Kard. Ernest Simoni w więzieniu spędził 28 lat. Franciszek po wysłuchaniu jego historii rozpłakał się

Odprawiałem Mszę św. Kościół był wypełniony ludźmi. Przyszło czterech mężczyzn ze służby bezpieczeństwa. Zaczekali do zakończenia Mszy św. Potem podeszli do mnie i zakuli w kajdanki. Pokazali dekret, w którym zapisany był wyrok – śmierć przez powieszenie. Wszystko działo się przy ołtarzu, na oczach ludzi

Gdy papież Franciszek usłyszał historię jego życia, powiedział tylko jedno zdanie: „Ty jesteś męczennikiem!”. A potem się rozpłakał. Po raz pierwszy w czasie pontyfikatu. Kard. Ernest Simoni w więzieniu spędził 28 lat. Tylko dlatego, że był księdzem. To jedna z najbardziej fascynujących współczesnych postaci Kościoła katolickiego. Ma 90 lat, jest Albańczykiem.

Z kard. Ernestem Simonim rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – 24 grudnia 1963 r., w Wigilię, w życiu Księdza Kardynała wszystko się zmieniło…

KARD. ERNEST SIMONI: – Odprawiałem Mszę św. Kościół był wypełniony ludźmi. Przyszło czterech mężczyzn ze służby bezpieczeństwa. Zaczekali do zakończenia Mszy św. Potem podeszli do mnie i zakuli w kajdanki. Pokazali dekret, w którym zapisany był wyrok – śmierć przez powieszenie. Wszystko działo się przy ołtarzu, na oczach ludzi.

– Jak zareagowali wierni?
– W kościele byli moja mama i mój tata. Ojciec krzyczał: „Co zrobił mój syn, że go aresztujecie? Dlaczego zadajecie mu tortury?!”. Odpowiedzieli: „On jest wrogiem ludu”. Ludzie płakali.

– Jakie zarzuty postawiono Księdzu Kardynałowi?
– Usłyszałem trzy. Zarzucano mi, że w czasie kazań mówiłem, iż katolicy mają być wierni do końca i gdy trzeba, mają zginąć za Chrystusa. Drugi zarzut to odprawienie Mszy św. za zamordowanego prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna F. Kennedy’ego.

– To było zakazane?
– Powiedzieli, że on jest wrogiem Związku Radzieckiego. Rzeczywiście, odprawiłem Mszę św. w jego intencji, bo usłyszałem w radiu apel Ojca Świętego, żeby na całym świecie modlić się za zabitego katolickiego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Z tym związane były inne zastrzeżenia. Prenumerowałem pismo w języku francuskim o tytule „Związek Radziecki”. Tam było zdjęcie Johna F. Kennedy’ego i jego żony Jacqueline. Powiedzieli, że w domu przechowuję zdjęcia wrogów.

– A trzeci zarzut?
– To, że jestem egzorcystą, a miało to źle wpływać na ludzi w Albanii. Wiedzieli, że udałem się na 10-dniowe spotkanie egzorcystów z całego świata w Rzymie i Watykanie, gdzie odbyło się także spotkanie z papieżem. Nie ukrywałem, że jestem egzorcystą i działam przeciwko Szatanowi.
– Na czym polegała ta działalność?
– Prowadziłem egzorcyzmy dla tych, którzy się zgłaszali i tego potrzebowali. Poza tym zalecałem modlitwy np. kobietom, które nie mogły mieć dzieci. Mówiłem, żeby odmawiały Różaniec trzy razy w ciągu dnia, zachowywały czystość i wierność w małżeństwie i odmawiały Koronkę do Miłosierdzia Bożego s. Faustyny Kowalskiej. W innych przypadkach prosiłem o odmawianie modlitwy „Ojcze nasz” i Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. To były moje przewinienia.

– Spodziewał się Ksiądz Kardynał tego aresztowania i tego, że pobyt w więzieniu może trwać wiele lat?
– Wiedziałem, że coś może się wydarzyć. Kościół w Albanii dużo cierpiał po dojściu do władzy komunistów. Były aresztowania, mordowanie ludzi. Kapłanów chciano odłączyć od Watykanu. Widziałem, co się dzieje. Jeszcze przed wojną wstąpiłem do kolegium franciszkańskiego w Szkodrze. Potem studiowałem, a później powołano mnie do służby wojskowej. Te dwa lata w wojsku były bardzo ciężkie. Zdarzały się dni, gdy przez 17 godzin stałem z karabinem w śniegu, na mrozie. W 1956 r. potajemnie przyjąłem święcenia kapłańskie, a w 1963 r. przyszli po mnie. Tak naprawdę aresztowali mnie z powodu nienawiści, którą mieli w sercach do Kościoła katolickiego.

– W 1967 r. prezydent Albanii Enver Hodża ogłosił, że Albania będzie pierwszym całkowicie ateistycznym państwem świata.
– To było w czasie, gdy siedziałem w więzieniu. Już wcześniej księża stali się wrogami dla rządzących. Myślę, że Pan Bóg wszystko przewidział. Tortury, cierpienia, ale na końcu i tak On zwycięży.

– Co było najtrudniejsze w więzieniu?
– Początek był trudny. W Szkodrze, po aresztowaniu, wsadzili mnie do malutkiej celi – dwa na dwa metry. Bez okna. Wszędzie było brudno. Traktowali jak zwierzę. Do celi wsadzili też mojego przyjaciela. Tak o nim wówczas myślałem. Wiele razy bywał na plebanii, pomagał w kościele…

– Jak się zachowywał w celi?
– Mówił źle o komunistach – że są ateistami i kryminalistami. Ciągle coś złego dodawał. Reagowałem spokojnie. Mówiłem, że Pan Jezus uczył, iż należy kochać wrogów, modlić się za nich i błogosławić wszystkim.

