O posłudze charyzmatycznej nie mocą Ducha Świętego

Wspomniał ksiądz o nakładaniu rąk na głowę… Przecież to jest gest kapłański, którego świeccy w odniesieniu do obcych sobie ludzi w ogóle nie powinni wykonywać.
Błogosławić można zawsze i każdego, ale ręce nakładać mogą tylko ojciec i matka na swoje dzieci, mąż i żona na siebie nawzajem. W innych sytuacjach jest to gest zarezerwowany dla biskupów i kapłanów, ponieważ niesie on w sobie samego Boga poprzez moc sakramentu kapłaństwa. W trakcie święceń kapłańskich biskup nakłada ręce na przyszłego kapłana. Także w każdym rycie inicjacyjnym dokonuje się nałożenie rąk. Błogosławieństwo kapłańskie ma wielką moc, nawet anioł z niebo nie ma takiej mocy.

Fragmenty wywiadu-rzeki Tomasza Terlikowskiego z ks. Piotrem Glasem pochodzącego z książki „Dekalog. Prawdziwa droga w czasach zamętu”.

Poszukiwanie szczególnych darów, charyzmatów też może być bałwochwalstwem?
Ks. Piotr Glas: Niestety tak. Znam człowieka, bardzo pobożnego, który nie chciał być tylko szeregowym wiernym z ławki kościelnej, chciał służyć, posługiwać, chciał być zaangażowany. Modlił się cały czas o to, aby Bóg dał mu charyzmat uzdrawiania. „Panie Boże, daj mi charyzmat uzdrawiania, chcę pomagać ludziom, chcę kłaść ręce na chorych”. Efekt był taki, że podczas pielgrzymki do Lourdes ów mężczyzna dar otrzymał. Tylko że ten dar pochodził nie od Boga, ale od diabła. Pragnienie tego człowieka było bowiem motywowane pychą. On nie chciał być jak wszyscy, chciał być lepszy, a pychy diabeł nigdy nie przepuści. Szczególnie że temu człowiekowi od pewnego momentu było już wszystko jedno, kto mu ów dar ofiaruje. Jeśli Bóg nie może, to niech go da kto inny, byle tylko on mógł wreszcie uzdrawiać. I rzeczywiście uzdrawiał, na spotkania przychodziły tłumy, a że wszystko zaczęło się w świętym miejscu, ludzie walili do niego drzwiami i oknami. Po jakichś trzech latach okazało się, że wielu z tych uzdrowionych ludzi zaczęło mieć duże problemy ze sobą, a sam lider jest pod silnym wpływem sił ciemności. Szatan wszedł w niego za sprawą owego niezdrowego pragnienia, które wcale nie pochodziło od Boga, ale od samego człowieka. Spotkałem takich ludzi, wielu z nich było w rozmaitych wspólnotach, wielu wręcz pchało się do grup posługujących i proponowało, że też mogą posługiwać, uzdrawiać, rozeznawać. Ja w takiej sytuacji zawsze zalecam ostrożność, bo niestety sporo takich osób wcześniej próbowało okultyzmu, było zafascynowanych specjalnymi mocami i kontrolą nad ludźmi.

To znaczy?
To znaczy, że im chodzi o to, by mieć widzenia, moc przepowiadania, rozpoznawania, ingerowania w życie innych, władzę. Tak, Tolkien miał rację, pierścień władzy ma zaiste wielką moc! Dotyczy to nawet ludzi, którzy szczerze się nawrócili. Oni nadal chcą być w centrum, chcą działać, i nawet mają wrażenie, że robią to w Duchu Świętym, ale niestety nie zawsze tak jest. Mówiła mi o tym pewna mistyczka. Radziła, by zwracać uwagę na ludzi, którzy koniecznie chcą sprawować posługi publiczne. Im nie chodzi o to, by się modlić na różańcu gdzieś na zapleczu. Oni chcą być widoczni jako posługujący z mocą. To oni mają głosić, oni mają mieć ręce, które leczą, i tak dalej. Takich ludzi trzeba natychmiast eliminować z posługiwania. Biada wspólnocie, jeżeli szybko tego nie rozpozna. Tak zakończyło się życie wielu wspólnot na Zachodzie, dzisiaj wiele z nich jest już poza Kościołem katolickim.

Im bardziej ktoś chce darów, tym bardziej powinniśmy go sprawdzać?
Ludzie, którzy otrzymują prawdziwy, głęboki dar od Boga, nie proszą o niego, a później często wstydzą się nim posługiwać, nie lubią być na świeczniku, nie pchają się do pierwszego rzędu, nie chcą być w prezbiterium. Ojciec Pio nie obnosił się ze swoimi stygmatami, nie opowiadał: „Zobaczcie, jak mi one krwawią”, on je ukrywał. To jest przeciwieństwo postawy pewnego księdza z Chorwacji, który ma – jak sam twierdzi – naturalnie utworzony krzyż na czole. On się nim chwali, szczyci, chodzi z nim do telewizji. Pan Jezus nie miał krzyża na czole, a on ma, i dlatego jeździło do tego człowieka w pewnym momencie pół Chorwacji, a on pokazywał, jak mu ów krzyż krwawi. Religijny show na całego. Gdy byłem w Chorwacji, pytałem o niego; ludzie byli podzieleni. Ja też miałem wątpliwości. Zniknęły, gdy po przyjeździe do Medjugorie on, zamiast pójść do kościoła, udał się do swoich bogatych przyjaciół. A potem jeszcze ktoś mi pokazał jego stronę internetową, na której ten mężczyzna występuje w białym garniturze jako piosenkarz, gwiazda show-biznesu. Wielkie pieniądze. Dwa sposoby zarabiania kasy i bycia na pierwszym planie. Prawdziwi stygmatycy tak nie żyją, nie pchają się na scenę.

Ale rozumiem, że nie jest to jedyne kryterium?
Oczywiście, że nie. Droga weryfikacji człowieka i darów, które otrzymał, jest długa. Nikt nie dostaje daru znikąd. Jeśli ktoś na przykład całe życie grzeszył, Bóg dla niego nie istniał, a nagle ten ktoś się nawraca i zaraz dostaje dar uzdrawiania, to od razu powinna się nam zapalić lampka ostrzegawcza.

