna przewodniczka poznała nas ze sobą i ku swemu przerażeniu usłyszałam, jak zwraca się do owego księdza:

„Ojcze, czy mógłbyś pomodlić się z Heather?”.

Zanim się w ogóle zorientowałam, co się dzieje, już siedziałam na dużym kamieniu, niedaleko kościoła, a ów kapłan położył ręce na mojej głowie i począł wzywać Ducha Świętego. Modlił się za moje życie, moją rodzinę i moją pracę dziennikarską. Prosił Ducha Świętego, aby mnie prowadził.

Powiedział mi również, że podczas modlitwy ujrzał dla mnie dwie drogi prowadzące z Medjugorie. Jedna była tą, którą przyjechałam do doliny – i będę mogła nią powrócić, jeśli będę chciała. A po chwili dodał, że Pan Bóg otwiera dla mnie inną drogę i że jeśli ją wybiorę – On zmieni moje życie na zawsze. Stwierdził, że Bóg chce mi coś powiedzieć i że gdy się pomodlę i otworzę Biblię, On do mnie przemówi. Pomyślałam wtedy właśnie tak:

„Dlaczego i jak Bóg chce do mnie mówić – skoro ignorowałam Jego istnienie przez tak wiele lat?”…

W nocy poprzedzającej mój wyjazd z Medjugorie mój umysł był pełen tego, czego doświadczyłam w ostatnich dniach. Uznałam, że zostałam postawiona twarzą w twarz z rzeczywistością Bożego istnienia.

„Co ja teraz z tym zrobię?”

– to pytanie nie dawało mi spokoju. Przypominając sobie, że kapłan polecił mi się modlić, uklękłam przy łóżku.

„Ale jak i o co się modlić po tak wielu latach?”

– zastanawiałam się.

I wówczas przypomniałam sobie, że jeden z pielgrzymów, stojący przede mną podczas porannej Mszy odprawianej w języku angielskim (w której uczestniczyłam głównie ze względów zawodowych), niespodziewanie odwrócił się do mnie i podał mi kartkę papieru. Była na niej wypisana modlitwa. Włożyłam tę kartkę do kieszeni z zamiarem wyrzucenia jej do pierwszego napotkanego kosza na śmieci. Teraz jednak wyciągnęłam ją z kieszeni, rozwinęłam i zaczęłam czytać.

Była tam modlitwa do Ducha Świętego, zapraszająca Go do mojego życia, aby je zmienił i uzdrowił oraz aby odtąd mnie prowadził. W miarę czytania coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że oczy mam pełne łez – a potem przypomniałam sobie, że ów niedawno poznany ksiądz mówił mi, iż Bóg ma dla mnie wiadomość i że jeżeli otworzę Biblię, On sam będzie do mnie mówił.

Co bardzo dziwne – kiedy dzień przed wyjazdem pakowałam swoje rzeczy, w ostatnim momencie wrzuciłam do walizki Biblię. Dlaczego? Nie miałam pojęcia. Być może dlatego, że jechałam do tak zwanego miejsca religijnego i mogłam potrzebować broni, aby odrzucić twierdzenia, z jakimi mogłam się tam spotkać.

Teraz podniosłam się z klęczek i wyciągnęłam z walizki tę Biblię. Dostałam ją w prezencie na swoje 21. urodziny – od ciotki, która była misjonarką w Kenii. Otwierałam ją dotychczas tylko wtedy, kiedy szukałam odpowiednich słów, które mogłabym dodać małą czcionką na końcu zamieszczanego w dzienniku anonsu o śmierci członka rodziny.

W tamtej chwili, pamiętając słowa modlącego się nade mną kapłana i nie wiedząc, co robić ani w jaki sposób Bóg będzie do mnie mówić, otworzyłam ją w przypadkowym miejscu. Biblia nie była prawie używana i mogłam ją otworzyć gdziekolwiek. Jednakże gdy spojrzałam na tekst, moje oczy natychmiast powędrowały do grupy wersetów, które zaczęłam czytać.

Był to urywek z Ewangelii wg św. Jana, w którym Jezus mówił do swoich uczniów o chlebie życia:

„Jeśli nie będziecie jeść Ciała Syna Człowieczego ani pić Jego Krwi, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem”.