Kiedyś ten „przyjaciel” powiedział: „Zgubisz się przez Jezusa”, a potem zapytał: „I co? Czy w tej sytuacji chcesz umrzeć dla Chrystusa?”. Odpowiedziałem: „Umrę dla Chrystusa. Tak, gotowy jestem dla Niego oddać życie”.

– To on zdradził Księdza Kardynała?
– Po wielu latach okazało się, że tak właśnie się stało. Ale na początku tego nie wiedziałem. Nie domyślałem się, że specjalnie mnie prowokował, żebym coś złego powiedział o komunistach. Odpowiadałem grzecznie, z życzliwością i miłością Kościoła. „Pan Jezus polecił nam przebaczać” – mówiłem. I dodawałem: „Wszystkim, bez wyjątku. Również tym, przez których cierpimy”.

– Dzięki temu darowano Księdzu Kardynałowi życie?
– W celi były zainstalowane podsłuchy. Okazało się, że prezydent Albanii Hodża w swoim biurze lubił słuchać tego, co mówią w celach więźniowie. Nie wiedzieliśmy o tym. Kiedy usłyszał moje rozmowy o komunistach i przebaczeniu, po kilku dniach wysłał do więzienia oficera z informacją, że mi przebaczył i że nie zostanę powieszony. Oficer stwierdził, że prezydent przekonał się, iż nic złego nie mówiłem o komunistach i nie jestem zaciekłym wrogiem. Karę śmierci zamieniono mi na 25 lat więzienia.

 – Gdy nie było jeszcze interwencji prezydenta, bał się Ksiądz Kardynał śmierci?
– Przeżywałem wszystko w sposób duchowy, blisko Pana Boga. Powtarzałem słowa Pana Jezusa: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20 – przyp. red.). Myślę, że spokój, który miałem, pochodził od Ducha Świętego. Tak było, gdy czekałem na wykonanie wyroku i gdy dowiedziałem się, że zmuszali moich kolegów, by zeznawali przeciwko mnie.

– Ulegli? Złożyli fałszywe zeznania przeciwko Księdzu Kardynałowi?
– Tak, składali takie zeznania. Były też inne trudne momenty. W więzieniu zadawano mi różne cierpienia, stosowano tortury. Chcieli, żebym coś złego powiedział przeciwko Bogu, Kościołowi, Watykanowi, papieżowi. Nie zgadzałem się.

Kiedyś założyli mi kajdanki, bardzo mocno. Na przegubach zatrzymywało się krążenie krwi. Domagali się, żebym coś wreszcie powiedział przeciwko Bogu lub Watykanowi. Nic nie mówiłem. Poczułem, że jestem między życiem a śmiercią. Traciłem siły. Z upływem czasu było coraz gorzej. Umierałem. Wtedy zaakceptowałem śmierć. Mówiłem do siebie w myślach, że nigdy nie powiem nic złego przeciwko Panu Bogu i Kościołowi. Gdy byłem już prawie nieprzytomny, zdjęli mi kajdanki i zaczęli mnie polewać lodowatą wodą. Jakoś powróciłem do życia.

– Czy w takich chwilach nie pojawiała się pokusa, aby zeznawać to, co chcą usłyszeć? Zawsze Ksiądz Kardynał mówił: „Mogę umrzeć, ale nie wyrzeknę się Chrystusa”?
– Nigdy nie zaakceptowałem tego, co chcieli uzyskać.

– Głodował Ksiądz Kardynał w więzieniu?
– Tylko głód był przerażający. To było okropne. Kiedyś w więzieniu ważyłem zaledwie 43 kilogramy. Skóra i kości. Kiedy mnie skazali, na początku nie pracowałem, więc nie miałem prawa do jedzenia. Dawali tylko trochę chleba. Nic więcej. Z głodu jadłem trawę.

– Trawę?
– Tak, rzucali nam trochę trawy, jak zwierzętom. Zdarzało się, że w celi wymiotowaliśmy z głodu. I jedliśmy własne wymiociny.

– …
– Tak było. Ale Pan Bóg mi pomógł. Przeżyłem.

– Dużo się Ksiądz Kardynał modlił w więzieniu?
– Każdego dnia się modliłem. Odmawiałem Różaniec i inne modlitwy. Byłem cierpliwy i pewny, że otrzymam nagrodę od Jezusa. Na początku wypowiadałem słowa bez dźwięków, tak żeby nikt nie słyszał i mnie w związku z tym nie torturował. Myśleli, że mówię sam do siebie. „To może dobry człowiek, ale pomylony, wariat” – słyszałem, jak to komentowali. Gdy przeniesiono mnie do większej celi, to po cichutku odmawiałem modlitwy po łacinie. Nikt ich nie rozumiał. Nawet więźniowie myśleli, że zwariowałem.

– Modlił się Ksiądz Kardynał za wstawiennictwem świętych? A czy są wśród nich ulubieni święci?
– Wszyscy święci są dobrzy, to przecież znajomi Pana Boga. Nieraz prosiłem o pomoc Ojca Pio. Tak było jeszcze wtedy, gdy odprawiałem egzorcyzmy. Najczęściej jednak prosiłem o wstawiennictwo Najświętszą Maryję Pannę. Nie ma jak Matka Boża. Ona jest najmocniejsza.

– Odprawiał Ksiądz Kardynał potajemnie Msze św.?
– To już było w innym miejscu. Z tej malutkiej celi, którą nazywaliśmy „dziurą”, przenieśli mnie do większej, przeznaczonej dla kilku osób. Pomieszczenie pięć na cztery metry. Kiedyś stłoczyli tam aż 54 więźniów! Wyliczyliśmy, że każdy miał 39 centymetrów kwadratowych. Jak ktoś spał, to inny musiał stać. Nie było łóżek, tylko siano na podłodze. Wszędzie brud i ogromny smród. Z trudem można było wytrzymać.