Ale są przecież błyskawiczne nawrócenia?
Oczywiście, że są, i to po bardzo trudnych drogach, ale zawsze po nawróceniu musi nastąpić oczyszczenie, ciemna noc, płacz. Dopiero później Pan Bóg zaczyna udzielać wielkich darów. On nie obdarowuje człowieka, który nie jest oczyszczony, przygotowany na to. Dość łatwo to sprawdzić, badając, czy jest w życiu takiego obdarowanego pokuta, walka ze słabościami. Jeśli jej nie ma, nie jest dobrze. Charyzmaty zazwyczaj przychodzą później, a nie od razu. Oczywiście Bóg może zrobić, co chce, ale nieczęsto zdarza się, by tuż po wyjściu człowieka z grzechu, na drugi dzień, dawał jakieś wielkie dary. To nie w stylu działania Pana Boga: ktoś przychodzi znikąd, całe życie był daleko od Kościoła i Boga i nagle, z dnia na dzień, staje się kaznodzieją, mówcą ewangelizacyjnym czy uzdrowicielem. Ludzie, którzy się nawracają, nawet po burzliwym życiu bez Boga, muszą przejść czas oczyszczenia i próby.

Znałem kapłana, który niestety pracował dla wroga, a po nawróceniu cierpiał i pokutował przez kilka lat. Dzisiaj jest wielkim rekolekcjonistą i cennym świadkiem dla nas wszystkich. Pracował dla innego obozu, zna go od środka, ale już nigdy nie prosił o nadzwyczajne dary, służy Bogu w pokorze… Dlatego ostrzegam przed sytuacją, gdy ktoś opowiada, że żył w ciężkich grzechach, a teraz – zaraz po nawróceniu – wstąpił do wspólnoty i posługuje w niej rozeznaniem i uzdrawianiem. To nie jest normalna droga. Jeśli Bóg chce cię do czegoś wykorzystać, to etapami. To jest normalna kolej rzeczy. Trzeba też pamiętać, że gdy dzieje się coś dobrego, natychmiast wokół pojawia się tłum dziwnych ludzi. Tam, gdzie objawia się Matka Boża, od razu pojawiają się objawienia fałszywe. Tam, gdzie jest prawdziwy mistyk, tam są też fałszywi. Tam, gdzie dzieje się dobro, tam prawie natychmiast zło buduje swoje umocnienia. Błogosławiony ten, który potrafi w porę rozeznać.

Doświadczył ksiądz tego?
Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że tam, gdzie jest ktoś naprawdę posługujący, od razu formuje się wokół niego wianek ludzi chcących mu rzekomo pomagać. Do mnie też próbowali się przyczepiać: „Ja będę księdzu pomagać” – mówili. Przyszła kiedyś taka pani, która prosiła mnie, żebym rozeznał jej dary, bo ona chce mi pomagać. Pod pozorem pracy ze mną chciała się pode mnie podczepić, uzależnić od siebie moją posługę. Jej dary były dziwne, rozeznawałem je, modliłem się i powiedziałem, że one nie pochodzą od Boga. Wtedy wpadła w szał. Polała się fala hejtu od niej samej i jej wielbicieli.

I co z nią było dalej?
Znalazła innych kapłanów, którym wmówiła, że jej dary są od Boga, i posługuje w innych wspólnotach. Oni się cieszą, bo ona potrafi wyczytywać choroby z tęczówki oka, ze zdjęć, a potem uzdrawia. Wspólnota odnosi więc sukces, jest popularna, a często o to tylko chodzi. Sukces staje się bożkiem, zastępuje jedynego prawdziwego Boga.

Wokół rzeczywiście posługujących natychmiast tworzą się spore wspólnoty ludzi. To także bywa niebezpieczne, szczególnie dla owego posługującego. Znam w Polsce pewnego ascetę, Boży człowiek, wokół którego bardzo szybko zebrała się duża grupa, w tym ludzie, którzy w przeszłości zajmowali się okultyzmem. Wszyscy są przyjmowani, bez weryfikacji i rozeznania. On zapewne nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, ale to jest typowa strategia Szatana, który chce go zablokować, ograniczyć, ośmieszyć, i to w taki sposób, by atakowany cieszył się, że tak mocno oddziałuje, tylu ma wiernych. Może się łatwo okazać, że ten człowiek zostanie powoli, ale skutecznie wypalony duchowo i psychicznie i w końcu runie.

Ksiądz nie miał takiej pokusy, by zebrać wokół siebie ludzi?
Pewnie, że miałem, i nawet mam pewność, że gdybym zaczął tu budować jakiś ośrodek, natychmiast zebrałoby się wokół mnie mnóstwo osób, które chciałyby pomagać. Nawet nie miałbym czasu, by je rozeznać, sprawdzić, weryfikować. Mogłoby się wówczas okazać, że tuż obok mnie Szatan zbudował swoje zaplecze. Wielokrotnie proszono mnie, abym prowadził profesjonalną stronę internetową, vlogi, codziennie kierował słowo, bo przecież ludzi trzeba karmić codziennie, tak to się dzisiaj robi. Szatan doskonale wie, gdzie uderzyć, w jaki sposób odciągnąć nas od tego, co najważniejsze, wie, jak trafić w pychę człowieka i gdzie jest mój słaby punkt. Dlatego ciągle musimy stawiać sobie pytanie o to, czy uwielbiamy siebie, czy Boga, służymy swojej marnej osobie czy Bogu, głosimy siebie czy Boga. Trzeba się bardzo pilnować, aby nie odejść od planu Bożego, nie budować wiary innych ludzi na sobie i swoich poglądach na świat, innymi słowy: nie stać się powoli fałszywym prorokiem.

Bycie fałszywym prorokiem to także sposób łamania pierwszego przykazania, forma bałwochwalstwa?
To jest bardzo sprytna forma bałwochwalstwa, bo ludziom mniej wyrobionym często trudno odróżnić, kto jest prawdziwym, a kto fałszywym prorokiem. Szatan najskuteczniej niszczy Kościół, kiedy rozbija go od środka. O tym mówił Pan Jezus: wejdą pośród was wilki w owczej skórze. Jak je rozpoznać? Trzeba wejść w głąb, rozeznawać, a i to nie zawsze jest takie proste, bo przecież – to także mówił Jezus – będą tacy, do których sam Jezus powie, żeby poszli precz, choć oni odpowiedzą Mu, że w Jego imię wypędzali złe duchy czy uzdrawiali. On tego nie powie do tych, którzy rzeczywiście Mu służyli, ale do tych, których określamy „wilkami w owczej skórze”. Im zarzuci, że ich nie zna, bo oni wielbili siebie, pieniądze, biznes, ale nie Jego. Nie chodzi mi o to, że ewangelizatorzy przyjmują ofiary –  to jasne, oni też muszą z czegoś żyć – ale o to, że niektórzy z nich robią z tego wielki biznes. Spójrzmy za ocean. Są tam tacy, którzy mają olbrzymie posesje, dochody, prywatne samoloty. To już zupełnie coś innego.