Dotychczas, podobnie jak niektórzy z uczniów, całkowicie odrzucałam w wyznaniu katolickim rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii. Teraz jednak, w ciszy tego pokoiku w tak dalekim kraju, uczucie głębokiego pokoju wstąpiło do mojego serca i usłyszałam samą siebie, jak mówię Jezusowi:

„Wiesz, Panie Jezu, że jest to dla mnie podstawowa przeszkoda w uznaniu wiary katolickiej. Lecz jeżeli chcesz, daj mi łaskę, abym mogła to pojąć i zaakceptować”.

Dopiero tydzień po swym powrocie do domu zebrałam się na odwagę, aby opisać to, co zaobserwowałam w Medjugorie – ale nawet wtedy nie potrafiłam się przemóc, aby opowiedzieć coś z bardziej osobistych szczegółów. I po wynikłym w ten sposób rozgłosie – nie tylko w dzienniku, w którym pracowałam, ale również w mediach – mógł to być koniec tej historii. Jednak mimo że się starałam, jak mogłam, nie udawało mi się zignorować tego, czego doświadczyłam.

Od tamtej pory zaczęłam uczestniczyć z rodziną we Mszy Świętej. Potem dołączyłam do lokalnej grupy modlitewnej, w której głęboka wiara i prawość napełnionego Duchem Świętym kapłana jeszcze bardziej dotknęły mojego serca.

Wszystko to spowodowało, że zaczęłam wierzyć w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii oraz w moc uzdrawiającego wpływu Eucharystii na nasze życie. Jednocześnie coraz bardziej pragnęłam wstąpić do Kościoła katolickiego i doświadczać radości tego wielkiego daru eucharystycznej obecności Jezusa w moim życiu. Ale decyzja o odwróceniu się plecami od pełnego wiary Kościoła, w którym się wychowałam, oraz od swojej rodziny, którą bym mocno tym zraniła, nie była dla mnie łatwa do podjęcia. Modliłam się więc i cierpiałam.

W końcu pewnego dnia, kiedy wraz z grupą osób ze swojej parafii udałam się na nocne czuwanie do bazyliki w Knock – miejscowości w zachodniej Irlandii, gdzie Matka Boża przeszło sto lat temu ukazała się grupie wieśniaków i objawienie to zostało uznane przez Watykan – uczyniłam to, co powinnam zrobić dużo wcześniej. Złożyłam mianowicie cały problem w ręce Jezusa i Jego Matki Maryi oraz poprosiłam Ich, aby wskazali mi dalszą drogę.

Tej nocy w bazylice była również obecna siostra Briege McKenna, osoba obdarzona szczególnymi darami oraz specjalną posługą dla kapłanów, która wygłaszała tam konferencję. Mówiła z pasją o prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii oraz o uzdrawiającej mocy Eucharystii w naszym życiu.

Wszystko, co mówiła s. Briege, było zgodne z tym, w co zaczęłam już wierzyć swym sercem – ale nie miałam odwagi na dalsze działania. Przez łzy, w miarę jak słuchałam, Bóg udzielił mi odwagi do podjęcia decyzji.

Wróciłam do domu i rozpoczęłam przygotowania do przyjęcia wiary rzymskokatolickiej. W dniu 8 grudnia 1988 roku – w święto Niepokalanego Poczęcia i zarazem w trzy i pół roku po swojej pierwszej podróży do Medjugorie w zamiarze napisania demaskującego artykułu o wydarzeniach, do których miało tam dojść – zostałam przyjęta do Kościoła powszechnego

Pełna wiara, do której doszłam, w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii stała się fundamentem, na którym zbudowałam swoje nowe życie. Teraz i ja rozpoznaję Go w Hostii – zupełnie tak samo, jak owego czerwcowego wieczoru rozpoznały Go osoby zgromadzone wokół mnie w tym tak błogosławionym miejscu nazywanym Medjugorie.

Heather Parsons, Irlandia
tłum. Iwona Wytrzyszczak

Objawiając się w Fatimie i w Medjugorie, Matka Boża przypomina nam, że największym nieszczęściem dla człowieka jest grzech i trwanie w grzechu, gdyż taka postawa może doprowadzić go do zguby wiecznej. Dlatego z czułością matki pro­si każdą i każdego z nas o włą­cze­nie się w dzie­ło ratowania siebie, swoich naj­bliż­szych, Pol­ski, Europy i świa­ta.