Potem przeniesiono mnie do baraków w obozach pracy. Gdy była możliwość, odprawiałem Mszę św. Malutkie hostie przygotowywałem z kawałeczków chleba. Wino mszalne stanowiło kilka kropel wyciśniętych z winogron. Mszę św. odprawiałem z pamięci, po łacinie. Inni więźniowie, muzułmanie, patrzyli na mnie i nie rozumieli słów. Ale myślę, że odczuwali moc Ducha Świętego, bo w tym czasie płakali.

– Czy w więzieniu mógł ktoś Księdza Kardynała odwiedzać, np. rodzice?
– W każdy możliwy sposób utrudniano mi spotkanie z rodziną, w końcu okazało się, że jest to w ogóle niemożliwe. Zmieniano miejsca pobytu, żeby utrudnić kontakt z otoczeniem. Byliśmy nie tylko torturowani i odizolowani, ale też wykonywaliśmy najcięższe prace. Był okres, gdy pracowałem w kopalni, 500 metrów pod ziemią. Wydobywaliśmy miedź. I wtedy otrzymałem telefon, że zmarł mój ojciec.

– To chyba było wyjątkowo trudne przeżycie, gdy nie mógł Ksiądz Kardynał uczestniczyć w pogrzebie ojca…
– W chwilach takiego ogromnego cierpienia zawsze dostawałem pomoc z nieba. Łaska Boża pozwalała przetrwać te chwile.

– A mama? Czy Ksiądz Kardynał się z nią spotkał?
– Tak, żyła jeszcze rok po moim uwolnieniu.

– Mówił Ksiądz Kardynał, że karę śmierci zamieniono na 25 lat więzienia. A wiemy, że w więzieniu spędził Ksiądz aż 28 lat…
– Te 25 lat zmniejszono do 18. Pod koniec tego okresu wybuchł bunt więźniów. Został szybko stłumiony i zaczęło się szukanie winnych. Niektórzy współwięźniowie wskazali mnie jako prowodyra. Wtedy po raz drugi skazano mnie na karę śmierci. Miałem być rozstrzelany. Ale i tym razem Bóg mnie ocalił. Znaleźli się policjanci, którzy widzieli, że nie miałem w tym żadnego udziału i byłem niewinny. Pamiętam, jak przyjechał minister spraw wewnętrznych Albanii. Ustawiono nas w szeregach i zaczął przemawiać. Mówił o mnie, że nie ma problemu, by mnie zabić, bo przecież jestem księdzem. Ale tego nie zrobią tylko z tego powodu, że kilku więźniów skłamało. Ci, którzy kłamali, zostali rozstrzelani. A mój wyrok śmierci zamieniono na 10 lat więzienia. W sumie byłem więźniem przez 28 lat.

– Czy był taki moment w więzieniu, że myślał Ksiądz Kardynał, iż już tego nie wytrzyma?
– Nie, nie miałem takiej chwili. Zawsze modliłem się z nadzieją, że Bóg mi pomoże.

– Czy wśród osób z władz lub strażników był ktoś, kto zachowywał się inaczej? Po ludzku?
– Kiedyś jeden ze strażników chciał mnie tak uderzyć, żeby zabić. Ale komendant mu tego zakazał. Ci ważni, na wyższych szczeblach, ale i mniej ważni mówili, że jestem wrogiem ludu – wrogiem w sensie politycznym i dlatego zginę. Dodawali: „Ale jako człowieka cię popieramy, bo jesteś dobry”.

– Czy któryś z nich później się nawrócił?
– Kto wie? Było ich tak wielu… Po wyjściu na wolność jednego z nich zobaczyłem na ulicy. Gdy mnie spostrzegł, natychmiast się oddalił.

Wszystkim, którzy zadali mi cierpienie, przebaczyłem. Bez wyjątku – wszystkim. Od pierwszej chwili w więzieniu. Gdy dowiadywałem się, że któryś z nich zmarł, to odprawiałem za niego Mszę św.

– Więzienie opuścił Ksiądz Kardynał w 1981 r.
– Wyszedłem na wolność, ale nadal byłem traktowany jak „wróg ludu”. Zmuszono mnie do pracy w kanałach ściekowych. Mówiono, że muszę to robić do końca życia. W wolnych chwilach jechałem do wiosek i różnych miejscowości. W tajemnicy spowiadałem, chrzciłem dzieci, odprawiałem Msze św. Dopiero w 1991 r. nastąpiła zmiana i mogłem swobodnie się poruszać.

– To, że Ksiądz Kardynał przeżył, uważa za cud?
– To łaska Boża. Takie są fakty. Sam z siebie nic nie mogłem zrobić.

– Franciszek powiedział do Księdza Kardynała: „Ty jesteś męczennikiem!”, inni księża mówią: „On będzie kiedyś ogłoszony świętym”. Czuje się Ksiądz Kardynał świętym?
– (śmiech) Jak mówimy o świętości, to patrzmy na Jezusa. Jezus jest wzorem i odpowiedzią na wszystko.

– Jak teraz wygląda prywatne życie kard. Simoniego? Czyta Ksiądz Kardynał książki, ogląda mecze piłkarskie?
– Moje życie… teraz często jestem zapraszany do różnych sanktuariów, kościołów. Jadę tam, żeby dać świadectwo. W Europie, w Azji, często w różnych miejscowościach Włoch. Ale to coraz trudniejsze, bo mam 90 lat!

Poza tym mój dzień to modlitwa. Odprawiam Mszę św., a później się modlę. Raczej nie oglądam telewizji. Tylko transmisje, gdy przemawia papież Franciszek. Włączam radio, gdy odmawiany jest Różaniec. Chcę być blisko Boga. Moje życie to modlitwa. Nic więcej.

– Teraz, w tym wieku, Ksiądz Kardynał nie boi się śmierci?
– Jestem spokojny. Kto kocha Jezusa, ten nie umiera. Św. Paweł powiedział: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14, 7-8 – przyp. red.). Pamiętajmy, że ze śmiercią życie się nie kończy, ale się zmienia. Jeśli wierzysz, to śmierć jest tylko przejściem do życia wiecznego.