Co powinno być dla nas taką czerwoną lampką, która zapala się, kiedy możemy mieć do czynienia z fałszywymi prorokami?
W tej sprawie trzeba słuchać głosu Kościoła. Problemem jest tylko to, że często ludzie Kościoła sami nie wiedzą, jak do tego podchodzić. W celu wydania opinii, oceny trzeba kwestię przebadać. A jak to zrobić, gdy często ani kapłani, ani nawet biskup nie mają pojęcia, na czym polega rozeznawanie charyzmatów – rozeznawanie, czy to jest prawdziwa łaska od Pana Boga, czy nie? Trudno też sobie w naszych czasach wyobrazić takie postępowanie hierarchii kościelnej jak w przypadku o. Pio czy ks. Dolindo. Ich wypróbowywano, karano, suspendowano, a oni wytrwali. To byli jednak Boży Mocarze i wydaje się mało prawdopodobne, by dziś wielu z niewątpliwie obdarowanych charyzmatami ludzi takie działania instytucji Kościoła wytrzymało. Oni sami i ich zwolennicy szybko by się zbuntowali. Zresztą niewielu biskupów zdecydowałoby się na ostre działanie, szczególnie że często charyzmatycy wchodzą w przestrzeń zaniedbaną przez Kościół, w miejsca, gdzie jest on słaby, i wykorzystują to. Czasem do świetnej roboty, do rozbudzenia wiary, a czasem niestety nie, bo ich intencje nie są czyste.

A gdzie są te najgroźniejsze dziury?
Ja zawsze na dole. Tam, gdzie w parafiach nie ma solidnego nauczania, gdzie – jak mówią żartobliwie księża – „mszy się”, to znaczy: są tylko Msze Święte od rana do nocy, gdzie są tylko kombinaty duszpasterskie, księża urzędnicy, gdzie nie ma zdrowych i prężnych grup parafialnych, gdzie nie ma kapłanów płonących radykalizmem, gdzie jest martwota. Sam znam parafie, w których nic się nie dzieje. Ktokolwiek by tam przyszedł, byłby witany kwiatami, a jeśli proboszcz nie ma rozeznania i liczy się dla niego tylko widowiskowy sukces, to może wpuścić do parafii bardzo dziwnych ludzi, byle tylko coś się działo. Tak było kilkanaście late temu, gdy wpuszczano do kościołów Clive’a Harrisa. Kiedy on kazał, wynoszono nawet Najświętszy Sakrament. Tłumy ludzi przychodziły do tego człowieka, w tym wielu kapłanów, choć to przecież był okultysta. On i jego posługiwanie w kościołach zniszczyło duchowo wielu ludzi.

Znał ksiądz takich?
Oczywiście. Do mnie jako do egzorcysty przychodzili ludzie, których mamy, kiedy byli dziećmi, zaprowadzały na spotkanie z Harrisem. On nakładał ręce i przekazywał okultystyczne namaszczenia. Było ciężko, nawet po tylu latach…

Podobne rzeczy mogą się dziać również obecnie?
Tak. Jeśli ktoś, kto posługuje obecnie w świątyniach czy na spotkaniach w Polsce, został namaszczony przez jakiegoś posługującego z Zachodu, o którym nie wiadomo, czy został rzeczywiście namaszczony Duchem Świętym, czy jakimś zupełnie innym duchem, to on także może później przekazywać innym owo demoniczne czy okultystyczne namaszczenie. Jeśli w spotkaniu modlitewnym uczestniczy ponad tysiąc osób i każda z nich poprzez śpiew, mówienie językami (pytanie jakimi) i inne mechanizmy przygotowywana jest do otwarcia się na rzeczywistość duchową, to może się okazać, że jakaś część z nich zostaje łatwo przeniknięta przez demony. To wszystko robi się pod przykrywką spotkania Pana Boga. Nie twierdzę, że tak jest zawsze. To jest proces. Diabeł się nie spieszy. On powoli drąży, widzi, gdzie są słabe punkty w naszych duszpasterstwach, w naszych parafiach, gdzie się nic nie dzieje albo gdzie wszystko jest płytkie. Widzi, co jest słabe w nas, i uderza. Uwielbia też grać na uczuciach i na zaspokajaniu potrzeb. Każdy z nas chce łatwo napchać brzuch, także ten duchowy, więc szukamy duchowego pocieszenia. Chcemy, żeby było w miarę smacznie, żeby następowało uzdrowienie, chcemy poczuć namaszczenie. I wszystko natychmiast, w ramach duchowego fast foodu. Ludziom brakuje cierpliwości, brakuje chęci do powolnego rozwoju. Chcą uzdrowienia, oczyszczenia od razu, i często trafiają na ludzi „specjalnie” namaszczonych, którzy obiecują, że raz-dwa wszystko oczyszczą i wyleczą. A później ludzie do mnie wracają i mówią, że wszystko wróciło. Wróciło, bo nie mogło nie wrócić, bo droga uzdrowienia i czyszczenia jest trudna i długa.

Mówi ksiądz, jakby chciał ostrzegać przed pentakostalizacją katolicyzmu?
Po prostu proponuję, zachęcam, by roztropnie rozeznawać. Nie należy wszystkiego potępiać i wylewać dziecka z kąpielą, bo ludzie potrzebują też nowych doświadczeń, a Duch Święty wciąż działa i nas uczy. Zwracam tylko uwagę, byśmy rozeznając i przyjmując rzeczy nowe, nigdy nie zapominali o tym, co mamy. A mamy naprawdę bardzo wiele: Biblię, Jezusa w Eucharystii, Ducha Świętego i Jego dary, sakramenty, Maryję oraz uwielbienie, uzdrowienie i uwolnienie. Mamy piękną tradycję katolickiej mistyki, w której jest jasno wyrażone, że zjednoczenie z Bogiem dokonuje się w trudzie, wyrzeczeniu, oczyszczeniu. Mamy doktorów Kościoła. Żaden zachodni czy wschodni protestant tego wszystkiego nie ma. Oni z całej naszej Tradycji wiary powybierali to, co im pasuje. Wiele – na szczęście nie wszystkie – współczesnych ruchów chrześcijańskich, z którymi się spotykam, jest protestanckich. Protestantom nic nie można powiedzieć, bo to nie są już heretycy, tylko nasi bracia, którzy odkryli Jezusa, lecz mają inną wizję. Eucharystia nie jest im potrzebna. Im potrzebne jest tylko uwielbienie, nakładanie rąk, śpiewanie, modlitwy do Ducha Świętego. Oni wchodzą w to wszystko i protestują. Tylko przeciwko czemu? Przeciw katolickiej prawdzie. Na tym polega protestantyzm.