Wie­my, że tyl­ko miłość Chry­stu­sa może prze­zwy­cię­żyć całą gro­zę zła, które cią­ży nad nami i nad całą ludz­ko­ścią. Chrystus po­trze­bu­je jed­nak na­szej zgody, aby mógł dzia­łać przez nas i docierać swo­ją mi­ło­ścią do naj­więk­szych grzesz­ni­ków.

Je­ste­śmy więc we­zwa­ni do zjednoczenia się z Nie­po­ka­la­nym Ser­cem Matki Naj­święt­szej, aby nas uczyła ży­wej wiary i ufności, która ma się wy­ra­zić:

1. W odwróceniu się od grze­chu oraz ży­ciu zgodnie z zasadami mo­ral­ny­mi i na­uką Kościoła katolickiego.

2. W co­dzien­nej mo­dli­twie, na którą po­wi­nien skła­dać się między innymi różaniec i czytanie Pi­sma św.

3. W praktyce pierw­szych piąt­ków i sobót mie­sią­ca w intencji wy­na­gro­dze­nia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Nie­po­ka­la­ne­mu Ser­cu Mat­ki Bo­żej za grze­chy wła­sne i świa­ta.

4. W comiesięcznej spo­wie­dzi i jak naj­częst­szym przyj­mo­wa­niu Je­zu­sa w Eu­cha­ry­stii, a także, je­że­li to jest moż­li­we, po­ście o chle­bie i wo­dzie w środy i piątki. „Zanim nadejdzie czas sprawiedliwości, daję ludzkości czas miłosierdzia” – mówi do nas Pan Jezus poprzez św. Faustynę. Dobrze wykorzystajmy ten czas.
Za: milujciesie.org.pl

A może ktoś z Czytelników chce pojechać na pielgrzymkę do Medjugorje na Festiwal Młodych bądź w sierpniu?
1) 30-07-08-08-2018-medjugorje
2) http://piotrtravel.pl/2018-2/18-26-08-2018-medjugorie/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Mocne przesłanie widzących z Medjugorie: rozmowa z Ewą Jurasz oraz historia cudownego nawrócenia protestantki

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. wobroniewiary pisze:

    Dzień 3. nowenny do św. Piotra i Pawła

    Święci Apostołowie Pawle i Piotrze, uproście mi żywą wiarę, nadzieję mocną i miłość doskonałą, zaparcie się samego siebie, cierpliwość w przeciwnościach, gorliwość w modlitwie i wypełnianiu obowiązków, czystość serca, oddanie się woli Bożej i dotrwanie w Jego łasce aż do śmierci.

    Ojcze nasz…
    Zdrowaś Maryjo…

    Uwielbiam Cię, Jezu, za łaskę pokory, którą obdarzyłeś Apostołów Piotra i Pawła, którzy przez całkowitą otwartość na moc przemieniającą i łzy pokuty oddali Tobie swoje życie. Gorąco błagam za wszystkich wielkich tego świata, by zrozumieli, że Ty jesteś Panem wszelkiej wielkości.

    Chwała Ojcu…

    Święci Apostołowie Piotrze i Pawle, módlcie się za nami.

  3. wobroniewiary pisze:

    Nowenna do Najdroższej Krwi Chrystusa przed uroczystością Krwi Chrystusa, 1 lip­ca
    (odma­wia się przez 9 dni w połą­cze­niu z inną modli­twą do Krwi Chry­stusa np. lita­nią do Krwi Chry­stusa).

    Panie Jezu Chryste,kiedy w czter­dzie­ści dni po swo­im zmar­twych­wsta­niu wra­ca­łeś do Ojca, kaza­łeś swo­im uczniom, razem zgro­ma­dzo­nym, ocze­ki­wać na zesła­nie Ducha Świę­tego. Przez dzie­więć dni trwa­li na modli­twie, aby otrzy­mać dar ponad wszyst­kie dary, aby stać się praw­dzi­wymi Apo­sto­łami. Ufa­jąc, że i nam dzi­siaj udzie­lisz swo­ich darów i bło­go­sła­wień­stwa, pro­simy Cię:

    Oświeć nasz rozum i oczyść ser­ce, aby­śmy dobrze umie­li się modlić. Jak Apo­sto­łom, udziel i nam łaski trwa­nia na modli­twie wraz z Maryją. Ona jest prze­cież Słu­żeb­nicą Pań­ską i „Wszech­mocą bła­ga­ją­cą”.