– Jakie są marzenia Księdza Kardynała?
– Zbliżyć wszystkie dusze do Pana Boga i oświecić ateistów, żeby się nawrócili.

– Słyszałem, że ludzie z całego świata zgłaszają się do Księdza Kardynała i proszą o modlitwę, np. o uzdrowienie. I często następuje cud, czyli uzdrowienie nagłe, trwałe, niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia.
– Cudu dokonuje Pan Bóg. A ja się tylko o to modlę.

– Może Ksiądz Kardynał opowiedzieć o konkretnych zdarzeniach?
– Kiedy pojechałem do Nowego Jorku, spotkałem parę, która od 16 lat nie mogła mieć dzieci. Modliłem się w ich intencji. Minęło wiele miesięcy i kiedyś znowu się spotkaliśmy. Powiedzieli, że dzięki tej modlitwie mają dziecko.

Kilka miesięcy temu proboszcz jednej z parafii we Florencji poprosił mnie, żebym odwiedził 6-letnie dziecko w szpitalu. Było chore na raka mózgu. Pojechałem, modliłem się. Po czterech dniach dzwoni ktoś z jego rodziny. I płacze. Myślałem, że dziecko zmarło. Ale po chwili mówi, że zostało uzdrowione! Lekarze powiedzieli, że nieznana ręka zatrzymała raka mózgu.
Takich zdarzeń jest wiele. Tak działa Jezus, który jest dla wszystkich. To nie ja – tylko Jezus, zawsze Jezus.

 – Jakie przesłanie chciałby Ksiądz Kardynał przekazać Czytelnikom „Niedzieli” i wszystkim Polakom?
– Będę się modlił za Polskę i Polaków z całego serca. A jakie jest moje przesłanie? Dla kapłanów – trzeba być księdzem 24 godziny na dobę, nie tylko w określonym czasie. Księdzem jest się zawsze dla innych. Księża mają być światłem dla ludzi. Światłem Jezusa. Oni to wiedzą, że mają robić i mówić to, co Jezus. Kapłan swoje życie dedykuje Bogu. Ale żeby iść za Jezusem, trzeba nieść swój krzyż. I iść z nim do końca.

A do Czytelników „Niedzieli” i wszystkich Polaków – módlcie się. Codziennie. Módlcie się, odmawiając Różaniec i inne modlitwy. Czego od nas oczekuje Pan? Nie tylko tego, żebyśmy chcieli iść za Nim. Mamy się też uświęcać. Porzucić grzech, „obmyć się”, dążyć do świętości. Kochajcie Jezusa. Jezus robi wszystko dla tych, którzy go kochają. Jezus żyje. Jezus kocha. Jezus czeka. On zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał!
Źródło: wiara.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

36 odpowiedzi na „Kard. Ernest Simoni w więzieniu spędził 28 lat. Franciszek po wysłuchaniu jego historii rozpłakał się

  1. wobroniewiary pisze:

    Do codziennego odmawiania przez niewolników NMP:

    Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
    Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

    Módlmy się za siebie nawzajem, przyzywając opieki św. Michała Archanioła

    Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce a przeciw niegodziwości
    i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła Amen!
    Święty Michale Archaniele, który w brzasku swego istnienia wybrałeś Boga i całkowicie oddałeś się spełnianiu Jego świętej woli. Wstaw się za mną do Stwórcy, abym dzisiaj, za Twoim przykładem, na początku nowego dnia, otwierając się na działanie Ducha Świętego, w każdej chwili dawał się Bogu, wypełniając z miłością Jego świętą wolę. Niech razem z Tobą wołam bez ustanku: Któż jak Bóg! Przez Chrystusa Pana naszego. Amen

  2. Ania pisze:

    Szanowni Państwo,

    Misja Gabriela jest już Państwu znana z wielu dobrych inicjatyw, m.in. walki o wolną niedzielę i podkreślania jej roli w rodzinie. Dlatego też z radością pragnę poprosić Państwa o podpisanie kolejnej dobrej petycji Misji Gabriela, której celem jest ochrona dzieci przed pornografią:

    Autorzy piszą: „Postulujemy o reakcję w sprawie ograniczenia dostępu do pornografii nieletnim. (…) Od 40 do 50 procent młodzieży sięga po pornografię. Oznacza to, że co drugie (!) dziecko styka się z pornografią. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej (IPZ) wśród gimnazjalistów wiemy, że 61 procent chłopców i 42 procent dziewcząt pierwszy kontakt z pornografią miało już w wieku 12 lat. Aż 46 procent chłopców w gimnazjum sięga po pornografię od kilku do kilkudziesięciu razy w miesiącu, a 15 procent zadeklarowało oglądanie pornografii ponad 30 razy w miesiącu. Badanie przeprowadzono na ponad 10,8 tys. uczniów II i III klas gimnazjum z 10 województw.”

    Link do petycji:

    http://www.citizengo.org/pl/157711-do-ministra-cyfryzacji-szanowny-panie-ministrze-w-obliczu-ogolnej-dostepnosci-internetu-bez

  3. wobroniewiary pisze:

    Wspomniał ksiądz o nakładaniu rąk na głowę… Przecież to jest gest kapłański, którego świeccy w odniesieniu do obcych sobie ludzi w ogóle nie powinni wykonywać.