To, co w tej chwili weszło do nas wielką falą, na Zachodzie dzieje się od wielu lat. Protestanci chcą odrzucić etykietkę „protestanci”. Chcą uważać się tylko za chrześcijan. Wchodzą pomiędzy nas. Myślą, że religijne rozgorączkowanie oznacza obecność Ducha Świętego. Kościół, jaki znamy, już nie jest im do zbawienia potrzebny. A zapominają, że to właśnie Kościół przyniósł Biblię i on ma sakramenty, cały depozyt wiary. U protestantów nie ma kapłaństwa, sakramentów, tam Jezus nie jest w centrum. My mamy to wszystko w Kościele. Nie potrzebujemy nic z zewnątrz.
Ciekawe, że prowadzący takie spotkania nie mówią o krzyżu, cierpieniu z Jezusem i dla Niego. Tam ma być wszystko fajne, miłe i ma być odlotowo, bo jak spoczniesz w Duchu Świętym czy jesteś uzdrowiony, jest dobrze, a jak nie, to znaczy, że się słabo modlisz, nie masz wystarczająco dużo wiary.
Wielu młodych ludzi szuka ponownie duchowości, pogłębienia wiary – i to jest piękne. Ale dajemy tym ludziom fastfoodowy pokarm. Młodzi chcą szybko i smacznie, ale to nie jest jedzenie na całe życie. Niewielu z nich pragnie pokarmu, który nie będzie już mlekiem duchowym, ale twardą, solidną pracą nad sobą, wąską i trudną drogą prowadzącą do Prawdy. Wycofują się, szukając gdzie indziej, albo co gorsza to my przestajemy od nich wymagać, bo boimy się ich utracić na rzecz protestanckich bajek o tym, że Pan Bóg na uzdrowi i podniesie niezwykle wysoko od razu, za jednym zamachem. I to bez zmian w naszym życiu, bez naszego głębokiego nawrócenia, spowiedzi, bez pokuty, bez sakramentów… Jakoś trudno mi to pogodzić z wiarą Kościoła katolickiego.

Czyli tam, gdzie nie ma ascezy, pokuty, wysiłku duchowego, tam nie ma prawdziwego działania Ducha Świętego?
To jedno z istotnych kryteriów rozeznawania, czy ktoś jest rzeczywiście przy Panu Jezusie, czy nie, czy jego dary są od Pana Boga, czy nie. Jeśli ktoś jest gotowy do podjęcia trudu, wyrzeczenia, do zmiany swojego życia, to jest istotny dowód na prawdziwość tego, co się w nim dzieje. Ale jeśli ktoś chce być tylko na duchowym haju i nieustannie doładowywać akumulator, uprawiając tak zwany churching, to nie ma mowy o prawdziwym rozwoju duchowym. Taki ktoś nie jest w stanie pójść wyżej, bo on nie ma fundamentu. Prawdziwi charyzmatycy nie boją się cierpienia, nie uciekają przed nim, a obok nich jest zawsze Maryja, pierwsza charyzmatyczka Kościoła.

Zdarzali się też tacy, którzy wielkie dary otrzymywali już na początku…
Tak, ale potem bardzo cierpieli dla Boga i w Jego intencjach. Od razu było widać ich ogromną pokorę i miłość do Zbawiciela na krzyżu. Prawdziwa pokora i posłuszeństwo woli Boga są najistotniejszymi elementami rozeznania. Tego Szatan nie jest w stanie udawać.

A czy kapłaństwo jest dla nas jakąś gwarancją, że mamy do czynienia z prawdziwymi darami?
Może być różnie. Trzeba pamiętać, że największą zdobyczą dla Szatana są właśnie kapłani. Dlaczego? Bo gdy ludzie do nich idą, mają nadzieję, że idą do człowieka duchowo czystego, rozmodlonego; jeśli, nie daj Boże, będzie inaczej, będzie mu o wiele łatwiej ich przejąć. Kapłaństwo może być tylko przykrywką, uwiarygodnieniem dla w istocie nieuczciwych ludzi. Znałem osobiście kapłanów, którzy byli mistrzami reiki i posługiwali mocą demoniczną. Zastanówmy się, co mogło się dziać, gdy podchodzili do nich ludzie i prosili ich o nałożenie rąk, o uleczenie… Oni mieli moc, ludziom się poprawiało, ale przecież to się działo za sprawą Szatana. Ludzie, nie wiedząc o tym, szli jak owce na rzeź.

Takie rzeczy dzieją się też we wspaniałych, niezwykłych sanktuariach. Pamiętam, kiedyś w Medjugorie miałem modlić się nad pewnym chłopakiem; trzy ławki dalej siedziała jakaś kobieta, która „modliła się” nad inną kobietą. Gdy stanąłem nieopodal nich, aż mną duchowo rzuciło –  ta kobieta też poczuła, że coś się dzieje. Z jaką nienawiścią ona mi patrzyła w oczy, tak jakby chciała mi powiedzieć – tylko wulgarnie – „wynoś się stąd”. To była próba inicjacji demonicznej, a kobieta, która poprosiła o modlitwę, nie miała o tym pojęcia. Nie powinno nas to zresztą zaskakiwać. Demony często działają w miejscach świętych; wiedzą, że tam jest wielu zdesperowanych ludzi, i tam ich łowią. Ludzie często zamiast udać się na pielgrzymkę dla samej Matki Bożej, jadą wyłącznie z życzeniami, pragnieniami, prośbami o uzdrowienie, apelami. Przy takim nastawieniu łatwiej jest kogoś złapać, oszukać fałszywym i szybkim uzdrowieniem tej osoby lub innych. Szatan jest mistrzem kamuflażu i kłamstwa. W wielu miejscach świętych musimy być bardzo czujni.

Akurat uwielbienie jest coraz częstsze w Kościele…
Wiem, że dzisiaj jest moda na uwielbienie, ale… w prawdziwym uwielbieniu nie chodzi o krzyk, głośną muzykę, o podskakiwanie, kościelny aerobik, ale oddawanie czci Bogu wtedy, gdy już naprawdę nie możemy, gdy jest już taki ból, takie cierpienie, że nie jesteśmy w stanie wytrzymać. Właśnie wtedy mówimy, czasem przez łzy: „Ojcze, bądź uwielbiony w tym cierpieniu, w tym dramacie, w tej chorobie”. „Wiesz, ile zła zrobiłem w swoim życiu, ale teraz chcę to zmienić, pomóż mi powstać”. To przez takie uwielbienie z pokorą i wiarą dzieją się największe cuda. Kochający Ojciec wchodzi w życie człowieka z wielką mocą, a duchowe podskakiwanie, te wszystkie „podnosimy ręce dla Pana Jezusa”, nóżka w górę, nóżka w dół, choć też sympatyczne, bywają formą uwielbienia siebie, a nie Boga.