    Panie, Ty powie­dzia­łeś: „pro­ście, a będzie wam dane; szu­kaj­cie, a znaj­dzie­cie; kołacz­cie, a otwo­rzą wam”. Zachę­ceni Twoim sło­wem, przy­cho­dzimy dzi­siaj do Cie­bie, aby z ufno­ścią przed­sta­wić ci nasze proś­by.

    (chwi­la ciszy)

    Jezu, ufa­my Two­jej miło­ści i Two­jemu miło­sier­dziu, któ­re oka­za­łeś nam przez swo­ją naj­droż­szą Krew. Zawsze z cier­pli­wo­ścią pochy­la­łeś się nad bied­nymi i cho­rymi, nad wzgar­dzo­nymi i grzesz­ni­kami. Jak otar­łeś łzy wdo­wy z Nain, wysłu­cha­łeś proś­by set­nika i nagro­dzi­łeś ufność Marty, tak i nas obdarz rado­ścią dozna­nej od Cie­bie pomo­cy.

    Lecz jeśli nasze pra­gnie­nia nie są zgod­ne z Twoją wolą, umoc­nij naszą wia­rę. Z Tobą chce­my mówić: „Ojcze, nie moja, lecz Twoja wola niech się sta­nie”. Wzbudź w nas ufność, ze Twoje pla­ny wzglę­dem nas są naj­lep­sze, choć nie zawsze je rozu­mie­my.

    Dziękujemy Ci już teraz za to w wszystko, co dla nas przygotowywałeś, bo Ty jesteś Miłością, i wszyst­ko, co nam dajesz albo na nas dopusz­czasz, słu­ży nam dla nasze­go uświę­ce­nia.
    Amen.

    Modlitwa o uzdrowienie z choroby za wstawiennictwem św. Kaspra
    Święty Kasprze, największy Apostole Krwi Chrystusa, za Twoim wstawiennictwem wdowa, Urszula Bono, została uzdrowiona z choroby raka złośliwego. Prosimy Cię, abyś i dziś wstawiał się za tymi, którzy chorują na wszelkiego rodzaju choroby nowotworowe i abyś wypraszał im łaskę całkowitego uzdrowienia, aby mogli dalej żyć w zdrowiu duszy i ciała, na chwałę Boga i w służbie swoim bliźnim. A tym, którzy jeszcze będą cierpieć z powodu tej ciężkiej choroby, daj siłę do przyjęcia tego krzyża w duchu pokory i zadośćuczynienia oraz wytrwanie w łasce Bożej i w codziennym ofiarowywaniu swoich cierpień Bogu Ojcu, razem z Krwią Jezusa, ku pożytkowi wiernych i wsparciu zbawczej misji całego Kościoła Chrystusowego. Amen.