    Błogosławić można zawsze i każdego, ale ręce nakładać mogą tylko ojciec i matka na swoje dzieci, mąż i żona na siebie nawzajem. W innych sytuacjach jest to gest zarezerwowany dla biskupów i kapłanów, ponieważ niesie on w sobie samego Boga poprzez moc sakramentu kapłaństwa. W trakcie święceń kapłańskich biskup nakłada ręce na przyszłego kapłana. Także w każdym rycie inicjacyjnym dokonuje się nałożenie rąk. Błogosławieństwo kapłańskie ma wielką moc, nawet anioł z niebo nie ma takiej mocy

    O posłudze charyzmatycznej nie mocą Ducha Świętego
    Fragmenty wywiadu-rzeki Tomasza Terlikowskiego z ks. Piotrem Glasem pochodzącego z książki „Dekalog. Prawdziwa droga w czasach zamętu”

    https://www.vicona.pl/single-post/O-posludze-charyzmatycznej-nie-moca-Ducha-Swietego

    • wobroniewiary pisze:

      Czy Bożych darów można się nauczyć, nabyć, kupić na kursach?

      Z Dziejów Apostolskich
      Wtedy więc wkładali [Apostołowie] na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego. Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez wkładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze. „Dajcie i mnie tę władzę – powiedział – aby każdy, na kogo włożę ręce, otrzymał Ducha Świętego”. „Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą – odpowiedział mu Piotr – gdyż sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze. Nie masz żadnego udziału w tym dziele, bo serce twoje nie jest prawe wobec Boga

      I jak to ma się do kursów prorokowania – tak po ok. 100 zł od osoby? Kupowanie za pieniądze daru prorokowania?

  4. Martyna pisze:

    Moc z Krzyża

    Cierpienie duchowe, psychiczne utrudzenie, fizyczna niemoc. Oto siła rażenia, która może człowieka obezwładnić i sparaliżować. Poranne wstanie przypomina wtedy konieczność podźwignięcia „całych ton bólu istnienia”. Dręczące problemy od nowa dają o sobie znać. Pojawia się chęć ponownego zaśnięcia, aby przebudzić się w „lepszym świecie”. Ale niestety rzeczywistość jest nieubłagana w swej natarczywości….

    W takich zmaganiach pierwszoplanowe znacznie ma obranie właściwej strategii reagowania. Dla chrześcijanina pierwszym krokiem do zwycięstwa jest zrobienie znaku krzyża. Nie jest to magiczny gest, ale otwarcie wnętrza na Boską Moc i Sens. Można powiedzieć, że wobec „szalejących fal” bezsiły i beznadziei krzyż jest jednym wielkim znakiem Wszechpotężnej Nadziei. Chrześcijańska Nadzieja pozwala pogodzić rzeczy pozornie przeciwstawne. Z jednej strony jest to uznanie trudnej rzeczywistości. Zarazem nawet sytuacja „bez wyjścia” nie powoduje uczucia uśmiercającej otchłani. Jak to możliwe? Odpowiedź daje Jezus: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (por. J 3, 14-21).

    Człowiek może udawać silnego, ale o własnych siłach jest to wpadanie w iluzję, która po czasie i tak się rozpadnie. Z kolei ostra świadomość swej bezradności bezlitośnie odbiera zdolność do jakiegokolwiek sensownego funkcjonowania. Jezus przychodzi jako ten, który obdarza człowieka darem Miłosierdzia. Boże Miłosierdzie nie potępia, ale obdarza zbawczą pomocą. Nie jest to tylko obietnica bez pokrycia, ale realna oferta nadludzkiej mocy, która pozwala podjąć życie „tu i teraz” oraz zapewnia życie wieczne. Dlatego bardzo ważna jest poranna modlitwa, aby od pierwszych chwil wchłonąć w siebie odwagę i siłę, której Jezus udziela na kolejny dzień. Kto zapomina o Bogu, potępia sam siebie, gdyż rezygnuje z Bożego wsparcia.

    Specyfika życia polega na tym, że z założenia otrzymujemy więcej ciężarów, aniżeli jesteśmy w stanie unieść. Nie jest to jednak jakiś „skandaliczny klincz”. Bóg dopuszcza „przytłaczający nadmiar”, gdyż udziela nam jednocześnie niezbędnej nadprzyrodzonej łaski. W ten sposób otrzymujemy dokładnie tyle mocy, naturalnej i nadprzyrodzonej, ile potrzebujemy, aby ze wszystkim dać sobie radę. Tę nadprzyrodzoną energię przyjmujemy poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa.

    Krzyż jest widzialnym symbolem wiary i swoistym kluczem, który otwiera skarbiec Bożych łask. Ważne, aby uważnie wpatrywać się w fizyczny krzyż, przed którym się modlimy. Zarazem dobrze sprawdzić, czy mamy na piersi krzyżyk. Kto nie ma, lepiej jak najszybciej zawiesić. Nie chodzi oczywiście o magiczny zabobon, ale o fizyczny znak, który w połączeniu z wiarą w Jezusa stanowi duchową tarczę ochronną przed wszelkimi mocami zła. Jednocześnie krzyż jest swoistym oknem, przez które wnika do ludzkiego wnętrza Boskie Światło. Oznacza to stan prawidłowego widzenia rzeczywistości, co z kolei pozwala podejmować adekwatne do życiowej sytuacji decyzje i działania.

    W tym względzie warto zwrócić uwagę na dwie fundamentalne sprawy związane ze „światłem duchowym”. Pycha zaślepia, dlatego niezbędne jest pokorne uznawanie swych grzechów i błędów. Jest to odwaga stawania „twarzą w twarz” wobec prawdy o sobie. Dzięki temu nasze uniżone wnętrze przyciąga Boże Miłosierdzie. Spoglądanie na krzyż i noszenie krzyżyka staje się wtedy źródłem realnej Boskiej Mocy i Światłości w sercu. Gdy przyjmujemy zbawczą moc od Jezusa Miłosiernego, trzeba być przygotowanym na ataki ze strony Księcia ciemności. „Oskarżająca ciemność” ukazuje siebie jako jasność, zaś Boże światło jest przedstawiane jako „ciemne zło”. W takiej sytuacji chrześcijanin nie wchodzi w stan „bratobójczej walki”. Najważniejsze jest spoglądać w sercu na znak krzyża, z którego płynie światło Bożej Miłości i Mądrości. Jesteśmy istotami z duszy i ciała. Dlatego, gdy w sercu jest żywa wiara, noszenie i kontemplacja fizycznego znaku krzyża jest wielką pomocą w życiowych zmaganiach.