Wspomniał ksiądz o nakładaniu rąk na głowę… Przecież to jest gest kapłański, którego świeccy w odniesieniu do obcych sobie ludzi w ogóle nie powinni wykonywać.
Błogosławić można zawsze i każdego, ale ręce nakładać mogą tylko ojciec i matka na swoje dzieci, mąż i żona na siebie nawzajem. W innych sytuacjach jest to gest zarezerwowany dla biskupów i kapłanów, ponieważ niesie on w sobie samego Boga poprzez moc sakramentu kapłaństwa. W trakcie święceń kapłańskich biskup nakłada ręce na przyszłego kapłana. Także w każdym rycie inicjacyjnym dokonuje się nałożenie rąk. Błogosławieństwo kapłańskie ma wielką moc, nawet anioł z nieba nie ma takiej mocy.

Źródło: Vicona

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa, Rozmowa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

37 odpowiedzi na „O posłudze charyzmatycznej nie mocą Ducha Świętego

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

    • Jacek pisze:

      Najlepszy kontakt z Bogiem jest przez Modlitwę,
      Lecz nie byle jaką na akord, tylko w skupieniu i przeżywaniu.
      Kto dziś ma złożone ręce do Modlitwy?
      Jeśli się kogoś widzi to jest to rzadkość
      i na kogo patrzą z uśmieszkami.
      Ważne też by pamiętać, że dary dane są za darmo
      i tak też powinny być oddawane.
      Jeśli się kocha Boga to cielesne doznania,
      równa się do Jego cierpienia na Krzyżu.
      Pozdrawiam z Panem Bogiem i Niepokalaną

      • Agnieszka pisze:

        W minucie 7:20 poruszony został temat nakładania rąk. Zgodnie z tym, co mówi siostra istnieje dokument kościelny Międzynarodowych Służb Odnowy w Duchu Świętym, który mówi, że modlitwie o wylanie Ducha Świętego towarzyszy nakładanie rąk na ramiona, na głowę również przez osoby świeckie, jak dobrze zrozumiałam. Jakkolwiek dla mnie osobiście kapłan, to osoba wyjątkowa i szczególnie wybrana przez Boga, więc wolę trzymać się wersji księdza Piotra, tym bardziej, jak mówi siostra, że było wiele nadużyć w dziedzinie posługi charyzmatycznej i brakuje prawdziwej dobrej formacji osób posługujących, to choćby z tego względu, lepiej zachować ostrożność…

  2. EwaT pisze:

    W intencji mojej coreczki ktora konczy dzis 10 lat.💕Blogoslawienstwa Bozego i opieki Matki Boskiej.

  3. Watykan przygotowuje dwa dokumenty o gender

    Stolica Apostolska przygotowuje dwa dokumenty na temat ideologii gender – ujawnił abp Angelo Zani sekretarz Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej. Jeden z dokumentów przygotowuje właśnie ta dykasteria. Zostanie opublikowany najpóźniej za dwa miesiące i będzie miał formę listu skierowanego do wszystkich episkopatów.

    Kongregacja nie podejmie jednak dyskusji z ideologią gender, lecz przypomni główne zasady chrześcijańskiego wychowania w tym względzie. Dokument bardziej pogłębiony, uwzględniający różne aspekty antropologiczne tej ideologi przygotowuje natomiast Kongregacja Nauki Wiary.

    Abp Zani przypomniał, że do zbawczej misji Kościoła należy troska o integralny rozwój człowieka, w tym jego seksualności. Teoria gender budzi uzasadniony niepokój, bo jak zauważył Papież Franciszek promuje ona „społeczeństwo bez różnic płciowych i banalizuje podstawy antropologiczne rodziny”, a „tożsamość człowieka zdana jest na indywidualistyczny wybór”.

    Franciszek wielokrotnie występował z ostrą krytyką tej ideologii. Podczas konferencji prasowej po podróży do Azerbejdżanu Papież nazwał ją przejawem ideologicznej kolonizacji i wojną z małżeństwem.
    http://pl.radiovaticana.va/news/2018/03/13/watykan_przygotowuje_dwa_dokumenty_o_gender/1366796

  4. Kard. Parolin o Franciszku: pontyfikat radości

    „Pontyfikat Papieża Franciszka charakteryzuje radość, miłosierdzie i misyjność. To trzy najbardziej charakterystyczne elementy” – w ten sposób watykański sekretarz stanu podsumowuje pontyfikat Papieża z krańca ziemi, który pięć lat temu przywitał się ze światem prostym: dobry wieczór.

    Kard. Pietro Parolin zaznacza, że Ojciec Święty uczy nas przekraczania mentalności „zawsze tak było” i zastępowania jej Kościołem, który wychodzi, szuka, jest w ruchu.
    „Uderzyło mnie, że wszystkie najważniejsze dokumenty papieskie odwołują się, w większej lub mniejszej mierze, do radości: Evangelii gaudium, Amoris laetitia, Laudato sì’. Charakterystyką tego pontyfikatu jest radość wypływająca nie z niefrasobliwości, ale z faktu, że jesteśmy kochani przez Boga – podkreśla kard. Parolin. – I tu pojawia się druga charakterystyka pontyfikatu, czyli miłosierdzie. Osobowa i totalna miłość Boga do całego stworzenia, a zarazem radość wypływająca z komunikowania innym tej dobrej nowiny Ewangelii. Fakt dzielenia się z innymi prawdą o zbawieniu staje się źródłem radości zarówno dla otrzymującego tę prawdę, jak i dla osoby ją głoszącej. To radość dzielenia. Stąd trzecia ważna linia to ewangelizacja; Kościół wychodzący, który chce zanieść Ewangelię całemu stworzeniu. Dla mnie są to najbardziej zasadnicze rysy tego pontyfikatu”.
    http://pl.radiovaticana.va/news/2018/03/13/kard_parolin_o_franciszku_pontyfikat_rado%C5%9Bci_/1366793

  5. wobroniewiary pisze:

    Ks. Piotr Glas o walce duchowej i sentymentalnym chrześcijaństwie – wywiad w marcowym Miesięczniku Egzorcysta:
    „Kiedy przychodzi walka duchowa, ludzie odrzucają ją, nie chcą tego. Wolą przyjemne chrześcijaństwo, w którym obecne jest klaskanie, śpiewanie, czyli to wszystko, co dzisiaj weszło. Protestanccy misjonarze i ewangelizatorzy mają tylko ten temat, a mimo to ludzie na to idą, ponieważ nie chcą bólu. Oni chcą, żeby Jezus wziął wszystko złe i żeby im się dobrze żyło. Mam jednak wątpliwości, czy to działa. Przychodziło do mnie wielu ludzi, którzy wrócili z takich grup, spotkań. Mówili: „Proszę księdza, przez kilka miesięcy było fajnie, potem wszystko zaczęło się wracać”. Jeżeli zaczyna się dziać coś złego, człowiek zmienia grupę, szuka innego charyzmatyka, bo coś trzeba zrobić, żeby być na duchowym „haju”. Ale nie o to chodzi.”