    Litania do Krwi Chrystusa

    Kyrie ele­ison, Chryste ele­ison, Kyrie ele­ison.
    Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłu­chaj nas.
    Ojcze z nie­ba, Boże, zmi­łuj się nad nami.
    Synu Odkupicielu świa­ta, Boże,
    Duchu Święty, Boże,
    Święta Trójco, Jedyny Boże,
    Krwi Chrystusa, Jednorodzonego Syna Ojca
    Przedwiecznego, wybaw nas!
    Krwi Chrystusa, wcie­lo­ne­go Słowa Bożego,
    Krwi Chrystusa nowe­go i wiecz­ne­go Przymierza,
    Krwi Chrystusa, przy kona­niu w Ogrójcu
    spły­wa­ją­ca na zie­mię,
    Krwi Chrystusa, try­ska­ją­ca przy biczo­wa­niu,
    Krwi Chrystusa, bro­czą­ca spod cier­nio­wej koro­ny,
    Krwi Chrystusa, prze­la­na na krzy­żu,
    Krwi Chrystusa, zapła­to nasze­go zba­wie­nia.
    Krwi Chrystusa, bez któ­rej nie ma prze­ba­cze­nia,
    Krwi Chrystusa, któ­ra w Eucharystii poisz i oczysz­czasz dusze,
    Krwi Chrystusa, zdro­ju miło­sier­dzia.
    Krwi Chrystusa, zwy­cię­ża­ją­ca złe duchy,
    Krwi Chrystusa, męstwo Męczenników,
    Krwi Chrystusa, mocy Wyznawców,
    Krwi Chrystusa, rodzą­ca Dziewice,
    Krwi Chrystusa, osto­jo zagro­żo­nych,
    Krwi Chrystusa, ochło­do pra­cu­ją­cych,
    Krwi Chrystusa, pocie­cho pła­czą­cych,
    Krwi Chrystusa, nadzie­jo poku­tu­ją­cych,
    Krwi Chrystusa, otu­cho umie­ra­ją­cych,
    Krwi Chrystusa, poko­ju i sło­dy­czy serc naszych,
    Krwi Chrystusa, zadat­ku życia wiecz­ne­go,
    Krwi Chrystusa, wyba­wie­nie dusz z otchła­ni czyść­co­wej,
    Krwi Chrystusa, wszel­kiej chwa­ły i czci naj­god­niej­sza,

    Baranku Boży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta,
    prze­puść nam, Panie.
    Baranku Boży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta,
    wysłu­chaj nas, Panie.
    Baranku Boży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta,
    zmi­łuj się nad nami.

    K: Odkupiłeś nas, Panie, Krwią swo­ją.
    W: I uczy­ni­łeś nas Królestwem Boga nasze­go.

    Módlmy się: Wszechmogący wiecz­ny Boże, któ­ryś Jednorodzonego Syna swe­go usta­no­wił Odkupicielem świa­ta i Krwią Jego dał się prze­bła­gać, daj nam, pro­si­my, god­nie czcić zapła­tę nasze­go zba­wie­nia i dzię­ki niej dozna­wać obro­ny od zła docze­sne­go na zie­mi, aby­śmy rado­wa­li się wie­ku­istym szczę­ściem w nie­bie. Przez tegoż Chrystusa, Pana nasze­go. Amen.

    Dziękczynienie za przelanie Krwi Przenajdroższej

    Panie, uzdro­wi­łeś dzie­się­ciu trę­do­wa­tych, ale tyl­ko jeden wró­cił, aby Ci podzię­ko­wać. „Gdzież jest dzie­wię­ciu pozo­sta­łych?” – zapy­ta­łeś, bole­jąc nad nie­wdzięcz­no­ścią uzdro­wio­nych. My tak­że czę­sto zapo­mi­na­my o wdzięcz­no­ści. Przyjmujemy cza­sa­mi nawet odku­pie­nie przez Twoją Najdroższą Krew, tak jak­byś był nam je winien. Przepraszamy za to i pro­si­my, przyj­mij tę modli­twę jako wyraz wdzięcz­no­ści i dobrej woli.

    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś przy obrze­za­niu, pod­da­jąc się Prawu Mojżeszowemu. Twoje posłu­szeń­stwo było poku­tą za nasz brak goto­wo­ści do przy­ję­cia Woli Ojca.

    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś na Górze Oliwnej. Nie chcia­łeś pomo­cy dwu­na­stu legio­nów anio­łów, lecz się­gną­łeś po kie­lich cier­pie­nia. Twój kie­lich gory­czy stał się dla nas kie­li­chem zba­wie­nia.

    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś przy biczo­wa­niu. Nie chcia­łeś żad­nych wzglę­dów, mia­łeś za to wzgląd na nas. Poprzez bicz, któ­ry ranił Ciebie, my zosta­li­śmy odku­pie­ni.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś przy koro­no­wa­niu cier­niem. Byłeś praw­dzi­wym Królem, ale wybra­łeś koro­nę cier­nio­wą, aby­śmy mogli kró­lo­wać z Tobą. Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś na dro­dze krzy­żo­wej. Na niej wyba­wi­łeś nas od błęd­nej dro­gi naszych grze­chów.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś na krzy­żu. Nie wie­dzia­łeś, co to grzech, a sta­łeś się „grze­chem”, aby­śmy otrzy­ma­li życie wiecz­ne.
    Dziękujemy Ci, Jezu, za Krew, któ­rą prze­la­łeś przy otwar­ciu Twego boku. Ubogi do nas przy­sze­dłeś i krwa­wiąc nas opu­ści­łeś, ale my sta­li­śmy się boga­ci dzię­ki Twej miło­ści. Amen.

    http://www.sanktuarium.cpps.pl/czestochowa/wydarzenie/nowenna-krwi-chrystusa

  4. pestka pisze:

    Tego chcą i do tego dążą wrogowie Kościoła, wrogowie Boga i praw jego. To wiemy.