    Eremita Ove

  5. eska pisze:

    Proszę o modlitwę. Moja córka ma mieć bierzmowanie w najbliższy czwartek, a jest chora i słaba.
    Bóg zapłać.

  6. Maria pisze:

    Jezu , Ty się tym zajmij .

  7. wobroniewiary pisze:

    Wstaję rano-Bóg chce ze mną porozmawiać, ale ja nie mam czasu, bo do pracy trzeba biec. Ubieram się i wychodzę, przechodzę obok Kościoła, Bóg mnie woła, ale nie mogę… Boże mam tyle spraw do załatwienia… Zapłacić rachunki, kupić coś do jedzenia.
    Wracam do domu, godzina 15:00 Koronka do Bożego Miłosierdzia… E tam, przecież leci mój ulubiony serial… Modlitwa poczeka.
    I nagle ktoś do domu wbiega, coś krzyczy, tragedia, śmierć bliskiej osoby, płacz…
    – Gdzie Ty jesteś Boże! Teraz, jak Cię potrzebuję nie ma Cię!
    Na to Bóg odpowiada:
    – Ja ciągle jestem przy Tobie, ale gdzie Ty byłeś, jak Cię wołałem… Gdzie byłeś, jak potrzebowałem kawałka chleba, trochę ciepła i pocieszenia? Tak bardzo chciałem żebyś przyszedł do mnie…

  8. wobroniewiary pisze:

    Słuchajcie, chrześcijanie!

    Byłem głodny
    – wy zaś dyskutowaliście o moim głodzie
    w swych organizacjach humanitarnych.

    Byłem więźniem
    – wy zaś wyznaczyliście sobie spotkania w kaplicach,
    by modlić się o moje uwolnienie.

    Byłem nagi
    – wy zaś rozważaliście z całą powagą
    moralny aspekt mojej nagości.

    Byłem chory
    – wy zaś poklękaliście,
    by dziękować Bogu za własne zdrowie.

    Byłem bezdomny
    – wy zaś głosiliście mi kazania o bezpiecznym
    schronieniu w Przybytku Bożej Miłości.

    Wygląda na to, że jesteście pobożni,
    bardzo szlachetni i całkiem blisko Boga.

    Lecz ja wciąż jeszcze jestem głodny,
    samotny, nagi, chory, uwięziony i bezdomny.
    I jest mi zimno…

    • tu MariaPietrzak pisze:

      🍁
      A wiesz , przypomniałaś mi tą wypowiedzią … legendę o jednym z francuskich filantropów , zdaję się jeszcze z okresu przedwojennego , który powodowany potrzebą serca , wybierał się właśnie w kolejną podróż humanitarną , tyle , że trójka jego własnych dzieci stale tułała się po różnych domach dziecka .!
      🍁 Byłam też kiedyś świadkiem sceny , gdy Ksiądz po Mszy świętej w ramach ogłoszeń parafialnych, zapraszał na konferencję … o wznioslym tytule …. „jak pomóc Europie przezwyciężyć kryzys wiary” , kiedy to do Ołtarza podeszła chwiejnym krokiem młoda bezdomna kobieta z naszego środowiska , rozpaczliwie coś wołając , zagłuszyła Księdza !
      Innym razem ta sama osoba z ostatniej ławki podniosła się i zaczęła głośno manifestować swoją obecność , dokładnie w chwili , gdy Ksiądz podczas homilii mówił o mocy jaka płynie z sakramentu kapłaństwa .
      Nie trudno bylo domyśleć się , że to Pan posługuje się tą zniewoloną osobą , żeby nam coś powiedzieć . Pamiętam , że pomyślałam wtedy . …
      ” kiedy Pan mówi , nie gardź Jego Słowem”
      🍁 Widziałam również polską tułaczkę , która weszła na klęcznik znajdujący się przed obrazem Jasnogórskiej i … zaczęła energicznie i głośno tupać … ( zobacz , co za instynkt … )

      Jak🍁to🍁mówią …”Nie usłyszy syty – głodnego” … naglącego „wołania” jego !
      Ale jest i inne „… , o błogosławionym , który nie zwątpił w Pana” (Mt, 11) , bo wtedy ziemia mu poddana !

      • tu Kazimierz pisze:

        Laudetur Iesus Christus et Maria Immaculata!

        Ktoś może powiedzieć: a ten znowu to samo – „przyczepił się jak rzep psiego ogona”!
        Jeszcze raz ponawiam moją prośbę, ażeby precyzyjniej wyrażać się (odpowiednie dać rzeczy słowo): o jakiego Pana komu chodzi, kiedy pisze używając słowa: Pan?!

        «Mario!»
        Osobiście nie wiem czy dla każdego będzie taką: „oczywistą oczywistością” się domyśleć, że chodzi właśnie o tego Pana, czyli Pana Jezusa Chrystusa, a nie o innego Pana (Złego)!

        Mario, Ty piszesz:
        (…) „Nie trudno bylo domyśleć się , że to Pan posługuje się tą zniewoloną osobą , żeby nam coś powiedzieć . Pamiętam , że pomyślałam wtedy. …”(…)

        Nie wiem, co Ty sobie wtedy pomyślałaś, pisząc to, ale wiem jedno i żywię taką nadzieję, że i Ty również to wiesz, że:
        „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła,
        ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku.
        Syn Boży objawił się po to,
        aby zniszczyć dzieła diabła.
        Każdy, kto narodził się z Boga,
        nie grzeszy,
        gdyż trwa w nim nasienie Boże;
        taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.”
        (1J 3, 8-9)

        I to również wiesz, więc możemy razem powiedzieć, że:
        „Wiemy, że każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy,
        lecz Narodzony z Boga strzeże go,
        a Zły go nie dotyka.
        Wiemy, że jesteśmy z Boga,
        cały zaś świat leży w mocy Złego.”
        (1J 5, 18-19)

        Wniosek z tego nasuwa się taki (przynajmniej dla mnie): w mocy Złego, jest każdy kto grzeszy, stając się tym samym Jego (Złego) dzieckiem a zarazem – Jego niewolnikiem (osobą zniewoloną)!