  6. wobroniewiary pisze:

    Niech łaski naszego Pana Jezusa Chrystusa spłyną na Was wszystkich. Wielkich owoców zawierzenia waszych spraw Panu Jezusowi!

    „Akt zawierzenia nazywany modlitwą „Jezu, Ty się tym zajmij”, został podyktowany włoskiemu o. Dolindo Ruotolo w czasie prywatnego objawienia. O modlitwie jest coraz głośniej za sprawą świadectw ludzi, którzy dzięki niej uprosili wiele łask.”

    • Witek pisze:

      Jeśli chodzi o „Dodę” to przytoczę słowa z PŚ po owocach ich poznacie….

      A tam nawiasem 🙂 za sześć dni kończymy Naszą Nowennę Pompejańską o zakończenie niegodziwości i zwycięstwo Bożej Miłości w ludzkich sercach.

      I polecam książkę „Wstęp do religii” Kardynała F. J. Sheen.

      Błogosławionej nocy dla Rodziny WOWiTOWEJ:) i na koniec polecam przepiękną modlitwę, która nawiązuje do jutrzejszej Ewangelii.

      Oto idę – abym spełniał Wolę Twoją, Boże.” (Hbr 10,7). Tak, Ojcze, proszę Cię o łaskę, abym mógł czynić wyłącznie to, czego Ty pragniesz. Jest to jedyny powód mojego istnienia i jedyne moje pragnienie: pragnąć tego, czego Ty pragniesz dla mnie i dla wszystkich stworzeń, tylko dlatego, że Ty tego pragniesz. Ale ja sam nie dam rady i potrzebuję Ciebie. Przyjdź i uczyń to razem ze mną…

      • eska pisze:

        Tak, kończymy naszą nowennę na św. Józefa 🙂

        Ja też dorzucę modlitwę – jedną z moich ulubionych:

        *************
        Duchu Święty, przez wstawiennictwo Maryi, Królowej Apostołów,

        ulecz mój umysł z lekkomyślności, niewiedzy, zapomnienia, tępoty, przesądu, błędów, przewrotności, a daj mi we wszystkim Jezusa Chrystusa Prawdę;

        ulecz moje władze uczuciowe z obojętności, nieufności, złych nawyków, namiętności, uczuć, a daj mi we wszystkim upodobania, uczucia, skłonności Jezusa Chrystusa Życie;

        ulecz moją wolę z otępienia, zmienności, niestałości, lenistwa, uporu, złych nawyków, a daj mi Jezusa Chrystusa Drogę, wlej we mnie nową miłość tego, co miłuje Jezus Chrystus i miłość Jego samego.

        Podnieś do poziomu nadprzyrodzonego: rozum przez dar rozumu, mądrość przez dar mądrości, wiedzę przez dar umiejętności, roztropność przez dar rady, sprawiedliwość przez dar pobożności, męstwo przez dar męstwa, wstrzemięźliwość przez dar bojaźni Bożej.

        Bł. Jakub Alberione (1884-1971)

  7. wobroniewiary pisze:

    Słuchaliście Apelu Jasnogórskiego?
    Wspaniałe wystąpienie o. Michała Legana OSPPE. A całość rozważań można nazwać „w obronie Papieża Franciszka”
    Nawet Benedykt XVI napisał książkę, w której broni papieża przed bzdurnymi atakami – Emerytowany papież Benedykt XVI stanął w obronie swego następcy Franciszka i uznał za „głupie uprzedzenia” opinie o tym, że jest on człowiekiem „pozbawionym odpowiedniego przygotowania teologicznego i filozoficznego”.
    https://gosc.pl/doc/4557895.Benedykt-XVI-porownuje-pontyfikaty-swoj-i-papieza-Franciszka

    Czy wyspowiadaliście z grzechów obmowy, oszczerstwa, osądu, nieposłuszeństwa, krytykanctwa?

    • Ela pisze:

      Ja też bronię papieża Franciszka. Prawdziwy katolik nie może inaczej.

      • Ada pisze:

        ale jest wiele rzeczy baaardzo kontrowersyjnych, szczególnie AL, i ja rozumiem ks Stańka. przykro mi, że musimy w ogóle zastanawiać się co ma na myśli papież. jest o zamęt straszny. i tak, spowiadam się z tego, że mam różne myśli na te tematy i nie rozumiem papieża i wielu innych hierarchów.

    • „Witam serdecznie pielgrzymów polskich. W modlitwie „Ojcze nasz”, prosząc Boga: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, modlimy się nie tylko o chleb, jako pokarm dla ciała, lecz także o Chleb Eucharystyczny, pokarm dla duszy. Wiemy, że kto popełnił grzech ciężki, nie powinien przyjmować Komunii świętej bez otrzymania wpierw rozgrzeszenia w sakramencie pokuty. Niech Wielki Post będzie dla was okazją, by przystąpić do tego sakramentu, dobrze się wyspowiadać i przyjąć Chrystusa w Komunii świętej. Spotkanie z Nim nadaje sens naszemu życiu. Z serca wam błogosławię.”
      http://gosc.pl/doc/4560765.Franciszek-Modlitwa-Ojcze-nasz-uswiadamia-nam-ze-jestesmy

      „Wiemy, że kto popełnił grzech ciężki, nie powinien przyjmować Komunii świętej bez otrzymania wpierw rozgrzeszenia w sakramencie pokuty.”

      A ciągle nas bombardują „informacjami” że Franciszek chce Komunii dla żyjących w grzechu. 😦

  8. Alutka pisze:

    Ale pogłaskać dziecko to chyba można?

    • wobroniewiary pisze:

      Do czego to pytanie?

    • wobroniewiary pisze:

      Nie rozumiem tej uszczypliwości
      Na samej górze pisze wyraźnie!!!