    Gdzie zaś jesteśmy my, którzy milczeniem, zgodą, wyznawniem politycznej poprawności „nie osądzajmy”, zabijamy prawdę, niszczmy Boski porządek rzeczy? Czy jesteśmy jak groby pobielane?

    Jest czas, by temu złu powodzieć nie, także w Polce, wszędzie tam, gdzie być może teraz zaczyna się to niewinnie podczas mszy św, od śpiewów, tańców i podskoków, od zgiełku i hałasu instrumentów muzycznych, podczas kiedy Bóg przemawia do nas w ciszy.

    Kto ma odwagę powiedzieć NON POSSUMUS właśnie dziś?

    • tu MariaPietrzak pisze:

      To tez mocne przeslanie … z Domu Ojca uczyniono jaskinie zbojcow !
      Tylko bicza brak w reku Straznika Bozego , Panu podobnego, gorliwościa o Dom Ojca przejetego !!

  5. tu MariaPietrzak pisze:

    W tej wlasnie ksiazce Pietro Zorza , przypomnienie … “Matka Boza powiedziala do Marii: Jak ja ciebie kocham, tak kochaj wszystkich“.
    Pomyslalam … to niemozliwe .
    Ale, jesli miloscia jest pragnac dobra dla drugiej osoby, przede wszystkim takiego zycia, ktore prowadzi do Nieba, a bronić ją przed zlem, to mysle, ze wszyscy kochamy wszystkich!
    Od maluchow nienarodzonych po starcow o niepewnym jutrze.
    Najtrudniej kochac tych, co broja i Boga sie nie boją. Ale tu miloscia bedzie upominanie z miloscia
    (rowniez po to , by nie zaciagnac grzechu cudzego)
    oraz wsparcie modlitewne.
    O tym wparciu modlitewnym … »Modlcie sie za niewierzacych. Beda oni wyrywac swe wlosy z glowy, przeklinajac swe minione zycie, zycie bez Boga …. »
    Niewierzacy sa moimi dziecmi, cierpie za nich, oni nie wiedza, co ich czeka.
    …. Jesli modlicie sie sercem, lod w w waszych braciach topnieje” …

    Zbliza sie kolejna rocznica objawien i zbliza sie data objawienia tajemnic … o ktorych …
    ……………………..
    „Wszystkie tajemnice, które wam przekazałam, urzeczywistnią się, pojawi się także widzialny znak.
    Ale nie oczekujcie tego znaku tylko ze względu na waszą ciekawość.
    Czas przed ukazaniem się widzialnego znaku jest czasem łaski dla wierzących.
    Dlatego nawracajcie się i pogłębiajcie waszą wiarę!
    Kiedy ukaże się ten znak, dla wielu będzie już za późno” (orędzie z 23 grudnia 1983 roku).

    ……………..Swiadomosc tego …. pot sie z czola leje!
    Przeciez to przedsionek piekla!
    Jak ogromna rzesza don zstepuje… bo swiat sie nie nawraca , wręcz przeciwnie , już otwartym buntem wobec Boga, w czelusci zstępuje!
    Matka Boza robi co moze, ale… jak mowi, niewielu Jej slucha i braci ratuje!

    • tu MariaPietrzak pisze:

      Przeslanie Matki Boga i zakryte jeszcze Tajemnice, nawiazują do slow Syna skierowanych do Alicji Lenczewskiej ;
      śr. 14 V 86, g. 23.30.
      + Nadchodzą dni, w których nie będzie innej możliwości, jak być ze Mną i wypełniać Moją wolę, albo być z szatanem i walczyć przeciwko Mnie. Ufność rozstrzygać będzie, gdzie kto się znajdzie – po czyjej stronie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s