        «Mario!»
        Moje zatem pytanie brzmi:
        Jakiego masz na myśli Pana, pisząc: „Pan posluguje się tą osobą zniewoloną” o której piszesz!?

        „Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu! Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca.”
        (J 20, 16)

        «Mario!»:
        „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie”.
        (Rz 10, 9)

        Pozdrawiam ♡

        PS
        „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła”
        (1Tes 5, 22)

        • tu MariaPietrzak pisze:

          Dziękuję za uwagę .
          Kiedy mówię Pan , mam na myśli Pana Jezusa . Pan Jezus , który jest Bogiem ma moc posługiwać sie każdym , nawet osobą zniewoloną , będącą w mocy złego , dla dokonania jakiegoś dobra . Tutaj upomnienia .
          … Pan Jezus chce coś powiedzieć …. Chce mi powiedzieć … Mario … zanim pójdziesz nawracać Europę , zauważ w swoim domu zniewolone dziecko , które potrzebuje pilnie twojej pomocy . Nie myślę , żeby na taki gest upomnienia stać bylo złego . On raczej starałby sie mnie uśpić i pochlebstwem pchnąć w stronę przesady w jednym i zaniedbania w drugim , jak to on potrafi . Ponadto zły nie jest dla mnie panem , więc nigdy go tak nie nazywam , nawet w domyślniku , mimo , że jak wszyscy ulegam pokusom i grzeszę , i pewnie z tego powodu zaciera ręce z uciechy !
          Również pozdrawiam 😎
          Jezus jest Panem !

        • wobroniewiary pisze:

          Na stronie „w obronie wiary katolickiej” nie może być i mowy o innym panu, jak tylko o Panu Jezusie, więc czepialstwu mówię – NIE!!!

  9. wobroniewiary pisze:

    Słucham Drogi Krzyżowej z ks. P. Glasem i przecudnymi pieśniami w wykonaniu o. Alberta Szustaka.
    Chciałabym, aby każdy czytelnik chociaż jeden raz odprawił tę Drogę Krzyżową z Matką Bożą z La Salette

    • wobroniewiary pisze:

      Jedna z pieśni:

      Mój Bóg, jak drżący słowik w garści,
      A nie ogarną Go wszechświaty,
      Oddechem gasi gwiazdozbiory,
      A drży w oddechu mym, jak kwiaty.

      Ref. Mój Bóg wykuwa Słowem wieki,
      A chwila rani Go, jak mieczem.
      Mój Bóg straszliwy i daleki,
      A bliski, jak płaczące dziecię.

      2. Mój Bóg, depczący z wzgardą trony,
      A kłosom zstępujący z drogi,
      Jak groźny sędzia przeraźliwy,
      Jak żebrak smutny i ubogi. 3.

      Mój Bóg nade mną ciągle stoi,
      Jak cień, jedyny mój towarzysz.
      Za sobą czuję Jego kroki
      I złotą glorię Jego twarzy.

      Ref. I oto teraz spoza pleców
      Na dłonie moje wciąż spogląda,
      I jak syn błaga mnie o serce,
      I jak Pan serca mego żąda.

      • tu MariaPietrzak pisze:

        To odważny poeta Wojciech Bąk . Czytałam … kiedyś wszedł do baru , zjadł obiad i otruty padł. Ale to prawda , odwagą i bystrością wyrastał ponad epokę nie tylko swoją , ale i naszą . Już wtedy widział , że w miękkie szaty Boga ubieramy …

      • tu MariaPietrzak pisze:

        Na me najgłębsze krzyki, na krwawe pytania
        Jedyną otrzymuję odpowiedź : milczenie –
        Niebo przed moim jękiem dymem się zasłania,
        A ziemia ruinami. I drżę przerażeniem.
        / Wojciech Bąk

        … Czytając kardynała Wyszyńskiego , widziałam , że i jemu nie byl obcy , bo lubił go cytować .

  10. Helena pisze:

    Powyżej umieszczona modlitwa została podana nam przez św. Bernarda – Opata z Clairraux, który żył we Francji w XII w.
    Św. Bernard, dopytując się raz na modlitwie Pana naszego, jaki był największy ból nieznany wiernym, który odczuł na Swym Ciele, podczas swej najświętszej Męki – otrzymał następującą odpowiedz:

    Pan Jezus: ”Miałem Ranę na Ramieniu, spowodowaną dźwiganiem Krzyża, na trzy palce głęboką, z której widniały trzy odkryte kości. Sprawiła mi ona największe cierpienie i ból aniżeli wszystkie inne. Ludzie mało o niej myślą dlatego jest nieznana. Lecz ty staraj się objawić ją wszystkim chrześcijanom całego świata. Wiedz, że o jakąkolwiek łaskę prosić mnie będą przez Tą właśnie ranę, udzielę jej – i wszystkim, którzy z miłości do Tej Rany uczczą Mnie odmówieniem codziennie 3x Ojcze Nasz… i 3x Zdrowaś Maryjo….:
    1) daruję im grzechy powszednie
    2) ich grzechów ciężkich już więcej pamiętać nie będą
    3) nie umrą nagłą śmiercią
    4) w chwili skonania nawiedzi ich Najświętsza Dziewica i uzyskają łaskę i zmiłowanie Moje”.

    Papież Eugeniusz III udzielił na prośbę Św. Bernarda odpustu tym wszystkim, którzy Tę Świętą Modlitwę odmawiają.