      Błogosławić można zawsze i każdego, ale ręce nakładać mogą tylko ojciec i matka na swoje dzieci, mąż i żona na siebie nawzajem. W innych sytuacjach jest to gest zarezerwowany dla biskupów i kapłanów, ponieważ niesie on w sobie samego Boga poprzez moc sakramentu kapłaństwa

      • Marcin pisze:

        Szczesc Boze. Czesto slucham ksiedza Piotra, ale przez pryzmat slow ksiedza –
        nurtuje mnie sprawa Medjugorie, o ktorym nota bene ksiadz Piotr wspomina nawet w swiadectwie. Jesli Kosciol przestal zabraniac pielgrzymek – w porzadku. Kosciol wie co robi i jestem posluszny. Nie mam zadnych pytan w tej materii. Natomiast bardzo mnie uderzyla sprawa osob majacych „objawienia”. Kiedys na youtube znalazlem film z pania Vicka, ktora, zeby nie powiedziec brzydko, hurtem kladzie rece na ludziach i blogoslawi ich. Jej rece… Nie ukladaly sie jak dlonie np. Kaplana – otwarte, ale jakby zaciskaly sie w szpony. Powiem szczerze, ze w tym momencie zapalila mi sie czerwona lampka. Druga sprawa to nieposluszenstwo lokalnemu biskupowi. Przeciez nawet swieci Kosciola byli posluszni, nawet jesli nie podobaly im sie decyzje Kosciola… Domyslam sie, ze Bog bedzie dzialal w Medjugorie, aby chronic swoje dzieci i napewno to robi i chwala Bogu Ojcu za to.
        Mam jednak pewne uprzedzenia po tym, co zobaczylem. Poza tym dziwne jest dla mnie to, ze tak wiele mowi sie o Medjugorie, a mniej o Fatimie, Lourdes. Moze to tylko moje osobiste przeswiadczenie, ale czesciej slysze wlasnie o Medjugorie.
        Nie potrafie znalezc filmu kiedy na wiele osob kladzione sa rece ( dosyc dawno temu go widzialem), ale tutaj mam przyklad

        • Agnieszka pisze:

          Podpinam.sie pod pytanie. Mnie też to zastanawia, kiedys oglądałam zdjęcia z Medjugorje i uderzylo mnie ze tyle sie mowi ze tylko kapłani mogą nakładać ręce na głowę (z wyjatkiem.osób bliskiego pokrewieństwa) a przecież niemożliwe by Pani Vicka byla.ze wszystkimi spokrewniona, kaplanem tez nie jest…oczywiście niczego nie neguje ani nikogo nie atakuje ale może ktos wytłumaczy jak to jest…? Pozdrawiam

        • Kazimierz pisze:

          Laudetur Iesus Christus et Maria Immaculata!

          ” (…) zapytał Franciszka o objawienia w Medjugorie. Papież odpowiedział w ten sposób:

          „Medjugorje. Wszystkie objawienia lub domniemane objawienia należą do sfery prywatnej, nie należą do zwyczajnego nauczania Kościoła. Co się tyczy Medjugorje, została utworzona komisja pod przewodnictwem kardynała Ruiniego. Utworzył ją Benedykt XVI. Pod koniec 2013 czy na początku 2014 r. kardynał Ruini przekazał mi raport z prac komisji. W komisji zasiadali wybitni teologowie, biskupi i kardynałowie. Znakomici. Raport komisji Ruiniego jest bardzo, bardzo dobry.

          W Kongregacji Nauki Wiary pojawiły się potem pewne wątpliwości i Kongregacja uznała za słuszne wysłać wszystkim członkom kongresu (tzw. „feria quarta”) całą dokumentację, włącznie z tym, co wydawało się przeczyć raportowi Ruiniego. Mnie też ją doręczono. Pamiętam, że to było w sobotę wieczorem, bardzo późno. Uznałem, że to niewłaściwe: to wyglądało trochę jak wystawienie na aukcję – przepraszam za to sformułowanie – raportu Ruiniego, który był bardzo dobrze przygotowany. I w niedzielę rano prefekt Kongregacji Nauki Wiary otrzymał ode mnie list. Poprosiłem, by zarządził, żeby zamiast wysyłać opinie na posiedzenie („feria quarta”), wysyłali je do mnie. Te opinie zostały przeanalizowane i wszystkie podkreślają głębię raportu Ruiniego.

          Zasadniczo trzeba odróżnić trzy rzeczy. Upraszczając, raport mówi, że w odniesieniu do pierwszych objawień, kiedy [„widzący”] byli młodzi, konieczne są dalsze badania.

          Co do rzekomych obecnych objawień, raport ma pewne wątpliwości. Ja osobiście będę bardziej „złośliwy”: wolę Matkę Bożą jako matkę, naszą matkę, a nie Matkę Bożą jako szefową biura telegraficznego, które codziennie o określonej godzinie wysyła wiadomość… To nie jest matka Jezusa. I te rzekome objawienia nie mają większej wartości. Ale to jest moja osobista opinia. Ale niektórzy myślą, że Matka Boża mówi: „Przyjdźcie, bo jutro o tej a tej godzinie przekażę wiadomość temu a temu widzącemu”; nie. [Raport Ruiniego] rozróżnia te dwa rodzaje objawień.

          I trzecia sprawa, prawdzwa istota raportu komisji Ruiniego: fakt duchowy, fakt duszpasterski, ludzie, którzy tam jeżdżą i nawracają się, spotykają Boga, zmieniają życie… To się nie dzieje za sprawą czarodziejskiej różdżki i ten duchowo-duszpasterski fakt jest niezaprzeczalny. I teraz, żeby objąć to wszytko, z tymi wszystkimi informacjami, odpowiedziami, które przysłali mi teologowie, został wyznaczony ten Biskup – wybitny, o wielkim doświadczeniu – żeby przyjrzeć się stronie duszpasterskiej. I dopiero na koniec będzie można coś powiedzieć.” (…)
          https://pl.aleteia.org/2017/05/15/co-franciszek-tak-naprawde-powiedzial-o-medjugorie/

          „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, i wybranych aniołów, abyś tego przestrzegał bez uprzedzeń, nie powodując się w niczym stronniczością. Na nikogo rąk pospiesznie nie wkładaj ani nie bierz udziału w grzechach cudzych.”
          (1Tm 5, 21-22)

          Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

        • Leszek pisze:

          Nikt mnie nie zmusi, ani groźbą, ani szantażem abym wierzył w coś czego nie można potwierdzić, że jest prawdą. Wobec Medjugorie pozostanę nieufny po kres moich dni. Ty Maryjo Niepokalana strzeż mnie od złudzeń. Totus Tuus! ♡

        • Leszku, nikt Ciebie nie zmusza ani groźbą ani czymkolwiek innym, wiara w orędzia te uznane jak i te nie uznane nie jest konieczna do zbawienia. Jednak takie zacięcie „po kres moich dni” nie jest chyba właściwe, orędzia te są badane i w pewnym momencie mogą zostać uznane przez Kościół jako prawdziwe i wtedy jakoś tak będzie nie bardzo nie wierzyć w to co Kościół wierzy i uznaje za prawdziwe.
          Medziugorje to nie tylko orędzia, samo to miejsce jest jak ktoś powiedział „konfesjonałem świata” jest to miejsce głębokiej modlitwy, wielu nawróceń, powołań i uzdrowień.
          Miejsce to przyciąga ogromne rzesze ludzi którzy czasem po wielu latach bez spowiedzi podchodzą do konfesjonału aby skorzystać z Sakramentu Pojednania, można powiedzieć, że konfesjonały są wszędzie, to prawda są, jednak tych ludzi coś skłania do tego aby do spowiedzi przystąpić właśnie tam, u siebie mogli ale nie poszli a tam nawet bardzo zatwardziali podchodzą do konfesjonału czasem po długim oczekiwaniu bo te 50 konfesjonałów okazuje się być za mało.
          Są świadectwa, że nawet po 40 latach bez spowiedzi właśnie tam osoby do tej spowiedzi przystępują i dopiero tam znajdują drogę do Miłosiernego Boga, jak napisał Ks. Johannes Gamperl, tutaj: http://www.medziugorie.pl/publikacje/wywiady-i-artykuly/ks-j-gamperl-30-lat-objawien/
          „Największymi cudami są dla mnie osoby, które się nawracają, a które spowiadam, posługując w Medziugorju sakramentem pojednania. Konfesjonały z Medziugorja uznawane są przecież za konfesjonał świata. Jasne jest, że nawrócenie jest czymś o wiele większym niż uzdrowienie fizyczne, gdyż zależy od wolnej woli człowieka, którą Bóg szanuje.
          Podczas mojego ostatniego pobytu w Medziugorju w październiku 2010 po raz kolejny miałem okazję przekonać się, że niektórzy nie przystępowali do spowiedzi od ponad 40 lat. Ale cudem znajdowali drogę do Miłosiernego Boga.”

          Czy to miejsce wydawałoby tak dobre owoce wielu nawróceń gdyby nie było orędzi, raczej nie bo to właśnie dzięki tym orędziom ludzie usłyszeli o Medziugorje i zaczęli tam pielgrzymować.
          Oczywiście nikt tutaj nikogo nie zmusza ani nie namawia aby jechać do Medziugorje, to jest nasz wolny wybór jechać lub nie, ale zawsze ma się lepsze rozeznanie co do miejsca jeżeli tam się było przynajmniej raz. Krytyczne bądź popierające opisy tego miejsca nigdy nie oddadzą tego co można samemu przeżyć i zaobserwować.
          Ja sam nie wyrażam publicznie zdania co do prawdziwości tych orędzi, pozostawiam ten osąd Kościołowi i jaki ten osąd będzie taki przyjmę jako prawdziwy, myślę, że to jest właściwa postawa bo to Kościół z Papieżem jako jego głową ma rozeznać i osądzić o prawdziwości, my możemy jedynie mieć swoje prywatne zdanie które kiedyś trzeba będzie być może zmienić. W internecie jest mnóstwo takich prywatnych opinii które ludzie biorą za pewnik i najczęściej zagorzale krytykują te orędzia zupełnie zapominając o dobrych owocach jakie przynoszą.
          W Medziugorje byłem tylko jeden raz i im bardziej upływa czas od tego momentu tym bardziej upewniam się, że miałem wielkie szczęście tam być, to co przeżyłem i zobaczyłem pozostanie już do końca mojego życia w pamięci i w sercu. Bardzo wtedy chorowałem na kręgosłup i ręce ale kiedy podczas wieczornej Adoracji uklęknąłem przed Ołtarzem tuż przy barierkach nawet nie pomyślałem o tym, że klęczę ponad godzinę i, że coś mnie tam boli, całe problemy tego świata, bóle, choroby stały się nagle bez jakiegokolwiek znaczenia, wiele, bardzo wiele rzeczy się tam wtedy wydarzyło ale jak wcześniej wspomniałem, pozostawiam to w sercu.
          Po tym wszystkim nie mam odwagi krytykować Medziugorje, czekam w pokoju serca na to co powie Papież bo to On ma w tej sprawie ostatnie zdanie które my wszyscy katolicy powinniśmy zaakceptować.

  9. BlogAdmin pisze:

    KS Remigiusz Recław mówi że przy modlitwie wstawienniczej świeccy mogą nakładać ręce na głowie. Nie ma nigdzie w dokumentach takiego zakazu. Zatem jest to tylko pogląd ks.Glasa by nie nakładać. Sam się modlę wstawienniczo nad ludźmi i pytam się zawsze osoby omadlanej czy mogę położyć rękę i w 99% kładę rękę na barku, na głowę proszę by kapłan nałożył rękę jeśli się ze mną modli. Jest bardzo intymny gest nałożenia ręki na głowę i z tego powodu zwyczajowo tego się nie praktykuje, ale są sytuacje gdy wierzę że trzeba położyć na głowę rękę i wewnętrznie wstawiennicy otrzymują takie przekonanie.

    Generalnie artykuł mocno gasi „Ducha” i zniechęca do posługi w kościele. Dlatego byłbym ostrożny. Każdy z nas jest posłany do głoszenia Ewangelii i jeśli my jej nie zaniesiemy z Mocą Bożą to zostaniemy też z tego rozliczeni. Z doświadczenia wiem, że modlitwa wstawiennicza jest czasem kiedy Duch Święty bardzo często zmienia ludzi, przekonuje ich o swojej miłości i o tym że Bóg zawsze nam towarzyszy co budzi zaufanie do Niego i chęć zmiany życia dla Niego.

    Proponuję także posłuchać bp.Rysia który zachęca do modlitwy wstawienniczej i uwielbiania Boga. Pamiętamy że protestanci działają jak sekta i chcą wyrywać ludzi z KK. Nie uwielbiając z mocą Boga, wielu pójdzie za nimi nie odkrywając prawdziwej miłości do Eucharystii https://www.youtube.com/watch?v=GU4L20dTzsw

  10. BePe pisze:

    Ale jakiego „Ducha” gasi ten artykuł? Racjonalne podejście do wielu spraw mnie bardzo przekonuje do ks. Piotra Glasa, a sądząc po wypowiedziach internautów – wielu osobom pomaga się nawrócić. Wiara oparta na emocjach, na szukaniu przyjemności i kontaktu z innymi ludzmi zupełnie mnie nie pociąga, a wręcz odpycha. Oczywiście kontakt z innymi jest wskazany, ale Kościół nie może być kółkiem wzajemnej adoracji. I kogo miałby ten artykuł zniechęcić do posługi w Kościele? Jeżeli chodzi o osoby pyszne i lubiące być na świeczniku, to liczę na to, że zniechęci skutecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s