    • wobroniewiary pisze:

      Najświętsza Rana Ramienia Pana Jezusa – tutaj nie ma dostępu żadne zło, żaden demon tutaj nie wejdzie. To miejsce gdzie najbardziej doświadczysz mocy dotknięcia Serca Jezusa, tutaj jest Twoja ochrona, przemiana, tutaj jest źródło mocy na wszelkie zło

      Miałem ciężką ranę, odpowiedział Jezus, w ramieniu, na którym krzyż dźwigałem, ta rana była mi najboleśniejszą. Ponieważ ludzie o tym nie wiedzą, nie pamiętają o niej, oddajże tej ranie cześć, a o cokolwiek przez nią prosić będziesz otrzymasz. Wszyscy, którzy tę ranę pozdrawiać będą, dostąpią odpuszczenia grzechów powszednich, a z śmiertelnych nawrócenie. (Z aktów z Clairvaux).

      ”O Najukochańszy Jezu mój, Ty Najcichszy Baranku Boży, ja biedny grzesznik pozdrawiam i czczę TĘ RANĘ TWOJĄ NAJŚWIĘTSZĄ, która Ci sprawiła ból bardzo dotkliwy, gdyś niósł Krzyż ciężki na Swym Boskim Ramieniu. Ból cięższy i dotkliwszy, niż inne Rany na Twoim Świętym Ciele. Uwielbiam Cię oddaję cześć i pokłon z głębi serca.
      Dziękuję Ci za Tę Najgłębszą i Najdotkliwszą RANĘ Twego Ramienia. Pokornie proszę, abyś dla tej srogiej boleści Twojej, którą w skutek Tej Rany cierpiałeś i w Imię Krzyża Twego ciężkiego, któryś na tej Ranie Świętej dźwigał, ulitować się raczył nade mną nędznym grzesznikiem, darował mi wszystkie grzechy i sprawił, aby wstępując w Twoje Krwawe Ślady doszedł do szczęśliwej wieczności. Amen ”.
      Odmówić trzy razy Ojcze Nasz… i trzy razy Zdrowaś Maryjo.

      https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/12/03/najswietsza-rana-ramienia-pana-jezusa-tutaj-nie-ma-dostepu-zadne-zlo-zaden-demon-tutaj-nie-wejdzie/

  11. tradycjonalista pisze:

    „– Jakie są marzenia Księdza Kardynała?
    – Zbliżyć wszystkie dusze do Pana Boga i oświecić ateistów, żeby się nawrócili.”

    No cóż, oby nasz Pan Jezus Chrystus dał Eminencji wiele Łask i Zdrowia, do spełnienia tych marzeń. Zadanie niezmiernie trudne, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy nierzadko u wielu ludzi występuje erozja, a nawet wręcz upadek, czy utrata wiary. Stan utraty wiary trafnie określił Ks. Malachi Martin (niegdysiejszy sekretarz Kard. Agostino Bei i współpracownik papieża Jana XXIII), w jednym z wywiadów, jaki przeprowadził z nim w 1994 r., kanadyjski dziennikarz i wydawca, Bernard Janzen:

    cyt.”Ks. Martin: […] Trzeba tu podkreślić ważną rzecz. Jeśli traci się wiarę, nie zdaje się sobie z tego sprawy.[…] Jeśli tracisz wiarę, nie zdajesz sobie z tego sprawy. W przeciwnym razie czyniłbyś, co tylko w twojej mocy, aby ją odzyskać. Tak więc kiedy straciłeś wiarę, nie wiesz tego. Uważasz, że wszystko z tobą jest w porządku. Myślisz, że głupcami są inni, którzy podejmują wyrzeczenia ze względu na nakazy wiary. […] Karą za utratę wiary jest to, że się tego nie wie. Nie wie się tego ! I jest to sprawiedliwa kara, ponieważ często wiarę traci się z powodu jakichś popełnionych przez siebie grzechów. I nie można jej odzyskać pozostając tylko na słowach, mówiąc po prostu: ‚OK. Teraz będę w Kościele’. O nie, to nie działa w ten sposób!”.

    Bernard: Mamy tu więc do czynienia z pewnym zaślepieniem.

    Ks. Martin: Na tym to właśnie polega. Nie wiesz, że straciłeś wiarę. Po prostu nie wiesz! Patrzysz na innego człowieka, który postępuje jak katolik i mówisz: ‚Co za głupiec! Jest po prostu niedojrzały!’. Przykładem duchowej ślepoty jest np. słynne powiedzenie Lorda Palmerstona:
    ‚Każdy, kto wierzy w Boga po pięćdziesiątce, musi był głupcem’. Nawiasem mówiąc, Palmerston popełnił później samobójstwo. Kiedy tracisz wiarę, ogarnia cię duchowa ślepota. Wszelkie napominanie człowieka, który stracił wiarę, jest zasadniczo nieskuteczne. Jeśli powiesz mu: ‚Nie powinieneś tego robić’, myśli że jesteś głupcem. A skoro stracisz wiarę, zazwyczaj jej już nie odzyskujesz. Niełatwo ją odzyskać. To straszna rzecz. Skoro wyrzucisz tę drogocenną perłę, nie znajdziesz jej łatwo. Możesz nie znaleźć jej nigdy. A w takim razie po śmierci możesz trafić do piekła!”.

    z: „Piotr w okowach. Rozważania o kondycji Rzymu. Wywiad z ks. Malachi Martinem” (2009 Triumph Communications)

  12. tradycjonalista pisze:

    Polecam przy okazji, znakomite kazania głoszone przez Bp Tihamera Totha, a wydane w postaci książek: „Chrystus w cierpieniu i chwale”, „Dekalog”, Eucharystia”, „Wierzę w Kościół Powszechny.

  13. Wanda Nikolajczuk pisze:

    Niesamowite i wzruszające świadectwo księdza , sam z siebie nie przetrwał by namacalne znaki Pan Bóg czuwał i dawał siłę.do przetrwania. Święty za życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s